Jose Kante skomentował zwycięstwo z Wisłą Kraków i zdradził, skąd wzięła się jego forma

- Mateusz Wieteska był wyznaczony do rzutu karnego, ale oddał mi go, bym mógł skompletować hat-tricka. Kiedy bramkarz obronił mój pierwszy strzał pomyślałem: "Co do diabła?!". Ale widziałem, że piłka leci do mnie i mam szansę ją dobić - powiedział po meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków (7:0) Jose Kante. Zdobywca trzech bramek dla wicemistrzów Polski zdradził też, skąd wzięła się jego forma.

W 18., 32. i 53. minucie Jose Kante strzelał gole w niedzielnym meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków (7:0). Napastnik wicemistrzów Polski zaliczył kapitalny występ, zdobywając pierwszego hat-tricka w karierze. - Czuję się bardzo dobrze, jestem szczęśliwy. Ta wygrana dała nam coś dobrego. Coś, na co zasługiwaliśmy od dłuższego czasu. Strzeliłem pierwszego hat-tricka w karierze, cieszę się - przyznał Gwinejczyk po zakończeniu spotkania z "Białą Gwiazdą".

I dodał: Nikt nie spodziewał się takiego wyniku. Nie lekceważyliśmy Wisły Kraków. Wiedzieliśmy, że nie jest w najlepszej formie, ale chcieliśmy dać z siebie wszystko i się udało. Nawet jeszcze w przerwie meczu mówiliśmy sobie, że musimy utrzymać zaangażowanie, bo piłka nożna widziała już wiele przypadków, w których drużyna odrabiała trzy bramki straty.

Jose Kante zdradził, skąd wzięła się jego forma

Kante jest piłkarzem Legii od lipca 2018 roku, ale dopiero ostatnio zaczął grać regularnie. Z meczu na mecz prezentuje się jednak coraz lepiej i możliwe, że w pierwszym składzie warszawiaków zostanie na dłużej, co będzie oznaczało, że na ławce więcej czasu spędzać będzie Jarosław Niezgoda. - Nie ma napastnika numer jeden. Mamy po prostu dwóch zawodników na tą pozycję. Fizycznie czuję się dobrze, jestem pewny siebie, czuję zaufanie trenera, dostaję minuty na boisku, co odbija się na grze i statystykach. Dostałem zaufanie, dlatego jestem w dobrej formie - przyznał 29-latek, który w pierwszej połowie akcje konstruował głównie z Luquinhasem, a po zmianie stron obok niego zagrał wspomniany Niezgoda. - Dla mnie nie ma znaczenia, z kim buduję akcje. Każda zmiana jest na plus, daje coś pozytywnego. Każdy, kto wychodzi na boisko, daje coś dobrego. Wiadomo, że z Jarkiem, kiedy gramy razem, możemy się wspierać, pressing wygląda inaczej, ale z Luquinhasem także wygląda to dobrze - ocenił Kante.

- Zawsze coś można poprawić, ale pokazaliśmy, że wszyscy są w dobrej formie, walczą razem. Nie możemy się jednak rozprężyć, mamy przed sobą mecz pucharowy, a takie czasami są nieprzewidywalne. 

Kante w niedzielę nie skompletowałby hat-tricka, gdyby nie rzut karny. Co prawda napastnik Legii przy pierwszym strzale nie zdołał pokonać bramkarza gości, ale przy dobitce nie dał mu szans. A jak się okazało, do wykonywania jedenastki nie był w ogóle wyznaczony. - Mateusz Wieteska był wyznaczony do rzutu karnego, ale oddał mi go, bym mógł skompletować hat-tricka. Kiedy bramkarz obronił mój pierwszy strzał pomyślałem: "Co do diabła?!". Ale widziałem, że piłka leci do mnie i mam szansę ją dobić.

Więcej o: