Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niecodzienne zachowanie Peszki. "Odnalazłby się w każdej drużynie. Musi tylko kontrolować swoje emocje"

- Oni się stąd zawijają i tyle. Jest tu jakaś logika klubu, budowanie jego tożsamości? - gani za stawianie na obcokrajowców Bogusław Kaczmarek. Football Live opisuje, że czerpać trzeba z ŁKS-u, a konsekwencja zaprocentuje też w Gdańsku. Jeśli zdrowie dopisze Wolskiemu, o higienę życia zadba Peszko, a do drużyny szybko wróci Maloca, to "Lechia w tym sezonie powalczy o trofea".

Wydarzenia po 3. kolejce Ekstraklasy komentuje Bogusław Kaczmarek. Były asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski oraz były trener m.in Lechii Gdańsk, Polonii Warszawa, GKS-u Katowice i Stomilu Olsztyn.

Polski ŁKS daje przykład Ekstraklasie

 - Jak byłem ostatnio w Łodzi, to pogratulowałem trenerowi Kazimierzowi Moskalowi i jego asystentowi Maciejowi Musiałowi. Tam dają przykład jedynej możliwej drogi dla naszej Ekstraklasy. ŁKS w wyjściowym składzie gra 10 Polakami i jednym obcokrajowcem - Danim Ramirezem, który rzeczywiście robi różnicę. W dodatku połowa tych Polaków z ŁKS-em o Ekstraklasę walczyła od trzeciej ligi - mówi nam Kaczmarek, który zwraca uwagę, że w większości polskich klubów praca z młodzieżą i stawianie na nich to puste słowa.

- Cieszymy się teraz, że wszyscy robią akademię, ale ci chłopcy muszą potem gdzieś grać. Jeśli w jednej drużynie trener mówi, że będzie wprowadzał młodych, a w meczu ma 10 obcokrajowców i jednego naszego, to o co chodzi? Mamy tyle projektów: akademie młodego orła, letnie, zimowe, mobilne, Narodowy Model Gry. Jeśli nie ma ludzi, którzy będą to wdrażać i korzystać z dobrostanu, to dostarczymy tylko nowej makulatury i piłkarskiego planktonu - ocenia były asystent selekcjonera polskiej kadry.

Kaczmarek podkreśla, że z obcokrajowców w naszej lidze w dłuższej perspektywie nie ma pożytku. - Co z tego, że mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski zdobywa drużyna, która gra obcokrajowcami? Potem nie ma tego żadnego efektu. Oni się stąd zawijają i tyle. Zmieniają się tylko imiona i nazwiska. Teraz z Piasta odszedł Valencia, Sedlar kiedyś tam Nespor, innego razu Vacek czy inny “Wicek”. Piast z europejskich pucharów już raz przeszedł do walki o życie w Ekstraklasie. Jest tu jakaś strategia klubu? Jakaś logika w postępowaniu? Jakie jest budowanie jego tożsamości? - zastanawia się szkoleniowiec.

Więcej o tym, że Piast nie przypomina drużyny z poprzedniego sezonu, w poniższym materiale wideo:

Zobacz wideo

Stracone cztery lata Lechii

- Lechia straciła cztery lata. Zmieniali się trenerzy, dyrektorzy sportowi, tabuny zawodników. Drużyna poza czwartym miejscem za Ricardo Moniza i Piotra Nowaka nic nie ugrała. Już wtedy powinna być w europejskich pucharach. Teraz Piotr Stokowiec to wszystko w miarę uporządkował. Lepszy wynik można było zrobić już w tamtym sezonie, tylko Lechii nie starczyło ludzi. Jakby było tam jeszcze trzech doświadczonych graczy, to moim zdaniem oprócz Pucharu Polski zdobyliby też mistrzostwo. Również dlatego, że liga była dramatycznie słaba. Jeżeli mistrz Polski zrobił wtedy 70 punktów na 37 meczów, to o czym my mówimy? - pyta trener.

Potencjał Wolskiego, performance Peszki, trofea Lechii

- Lechia personalnie teraz prezentuje się bardzo dobrze. W ekipie mamy status quo. Nie ma ubytków kadrowych. Odejście Konrada Michalaka nie oceniam jako straty. Dodatkowo duże nadzieje można wiązać z powrotem do zdrowia Rafała Wolskiego. W tej kolejce gol na 2:0 w Płocku pokazał, jakie możliwości w nim drzemią. Oby tylko oszczędzały go urazy, bo, jak wiemy, to jest chłopak podatny na kontuzje. Wrócił Sławomir Peszko. To człowiek, który odnalazłby się w każdej drużynie. Pod warunkiem, że zadba o bezpieczeństwo i higienę pracy i będzie kontrolował własne emocje. Teraz w Płocku na buzię nakleił sobie plaster - performance dla niego idealny - uśmiecha się Kaczmarek.

- Pamiętajmy, że do drużyny powróci Mario Maloca i Jakub Arak. Myślę, że Lechia może być jeszcze mocniejsza i w tym sezonie powalczy o trofea. Jeśli chodzi o młodych chłopaków, to duży skok jakościowy zrobił Karol Fila. Zastanawia mnie natomiast Tomasz Makowski. Oglądałem jego wszystkie mecze w reprezentacji U-20 i jest jedna rzecz, która niepokoi. Było ją zresztą widać na drugim meczu z Broendby. Większość jego podań była do boku i do tyłu. Na jego pozycji po przejęciu piłki trzeba ją w umiejętny sposób wyprowadzać do przodu, lub przynajmniej tak się zachowywać, by konstruktywnie kontynuować grę. On tak nie robił, a sporo też piłek gubił - ma sporo pracy - komentuje Kaczmarek.

Problem z napastnikiem?

- W najbliższej przyszłości problemem może być w Lechii pozycja numer dziewięć. Jeżeli Artur Sobiech będzie chciał dołączyć do swojej żony w Niemczech, to Lechia z przodu może mieć problem. Musi się określić z prywatnymi sprawami, bo takie rozdarcie nie jest dobre ani dla klubu, ani dla jego formy. Flavio Paixao ciągle potrafi znaleźć się w sytuacji bramkowej, ale pamiętajmy, że ma 34 lata i tych lat mu nie ubędzie. Zdarzają się mu już takie spotkania, że nie widać go na boisku. Wierzę, że Lechia ma jednak swoją strategię, której podstawą też jest dyscyplina Piotra Stokowca. Przekonali się o tym nawet Marco Paixao czy Peszko, któremu kwarantanna dobrze zrobiła - mówi Kaczmarek, który docenia byłego reprezentanta Polski i dobrą oraz widowiskową grę całego zespołu już na początku sezonu.

- Myślę, że gdyby w rewanżu w Kopenhadze zagrał Jarosław Kubicki, to siermiężnie grająca drużyna Broendby nie odrobiłaby tej straty z Gdańska. Poza tym z Kubickim błędów nie zrobiłby też Fila. Nie byłoby takich przecieków na środku obrony. Ten dwumecz można było rozstrzygnąć u siebie - kręci głową Kaczmarek.