Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Na coś takiego Śląsk Wrocław czekał 18 lat. Teraz zostanie katem trenera Legii?

- Stawiamy sprawę jasno, mistrzostwa i pucharów, tego chce to miasto - napisali kibice Śląska Wrocław na transparencie zaprezentowanym podczas ostatniego meczu z Piastem Gliwice (2:1). Piłkarze Vitezslava Lavicki znajdują się na szczycie tabeli PKO BP Ekstraklasy, a ich fani marzą o tym, by tak zostało do końca sezonu.
Zobacz wideo


- To dla nas duże wyzwanie, by kontynuować zwycięską serię jeszcze z poprzedniego sezonu. Jestem zadowolony, że zrobiliśmy pierwszy krok i wygraliśmy z Wisłą. Teraz gramy z mistrzem Polski, to także wyzwanie, ale chcemy dobrze zagrać i przede wszystkim zwyciężyć - mówił Vitezslav Lavicka przed ostatnim meczem Śląska Wrocław z Piastem Gliwice. Jego drużynie rzeczywiście serię przedłużyć się udało, choć zwycięstwo wywalczyła dopiero w końcówce.

W 31. minucie wynik meczu otworzył Piast. Bartosz Rymaniak z łatwością ograł Przemysława Płachetę i dograł w pole karne. Piłka najpierw odbiła się od Patryka Sokołowskiego, później od Piotra Celebana, a ostatecznie wylądowała pod nogami Jorge Felixa. Hiszpan zareagował bardzo szybko i pewnym strzałem pokonał Matusa Putnockiego. Mistrzowie Polski prowadzenie utrzymywali bardzo długo, ale to Śląsk przeważał po przerwie. Gospodarze swoją przewagę udowodnili jednak dopiero w końcówce. Najpierw w 85. minucie Jakub Łabojko uderzył mocno zza pola karnego, piłka odbiła się od Jakuba Czerwińskiego i spadła pod nogi Erika Exposito. Napastnik wprowadzony z ławki rezerwowych bardzo szybko podjął decyzję o strzale, umieszczając piłkę w bramce rywala. Trzy minuty później Śląsk prowadził już 2:1 po tym, jak Łukasz Broź bardzo pewnie wykorzystał rzut karny, wywalczony przez niego chwilę wcześniej.

Pokonanie Piasta nie było przypadkiem, a jedynie efektem konsekwentnej pracy i realizowania planu, który ma się zakończyć sukcesem.

Pełnoletnia przerwa Śląska

18 lat – tyle dokładnie Śląsk Wrocław czekał na sytuację, w której po dwóch kolejkach ligowych będzie miał komplet punktów. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w sezonie 2001/02. Wówczas piłkarze trenera Mariana Putyry na otwarcie sezonu pokonali Legię Warszawa (1:0) i Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski (4:2). Bramki dla wrocławian zdobywali Sławomir Nazaruk, Michał Stolarz, Krzysztof Szewczyk, Piotr Włodarczyk i Remigiusz Jezierski, czyli piłkarze, o których wielu młodych kibiców mogło nawet nie słyszeć. Mogło, bo przerwa między tak udanymi startami ligowymi Śląska osiągnęła już pełnoletność. Na tym się jednak skończyła, bo Lavicka stworzył zespół, który potrafi seryjnie wygrywać. Licząc z ubiegłym sezonem, pokonanie Piasta było szóstym zwycięstwem jego drużyny z rzędu.

Zespół Czecha potrafi wygrywać, a także walczyć do końca. Ostatni raz odrobić straty i wygrać mecz, który zaczął się od bramki rywala, wrocławianom udało się bowiem w 2017 roku.

Pragmatyzm i kreatywność

Coraz lepsza gra, zwycięstwa i umiejętność odwrócenia losów spotkania wynikają z mechanizmu stworzonego przez obecnego trenera Śląska. Odszedł on od usilnych prób kreowania widowiskowej gry, choć kreatywność pozostawił na szycie listy oczekiwań, które stawia piłkarzom. W środku pola ma być mądrze i szybko, w defensywie bezbłędnie, a w ataku skutecznie. Ma być jednak także płynnie, o czym świadczy rotowanie pozycjami piłkarzy. Lavicka miał problem z obsadą pozycji "dziesiątki", więc w tej roli wymyślił sobie Roberta Picha, który wcześniej najczęściej grał na skrzydłach. Na różnych pozycjach wymyśla też sobie Mateusza Cholewiaka, któremu do kompletu brakuje już tylko gry na bramce - 29-latek u Lavicki grał już na lewej obronie, pomocy i skrzydle, występując także dwa razy na pozycji prawego napastnika. Ten sezon rozpoczął natomiast od występu na pozycji najbardziej wysuniętego gracza ofensywnego.

Gra Cholewiaka na środku ataku w pewnym sensie mogła wynikać z braków na tej pozycji – latem z klubu odszedł przecież Marcin Robak, który w ubiegłym sezonie był autorem niemal połowy goli Śląska. Jego następca Erik Exposito dopiero dochodzi do formy, a 24-letni Daniel Szczepan walczy z kontuzją. Z drugiej strony o wspomnianych brakach kibice wrocławian mogą jednak szybko zapomnieć, bo Exposito, który w ostatnich tygodniach brał udział w dodatkowych sesjach treningowych, pokazał, że ma potencjał. Zaledwie 17 minut wystarczyło mu do tego, by strzelić Piastowi gola w ostatniej kolejce.

Wiatr na skrzydłach

Śląsk imponuje w tym sezonie w kilku aspektach. Jednym z nich jest m.in. gra skrzydłami, gdzie bardzo dobre występy zaliczają Lubambo Musonda i Przemysław Płacheta. Pierwszy dał bardzo dobrą zmianę w meczu z Wisłą Kraków (1:0), dzięki czemu kolejne spotkanie rozpoczął w podstawowym składzie. Drugi z kolei jak na razie rozegrał po 90 minut w obydwu kolejkach, pokazując swój ogromny potencjał i to, że nie bez powodu o jego pozyskanie z Podbeskidzia Bielsko-Biała walczyło pół ekstraklasy. Zarówno 24-letni Zambijczyk, jak i młodzieżowy reprezentant Polski, to gracze niezwykle szybcy, dysponujący dobrą techniką i umiejętnością wykonywania niekonwencjonalnych zagrań. Boczni obrońcy Legii Warszawa, z którą Śląsk zagra w niedzielę, mogą mieć z nimi spory problem. - Oczywiście darzymy przeciwnika szacunkiem, ale nie możemy się niczego bać. Jedziemy do Warszawy, by zagrać swoją dobrą piłkę i naszym celem będzie wygranie tego spotkania. Chcemy zagrać najlepiej jak potrafimy i dać z siebie wszystko tak, żeby przywieźć ze stolicy trzy punkty – powiedział Płacheta przed starciem z wicemistrzami Polski, w rozmowie z oficjalnym portalem internetowym Śląska.

Śląsk katem Vukovicia?

W niedzielę o godz. 17:30 piłkarze Śląska na boisko przy ul. Łazienkowskiej wyjdą bez strachu. Bez strachu powinni wyjść także legioniści, choć w ich przypadku nie nastawienie i forma rywali, ale własna dyspozycja będzie największym problemem. Wicemistrzowie Polski grają w tym sezonie fatalnie – ledwo pokonali półamatorski College Europa FC w I rundzie kwalifikacji Ligi Europy, a przez II fazę eliminacji szczęśliwie się prześlizgnęli, wygrywając w dwumeczu z Kuopionem Palloseurą zaledwie 1:0. W ekstraklasie wygrali co prawda ostatnio 2:1 z Koroną, ale zwycięstwo dała im bramka zdobyta dopiero w końcówce. Czyli taka, jakiej zabrakło w pierwszej kolejce, gdy warszawiacy przegrali 1:2 z Pogonią Szczecin.

Drużyna Aleksandara Vukovicia ma poważny problem, tak samo zresztą jak sam Vuković, nad którym zaczęły zbierać się ciemne chmury. Co prawda pojawiają się głosy, że na razie w Legii nikt o zmianie trenera nie myśli, ale są także informacje o tym, że Dariusz Mioduski już rozgląda się za potencjalnym następcą Serba. Jeśli jest w nich choć trochę prawdy, ewentualna porażka z rozpędzonym Śląskiem może być wyrokiem dla obecnego szkoleniowca warszawskiego zespołu.