Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa: strefa wolna od LMLE

Razem z mistrzem Piastem cały polski futbol pojechał do Rygi. Niedobrze się już robi od oglądania co lato tego samego. Ale jak ma być inaczej, jeśli w 2019 roku wydarzeniem jest, że jakiś klub Ekstraklasy buduje ośrodek treningowy i stawia na szkolenie?

Duży francuski klub wysłał w zagraniczną delegację dyrektora sportowego, analityka od taktyki i głównego skauta, by zrobili raport o pewnej lidze. Wysłannicy objechali kluby, obejrzeli treningi i mecze, spisali wnioski. Wyszło im tak: w tej lidze gra się reakcyjną taktyką, czeka na ruch rywala, nikt nie chce proponować gry. Rządzi strach przed porażką, nikt nie ma ambicji żeby grać ładnie. Nie wiedzieć czemu, ale naśladują tu staroangielskie kick and rush. Rozciągają grę na 50 metrów, zamiast dążyć do 25 m. W treningach brakuje staranności, intensywności i odpowiedniej liczby powtórzeń przy rozbudowanych akcjach. Ośrodki treningowe są za małe. Jest to liga wielu starszych piłkarzy, co spowalnia rozwój młodych, bo przy rozwijaniu akcji muszą się dostosować do tempa starszych. Nie ma w tym kraju tak naprawdę wielkiej różnicy między pierwszą ligą, a trzecią czy czwartą. Piłkarze są przepłaceni, a bardzo brakuje zawodników unikalnych, niepodrabialnych. Większość z nich to standardowe produkty piłkarskie, które można wytworzyć wszędzie.

Szkolenie jest tu po prostu bardzo kiepskie

Czy nasz klub może tu złowić kogoś wyjątkowego? - zastanawiają się autorzy raportu. Oczywiście, że tak, ale musimy wyrywać stąd zdolnych piłkarzy jeszcze jako nastolatków, zanim zmarnują swój najlepszy czas, ucząc się futbolu w tej lidze. Trzeba ich brać do naszych bratnich klubów w Portugalii, Holandii czy Belgii i przygotowywać do wielkiego grania. W ten sposób da się uratować ich potencjał, bo oni technikę mają, ale intuicyjną, a nie w pełni użytkową. Ta technika nie została dostatecznie wypolerowana na treningach. Szkolenie jest tu po prostu bardzo kiepskie. Dużo się w tym kraju pisze o kłopotach piłkarzy z aklimatyzacją po transferze zagranicznym, ale to jest kompletnie nietrafiona diagnoza: ich problemy po transferze nie wynikają z aklimatyzacji w nowym miejscu, tylko z zaległości w szkoleniu.

A jak zaaklimatyzowały się zagraniczne gwiazdy Piasta?

Zobacz wideo

"Wideo pochodzi z serwisu VOD"

Były tam jeszcze inne tezy, ale chyba już wystarczy. Brzmi znajomo? Tak, to o tym kraju, który żyje przeszłymi sukcesami, nie brakuje mu pieniędzy na futbol, ale ma kłopoty z ich sensownym wydawaniem, jest omotany siecią pośredników piłkarskich i ich powiązań, a jego trenerzy kręcą się od lat na rodzimej karuzeli, bo nikt ich nie chce za granicą. Czyli o Brazylii (gdyby ktoś chciał więcej). O największym kraju w regionie, najlepiej płacącej lidze w regionie, o gigancie, który eksportuje na potęgę stopy kopiące piłkę, ale właściwie kompletnie zaprzestał eksportu głów obmyślających piłkę. O kraju z zawstydzająco zaściankową, jak na możliwości i skalę, szkołą trenerską. Zwłaszcza jeśli się ją porówna ze szkołą argentyńską i jej sukcesami światowymi, a nawet ze szkołą kolumbijską i jej sukcesami na skalę regionu. O kraju, który kiedyś był w awangardzie, jeśli chodzi o naukę i innowacyjność futbolu, ale po drenażu mózgów i nóg podczas kryzysu lat 80. już nigdy nie potrafił do tej awangardy wrócić. Kraju, który nadal mimo tych wszystkich wymienionych wad, miewa zwycięską, mistrzowską reprezentację. Nadal produkuje piłkarzy, kupowanych za miliony euro. Ale nie kreuje już trendów, a jego świetnie płacące kluby przez ostatnich pięć lat tylko raz awansowały do finału Copa Libertadores, co jest najgorszą serią od przełomu lat 80 i 90.

"Można nadal uprawiać to wszystko trójpolówką"

Oczywiście, to zupełnie co innego być w kryzysie z kadrą, która zdążyła raz zostać w XXI wieku mistrzem świata, a być w kryzysie z kadrą, która w XXI wieku zdążyła raz wyjść z grupy. Co innego mieć problem z dojściem do finału najważniejszego pucharu na kontynencie, a co innego mieć ligę, która się zmieniła w strefę niemal zupełnie już wolną od europejskich pucharów - LMLE (już nie tylko od Ligi Mistrzów, ale i Ligi Europy). Ale podobieństwo niektórych diagnoz brazylijskich do tego, co skręca od środka polski futbol, jest zdumiewające. To, jak można być jednocześnie dużym i małym. Jak można łączyć kompleks wielkiej europejskiej piłki, który mają i Brazylijczycy i Polacy, z przekonaniem, że nikt nas tu nie będzie uczyć, jak robić futbol. Jak można się tak trwale i nieodwołalnie zakochać w handlowaniu piłkarzami, a odkochać w trenowaniu ich. Jak można było przespać cały ostatni wielki skok rozwojowy futbolu, trwając w przekonaniu, że skoro tu jest tradycja, jest kasa od telewizji, są sponsorzy (a w polskiej wersji jeszcze hojne samorządy), to można nadal uprawiać to wszystko trójpolówką, a ziemia przecież zawsze będzie rodzić i wszyscy się tu przy piłce wyżywią. Jak można w 2019 roku przeżywać, że jakiś klub - jakiś? Nawet cztery kluby od razu! - buduje sobie ośrodek piłkarski, i jednocześnie wierzyć, że tego lata może coś się w pucharach odmieni.

Po tylu latach zaniedbań szkoleniowych w federacji piłkarskiej i klubach nie tylko trudno znaleźć kogokolwiek bez winy, kto mógłby tu narzucić kierunek zmian, i nie byłby kwestionowany (patrz: przepis o młodzieżowcu i bunt przeciw niemu, tak jakby chodziło o przepis nakazujący przywiązywać sobie jedną nogę podczas meczów), ale też trudno ocenić wiarygodnie, czy coś się zmienia na lepsze, czy nie. Wydawało się, że coś się w polskiej piłce ruszyło w ostatnich latach, że wlewa się świeża krew, trenerzy z otwartymi głowami, chęć pogoni za światem. Ale w wynikach w Europie tego zupełnie nie widać. Dlatego, że stracony dystans był za duży, żeby tak szybko nadgonić, czy kierunek biegu jest nadal zły? Najgorsze, że po latach zaniedbań, na odpowiedź co da poprawę, a co nie, też trzeba będzie czekać latami. Biznes nadal się będzie kręcić, i ziemia będzie rodzić na tyle, żeby każdy się jakoś wyżywił. I możliwe, że nie będzie już żadnej głośniejszej pobudki niż ta z czwartku. Ale tylko dlatego, że głośniej wyrżnąć o ziemię się już nie da.