Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zaczynał w Realu Madryt i Valencii, a teraz zachwyca kibiców w Polsce. Nowa gwiazda ekstraklasy marzy o pucharach

Dani Ramirez nie miał w Polsce łatwego początku. W Stomilu Olsztyn śmiał się, że piłkę najczęściej oglądał, gdy unosił głowę. Ale później trafił do ŁKS-u Łódź i zaczął pracę z Kazimierzem Moskalem. Teraz wyrasta na gwiazdę ekstraklasy i marzy o europejskich pucharach.

Jak to się stało, że trafił do Polski? Co z nim jest nie tak, że nawet do ekstraklasy przebijał się przez pierwszą ligę? Czemu nie poradził sobie w Hiszpanii, skoro w CV ma grę dla młodzieżowych drużyn Realu Madryt? Te pytania rodzą się w głowie jako pierwsze, kiedy patrzy się na nieprzeciętne umiejętności Daniego Ramireza. 27-letniego Hiszpana, piłkarza ŁKS-u Łódź, który jest objawieniem nowego sezonu. Ale tylko dla tych, co nie śledzili uważnie pierwszej ligi.

W poprzednim sezonie strzelił 9 goli i miał 15 asyst w 31 meczach pierwszej ligi. Był najlepszym i najbardziej wartościowym zawodnikiem na zapleczu ekstraklasy. Imponował techniką i nieprzeciętnymi pomysłami w rozegraniu akcji. Był jednym z architektów spektakularnego awansu ŁKS-u. Zachwycał kibiców, ale przede wszystkim trenera Kazimierza Moskala, który pomógł Ramirezowi wskoczyć na jeszcze wyższy poziom.- Ma wszystko, żeby zostać gwiazdą ekstraklasy - mówił nam Kazimierz Moskal, szkoleniowiec ŁKS-u, po awansie do ekstraklasy. - Ale czy tak będzie? Zobaczymy - dodał po chwili. Teraz - po dwóch meczach nowego sezonu - wiemy, że się nie mylił.

Wywiad z trenerem ŁKS-u Łódź możecie obejrzeć w tym materiale wideo:

Zobacz wideo

Real Madryt, Valencia, a później złe decyzje

W Realu Madryt grał sześć lat. Nie zadebiutował w pierwszym zespole, ale przebił się do trzeciego zespołu. - Brylował w akademii, grał w Realu Madryt C, a ten mógłby z ówczesnym składem spokojnie grać w górnej ósemce ekstraklasy. Dobra dyspozycja w trzecim zespole Realu pozwoliła Daniemu przejść do Valencii B, czyli bezpośrednich rezerw klubu, który w tamtym czasie wywalczył czwarte miejsce w lidze hiszpańskiej - opowiada nam Marcin Matuszewski z agencji I-N-I Music & Sport Agency, która sprowadziła Ramireza do Polski. Dlaczego więc Hiszpan nie zrobił kariery w swojej ojczyźnie? - Może próbował wskoczyć na zbyt wysokiego konia? Ale z drugiej strony nikt przy zdrowych zmysłach nie odrzuciłby szansy walki o przebicie się w pobliże pierwszego zespołu Realu Madryt czy Valencii. Późniejsza gra dla klubów z niższych lig to wynik złych decyzji transferowych i ponoć nie najlepszej opieki ze strony wcześniejszych agentów Daniego, którzy pracowali z nim zanim związał się z Implica-T i z nami - dodaje Matuszewski.

"Jak to możliwe?"

Z Valencii Ramirez przeniósł się do rezerw Getafe, a później do klubu Internacional de Madrid. Grał na czwartym poziomie rozgrywek w Hiszpanii. Wyróżniał się, ale nie był wielką gwiazdą. Matuszewski zwrócił jednak uwagę na jego profil. - Nasz agencja właściwie non-stop poszukuje interesujących zawodników, z którymi może nawiązać współpracę. To żmudny proces selekcji, bo koniec końców niewielu przechodzi przez nasze "sito". Wśród kilkuset profili, które analizowałem w tamtym czasie, profil Daniego wzbudził moje szczególne zainteresowanie - no bo jak to możliwe, że zawodnik niedawno wymieniany w gronie największych talentów akademii Realu Madryt, gra teraz na czwartym poziomie rozgrywek w Hiszpanii? Posprawdzałem go dokładniej i analiza materiałów wideo upewniła mnie, że mamy do czynienia z zawodnikiem o nieprzeciętnym talencie. Nawiązaliśmy kontakt, Dani przekierował mnie na swoją nową agencję Implica-T, która również okazała się komunikatywna i dobrze zorganizowana. A że Stomil Olsztyn poszukiwał wtedy zawodnika o takim profilu i Dani mieścił się w budżecie, to przyleciał do Polski na krótkie testy i po nich podpisał kontrakt - wspomina Marcin Matuszewski.

Trudne początki. "Śmiał się, że piłkę najczęściej oglądał, gdy unosił głowę"

W Olsztynie Ramirez miał być gwiazdą zespołu, ale początek miał słaby. - Przyjechałem prosto z Hiszpanii, nie byłem w najlepszej formie i potrzebowałem czasu do aklimatyzacji. Styl gry Stomilu też nie był dla mnie aż tak odpowiedni jak ten w ŁKS-ie. Dlatego, z tych kilku powodów, nie było tam tak dobrze jak mogło i powinno być - przyznał Hiszpan w rozmowie z Piotrem Koźmińskim, dziennikarzem "Super Expressu". - Stomil za czasów Daniego preferował bardziej bezpośredni styl, często grając z pominięciem linii pomocy. Dani śmiał się, że piłkę najczęściej oglądał, gdy unosił głowę i widział jak ta przelatuje gdzieś nad nim. Dodatkowo, trener nie widział na boisku miejsca dla dwóch kreatywnych pomocników - a nie chciał odsuwać od składu utytułowanego Grzegorza Lecha. Stomil miał też wtedy duże problemy finansowe, a to tworzy często złą atmosferę i nie pomaga zawodnikowi z zagranicy w odpowiedniej aklimatyzacji - mówi Matuszewski.

Pierwsza liga, ekstraklasa - bez różnicy

Swoje prawdziwe oblicze Dani Ramirez zaprezentował dopiero w Łodzi, gdzie poprzez pracę z Kazimierzem Moskalem stał się największą gwiazdą pierwszej ligi. - ŁKS to klub, który gra bardzo po hiszpańsku - utrzymuje się przy piłce, bazuje na bardzo dużej liczbie krótkich podań, gra technicznie - analizuje Marcin Matuszewski. To pasuje 27-letniemu Hiszpanowi, który nie dostrzega wielkich różnic między pierwszą ligą a ekstraklasą. - Chcę błyszczeć w ekstraklasie tak, jak błyszczałem w pierwszej lidze. Dawać drużynie tyle, ile w poprzednim sezonie. I co więcej: myślę, że tak będzie. Nie boję się ekstraklasy. Nie mam żadnych obaw, bo różnica między ekstraklasą a pierwszą ligą wcale nie jest tak duża. Gram w zespole, którego styl bardzo mi odpowiada, mam trenera, który jest bardzo dobrym fachowcem i dlatego jestem pewien, że w ekstraklasie będę miał i gole, i asysty - zaznacza Ramirez w wywiadzie dla "Super Expressu".

W dwóch pierwszych meczach gola nie strzelił, ale na swoim koncie ma już pierwszą asystę. I to jaką! Jego podanie do Łukasza Sekulskiego z 16. minuty meczu z Cracovią zachwyciło kibiców i ekspertów. Jak tak dalej pójdzie, to szybko trafi do lepszego klubu, ale najpierw chce spełnić swoje marzenia w Łodzi. - Bardzo chciałbym dostać się do Ligi Europy już w tym sezonie, ale idźmy krok po kroku, bez hałasu w mediach. Mamy dobry zespół i dobrego trenera, ale podstawowy cel to utrzymanie. To najważniejsze. Natomiast jeśli otworzy się szansa na coś więcej, to nie zawahamy się z niej skorzystać - zapewnia Ramirez.