Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Waldemar Fornalik jedną decyzją odmienił mecz Piasta Gliwice! Ale gra mistrza Polski momentami była szokująca

Piast Gliwice miał problemy w meczu z mistrzem Łotwy, popełniał juniorskie błędy, grał chaotycznie, ale ostatecznie wygrał 3:2 i jest bliżej III rundy eliminacji Ligi Europy. Waldemar Fornalik odmienił mecz jedną zmianą, ale po nim i tak będzie miał pretensje do swoich piłkarzy. Spostrzeżeniami z meczu Piast - Riga FC dzieli się Dominik Wardzichowski, dziennikarz Sport.pl.
Zobacz wideo

Wideo pochodzi z serwisu VOD

Szokująca pierwsza połowa

Piast Gliwice grał w pierwszej połowie szokująco słabo w środku pola. Tom Hateley i Patryk Dziczek mieli duże problemy z uspokojeniem gry, zdarzały im się proste straty, ale przede wszystkim nie potrafili przyspieszyć akcji zespołu Waldemara Fornalika. Mistrz Polski grał wolno i przewidywalnie. Nie pomogły indywidualne akcje Joela Valencii, Gerarda Badii czy Jorge Felixa. Ich wymienność pozycji miała być pomysłem na pokonanie drużyny z Rygi, a wprowadzała dużo chaosu w grze Piasta. Siłą drużyny Waldemara Fornalika był w poprzednim sezonie spokój i opanowanie. Teraz do drużyny wkradł się chaos i brak pewności. A to skutkowało indywidualnymi błędami. Takimi jak te Marcina Pietrowskiego i Urosa Koruna.

Piast sam strzelał sobie gole. Juniorskie błędy

Była 22. minuta. Niegroźna sytuacja. Piast wymieniał podania i próbował zbudować atak pozycyjny. W pewnym momencie piłka trafiła do Marcina Pietrowskiego, a ten nie miał pomysłu na kontynuowanie akcji. Wycofał więc piłkę w kierunku Frantiska Placha, ale zrobił to tak lekko, że ta nie doleciała do Słowaka. Wykorzystał to Roman Debelko, który ubiegł Placha i spokojnie wbił piłkę do pustej bramki. - Tego nie da się wytłumaczyć. Juniorski błąd - mówił w przerwie Pietrowski. Fakt, jego błąd był katastrofalny. Wynikający z braku koncentracji, ale najgorsze, że niejedyny. Gdy wydawało się, że Piast opanował sytuację, strzelił trzy gole, fatalny błąd popełnił Uros Korun. Obrońca Piasta chciał zgrać piłkę głową do Placha, ale nie zauważył, że ten wybiegł z bramki. Samobój i kolejny juniorski błąd. Jeżeli mistrz Polski wyeliminuje je do rewanżu, powinien spokojnie awansować do kolejnej rundy.

Czerwiński na ratunek

Po meczu w Gliwicach śmiało można napisać, że Piast zdominował mistrza Łotwy. Problem w tym, że bardzo długo miał problemy ze stworzeniem sobie dobrej sytuacji na gola. Zespół Waldemara Fornalika dłużej utrzymywał się przy piłce, wymieniał kolejne podania, ale cały czas brakowało mu konkretów. A to zawodziło ostatnie podanie, a to nie było wykończenia. Aż do 66. minut, kiedy wprowadzony cztery minuty wcześniej Konczkowski zagrał świetną piłkę w pole karne, a niezawodny ostatnio Jakub Czerwiński strzałem głową pokonał Robertsa Ozolsa. To obudziło mistrzów Polski i napędziło do kolejnych ataków. 

Kluczowa decyzja Waldemara Fornalika

Brak Martina Konczkowskiego w wyjściowym składzie Piasta był dużą niespodzianką. Waldemar Fornalik postawił od pierwszej minuty na Gerarda Badię i liczył na jego dynamikę, walkę i wymienność pozycji z Joelem Valencią czy Joerge Felixem. To nie funkcjonowało, więc szkoleniowiec Piasta wyciągnął wnioski i w 62. minucie odesłał Badię na ławkę, a na boisko wpuścił Martina Konczkowskiego. To była kluczowa decyzja, bo prawy pomocnik już cztery minuty później cieszył się z asysty. Konczkowski miał również swój udział przy pierwszym trafieniu Jorge Felixa, bo to on odegrał piłkę do Hetleya, który dośrodkował ją wprost do Hiszpana.

Liga Europy nie przyciąga tak jak Liga Mistrzów

Podczas rewanżowego meczu z BATE Borysów stadion w Gliwicach był wypełniony niemal po brzegi. Świetna atmosfera, doping, oprawy. Mecz z Riga FC wyglądał zdecydowanie inaczej. Dużo pustych krzesełek, gwizdy po słabych zagraniach piłkarzy Piasta. Liga Europy nie przyciąga kibiców w Gliwicach tak jak Liga Mistrzów. W czwartek na stadionie pojawili się najwierniejsi fani mistrza Polski. Obejrzeli emocjonujące spotkanie, ale liczyli na lepszą grę swojego zespołu. Na pocieszenie, gdyby Piast nie popełniał katastrofalnych błędów, to z awansu do kolejnej rundy cieszyłby się już po pierwszym spotkaniu.