Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dusan Kuciak: W Gdańsku myśleli, że jestem odludkiem, taką łatkę miałem z Warszawy. A ja po prostu na pierwszym miejscu stawiam rodzinę

W ostatnich siedmiu meczach zagraliśmy inaczej. Zapomnieliśmy, co jest naszą największą siłą. Piast Gliwice nas w końcu podpatrzył, wiosną zaczęli grać tak samo, jak my, skupili się na defensywie. Przejęli naszą rolę - mówi Sport.pl bramkarz Lechii Gdańsk Dusan Kuciak.

Sebastian Staszewski: Kiedy Lechia Gdańsk straciła szanse na zdobycie mistrzostwa?

Dusan Kuciak: Był taki okres: tydzień przed finałem Pucharu Polski i tydzień po nim. Moim zdaniem to wtedy przyszło zawahanie, przegraliśmy z Legią i Cracovią. Gdybyśmy zdobyli w tych meczach cztery punkty, sezon zakończyłby się inaczej.

Przegraliście tytuł w głowach?

Możliwe, że nie poradziliśmy sobie z tym mentalnie. Fizycznie było lepiej, siły mieliśmy do końca.

W pewnym momencie straciliście tożsamość? Lechia z marca i maja to były dwie inne drużyny.

W ostatnich siedmiu meczach zagraliśmy inaczej. Zapomnieliśmy, co jest naszą największą siłą. Powinniśmy być Lechią z pierwszej części sezonu: konsekwentną, grającą swoje, choćby nie wiem co. Myślę, że Piast w końcu nas podpatrzył. Nasza gra może nie porywała, ale wygrywaliśmy. Oni wiosną zaczęli grać tak samo, jak my, przejęli naszą rolę. W fazie mistrzowskiej ograli nas 2:0, ale czy zasłużyliśmy na porażkę? Myślę, że nie. Umieliśmy grać pięknie, ale nie przynosiło to efektu. Tak jak w meczu z Piastem, albo w spotkaniu z Koroną Kielce, moim zdaniem najlepszym w naszym wykonaniu. Pamiętasz pewnie wynik. Było 0:0.

Gdyby Lechia do końca grała tak, jak w fazie zasadniczej, zdobylibyście mistrzostwo?

Tak. Jestem tego pewny.

Na ile procent jesteście więc usatysfakcjonowani tym sezonem?

Na osiemdziesiąt. Gdybyśmy rozmawiali rok temu, trzecie miejsce i Puchar Polski byłyby wymarzonym zakończeniem. Niektórzy uważali, że znów będziemy bronić się przed spadkiem, a my, na przekór światu, przez większą część sezonu byliśmy liderami. Dlatego też pojawił się niedosyt. Oceńmy jednak ten sezon za pół roku, za rok. Wtedy dopiero poznamy jego rzeczywistą wartość. Teraz emocje uniemożliwiają chłodną ocenę.

O trenerze Piotrze Stokowcu mówi się, że ma trudny charakter. Pan to potwierdza?

Kiedy przychodziłem do Lechii, była na pierwszym miejscu. Spojrzałem na tabelę i pomyślałem, że to klub w którym warto powalczyć o tytuł. Później coś poszło nie tak, potrzebne były zmiany. Trener Stokowiec je przeprowadził na tyle skutecznie, że dziś mamy medal i puchar. Ktoś, kogo w tej drużynie już nie ma, może mówić, że zrobił coś nie tak, że źle się zachował. Ale są wyniki, efekty. A trenera można oceniać dopiero po bliższym poznaniu. Ja trochę go poznałem i moim zdaniem nie ma trudnego charakteru. Jest po prostu bardzo wymagający.

Dla niektórych za bardzo. Kiedy patrzył pan na to, jak w Krakowie prezentował się Sławomir Peszko, nie miał pan wrażenia, że równie mocno przydałby się Lechii?

Ja wykonuję polecenia, nie chcę ich oceniać decyzji trenera. Lubię rzucać się na ziemię, lubię łapać piłki i w tej chwili skupiam się wyłącznie na tym.

Jest pan z siebie zadowolony?

Na siedemdziesiąt pięć procent jestem, bo poprzedni sezon nie był najlepszy. Ale uważam, że mimo to pomogłem utrzymać Lechię w Ekstraklasie.

Nagrodę dla bramkarza sezonu słusznie wygrał Frantisek Plach. Słusznie?

Cenię Pavelsa Steinborsa, ale kibicowałem Plachowi. Gdybym mógł wybierać, to nominowałby jeszcze Michala Peskovicia z Cracovii. Śledzę losy słowackich bramkarzy, trzymam za nich kciuki, więc nagroda „Fero” mnie szczerze ucieszyła. Bardziej cieszyłbym się tylko, gdybym wygrał ja, haha.

Ile prawdy jest w tym, że niewiele brakowało, aby z Lechii musiał się pan ewakuować?

Były różne momenty.

Jakub Wawrzyniak, Milos Krasić, Grzegorz Wojtkowiak, Sławomir Peszko – pan miał być podobno kolejny, ale w końcu znalazł pan wspólny język z trenerem Stokowcem.

Nic o tym nie wiem. Na początku sezonu porozmawialiśmy jak faceci, trener powiedział, czego ode mnie oczekuje. Teraz chyba będzie tak samo, pójdę do niego i wprost zapytam, jakie są wobec mnie plany.

A gdyby przyszła zagraniczna oferta?

Podoba mi się klub, miasto, współpraca z trenerem, atmosfera w szatni. Ale wciąż jestem otwarty na wyzwania.

Dwa lata temu był pan gotowy, aby wyjechać do Grecji.

Dostałem dobrą ofertę z PAOK Saloniki, ale do transferu nie doszło. Byłem więc trochę rozgoryczony, Saloniki to fajny kierunek, stąd może wziął się spadek mojej formy na początku sezonu. Ale okej, życie toczy się dalej. Rok później pojawił się w klubie Paweł Habrat, trener mentalny. Zaczęliśmy współpracować. Jego metody pomogły, wytłumaczył mi, że nie mogę przejmować się sprawami, na które nie mam wpływu. Paweł ze mną rozmawia i pozwala samodzielnie dochodzić do wniosków.

Myśli pan czasem, co byłoby, gdyby takiego Habrata spotkał pan kilka lat temu?

Może zrobiłbym większą karierę….

Śmieje się pan.

Tak, ale mówię poważnie. Nigdy nie wiadomo, ale może wylądowałbym w lidze niemieckiej, włoskiej, Championship. Kilka kwestii w moim życiu zawodowym zaniedbałem. Szczególnie, kiedy byłem w Rumunii. Mój trening zaczynał się tam tuż przed zajęciami i kończył się sekundę po. Myślałem, że wszystko przyjdzie mi samo. Dopiero po przyjeździe do Warszawy zrozumiałem, że muszę dać z siebie znacznie więcej. W Lechii korzystam z pomocy lekarza ortopedy, neurologa, masażystów, fizjoterapeutów. Zaczynam zajęcia godzinę wcześniej, kończę pół godziny po treningu. Doświadczenie staram się przekazać młodym, ale rzadko słuchają. Gdy już posłuchają, to są tego efekty. Ondrej Duda też sądził, że w Legii wszystko będzie za darmo. Jak się obudził, to trafił do Bundesligi, a teraz interesuje się nim Sevilla.

O panu opowiadano, że Łazienkowską traktował pan jak fabrykę. Przyjeżdżał pan na trening, po treningu wracał do domu, nie uczestniczył pan w życiu drużyny. Tak było?

Ale czym było życie drużyny? Imprezami? To potwierdzam, bo na imprezy nie chodziłem.

A na kawę, kolację? Wszyscy podkreślają, że na przykład w Gliwicach panuje świetna atmosfera. I Piast został mistrzem.

Mam rodzinę, która codziennie czekała na mnie w domu. Jeśli miałem do wyboru spędzić godzinę z kolegami, albo z córką, to wybierałem córkę. Wtedy Zara była mała, nie mogłem zostawić żony ze wszystkimi problemami. Teraz sytuacja jest inna, bo Zara idzie do szkoły, żona ma swoje zajęcia, a ja mogę posiedzieć z kolegami. Myślę, że nikt nie może zarzucić mi tego, że nie miałem dobrych relacji z ludźmi w klubie, ale w moim życiu na pierwszym miejscu była i jest rodzina. O pretensjach dowiedziałem się dopiero po wyjeździe do Anglii.

W Gdańsku też nie ma pan czasu dla kolegów?

W klubie kilka osób było zdziwione, że jednak jestem normalnym gościem, bo nasłuchali się, że Kuciak to odludek. Okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Ale sam wybieram sobie ludzi z którymi chcę utrzymywać kontakty. Znasz mnie od wielu lat, wiesz, że w Warszawie mieliśmy inne relacje, niż dziś. Poznałeś mnie, ja poznałem ciebie i rozmawiamy w inny sposób. Tak to wygląda. Poza tym, czy w każdym klubie piłkarze non stop spędzają z sobą czas?

Ma pan w ogóle przyjaciół z boiska? W Przeglądzie Sportowym powiedział pan kiedyś: „Szatnia Legii jest w porządku, ale dla mnie to tylko koledzy z pracy”.

Mam, na Słowacji, w Rumunii, także w Polsce. W Rumunii miałem najtrudniejsze momenty w życiu, nie płacili mi przez wiele miesięcy, mieszkałem w beznadziejnych warunkach. Wtedy zawiązały się relacje na całe życie. Nawet z innymi bramkarzami. Cały czas mam też kontakt z Ondrejem Dudą, którego po tygodniu wspólnego mieszkania w pokoju wyrzuciłem do Polaków, żeby uczył się języka, z kilkoma innymi chłopakami z Legii też.

Ceni pan karierę zrobioną w Polsce, trzy mistrzostwa i trzy Puchary Polski zdobyte z Legią, puchar zdobyty z Lechią? Bo mówi się, że poziom Ekstraklasy wciąż spada.

Lepsi zawodnicy wyjeżdżali i będą wyjeżdżać. Będzie tak, dopóki polskie kluby nie staną się bogate.

Kilka lat temu w meczu Ligi Europy ze Sportingiem Lizbona w składzie Legii grali młodzi Maciej Rybus, Ariel Borysiuk. Dziś to nie do pomyślenia, zawodnicy po jednym dobrym sezonie wyjeżdżają na wschód lub zachód.

Nie lubię krytykować Ekstraklasy, choć od 2011 roku poziom trochę opadł. Mimo to wasza liga wygląda super, nie doceniacie jej. Pewne rzeczy trzeba zrozumieć. Trudno rywalizować z najsilniejszymi ligami, skoro Niemcy czy Hiszpanie mogą zaoferować piłkarzom dziesięć razy wyższą pensję. W Polsce jest także za mało transferów pomiędzy klubami, każdy młody chłopak wyjeżdża za granicę, tak jak nasz Konrad Michalak. A Ekstraklasa potrzebuje dwóch, trzech silnych i bogatych klubów, które reszcie wyznaczą kierunek.

Najbogatsza Legia niedawno straciła mistrzostwo, a bogaty Lech zajął ósme miejsce. Piast ma 25 mln zł budżetu i jest mistrzem.

Jeśli mnie pamięć nie myli, to Legia w ostatnich latach nie wygrała ligi z wielką przewagą.

Raz. W sezonie 2013/2014 roku miała nad drugim Lechem dziesięć punktów przewagi.

Ale to tylko jeden taki przypadek. Reszta to były zwycięstwa na finiszu. Ktoś mi powiedział, że nigdy nie przegrałem z Wisłą. I w następnym meczu Wisła strzeliła mi pięć bramek. Nie lubiłem grać z Cracovią, a chwilę później przeciwko nim zagrałem świetnie. Mało w tym logiki, to prawda. A może to jest właśnie siła waszej ligi, jej urok? Nie możecie tego nie doceniać, bo emocje są tu wielkie. Każdemu piłkarzowi na Słowacji powiem, że warto przyjąć ofertę z Ekstraklasy. Tu można się wybić, pokazać. Sam przychodziłem do Legii z takim nastawieniem: zagram rok, może dwa i wyjadę dalej. Nie udało się, ale niczego nie żałuję. Przeżyłem tu piękny czas. I wierzę, że mogę tu jeszcze wiele osiągnąć. W mojej karierze żałuję tylko jednego: że nigdy nie było mi dane zagrać w Lidze Mistrzów.

Więcej o:
Komentarze (3)
Dusan Kuciak: W Gdańsku myśleli, że jestem odludkiem, taką łatkę miałem z Warszawy. A ja po prostu na pierwszym miejscu stawiam rodzinę
Zaloguj się
  • bn79

    Oceniono 5 razy 1

    Duszan, nie jesteś odludkiem, tylko pantoflem. A przez taką zależność od kobiety alienujesz się.

  • aa1000

    Oceniono 1 raz -1

    "O panu opowiadano, że Łazienkowską traktował pan jak fabrykę. Przyjeżdżał pan na trening, po treningu wracał do domu, nie uczestniczył pan w życiu drużyny. Tak było?
    Ale czym było życie drużyny? Imprezami? To potwierdzam, bo na imprezy nie chodziłem."
    Imprezy - to przyczyna beznadziejności Legii ostatnich lat.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX