Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sędziowie dostają inny VAR niż widzowie? Jak Przesmycki wybronił sędziego meczu Lechia - Legia

- Widząc tylko powtórki z transmisji telewizyjnej nie miałem wątpliwości, że Lechii należał się rzut karny - wyjaśniał Sport.pl Zbigniew Przesmycki, szef kolegium sędziów PZPN. - Oglądając zapis, który widział Daniel Stefański podczas wideoweryfikacji (...) zrozumiałem jego decyzję - dodał. Trudno jednak tę wypowiedź zrozumieć. W momencie podbiegnięcia arbitra do ekranu VAR widzowie dostają ten sam przekaz, który analizuje sędzia.
Zobacz wideo

Czy po wślizgu Artura Jędrzejczyka w drugiej minucie meczu i dotknięciu piłki ręką Lechii z Legią należał się rzut karny? – brzmi podstawowe pytanie zadawane przez kibiców po 33. kolejce Ekstraklasy. Sędziujący mecz Daniel Stefański najpierw uznał, że tak i wskazał na jedenastkę. Potem po długich konsultacjach z VAR decyzję zmienił. Rozstrzygnięcie sprawy trwało trzy i pół minuty. Sport.pl o newralgiczną decyzję spytał dwóch sędziów międzynarodowych. – Popełnił błąd – usłyszeliśmy. Do grona zaskoczonych rozstrzygnięciem sprawy dołączył też prezes PZPN Zbigniew Boniek. – Sędzia popełnił błąd. Słyszałem narrację, że Stefański podjął dobrą decyzję, bo piłka najpierw dotknęła klatki, a dopiero później ręki Jędrzejczyka i nie powinno być karnego. To są totalne głupoty, które wygadują ludzie! – mówił Boniek w programie „Prawda Futbolu”.

O sprawę zapytaliśmy jednak Zbigniewa Przesmyckiego, szefa kolegium sędziów PZPN, by rozwiać interpretacyjne wątpliwości. Po jego wypowiedziach problem jednak nie minął. Wprost przeciwnie.

Co widział Stefański i Przesmycki, a co widzowie?

- Widząc tylko powtórki z transmisji telewizyjnej nie miałem wątpliwości, że Lechii należał się rzut karny i minimum napomnienie dla zawodnika Legii. Takim zapewne materiałem dysponowali owi, wspomniani przez pana sędziowie międzynarodowi – mówił Pawłowi Wilkowiczowi Przesmycki.

- Ale w niedzielę obejrzałem te wszystkie powtórki, które sędzia miał do dyspozycji w konsultacji z VAR i były tam takie, po których zrozumiałem jego decyzję i się z nią zgadzam. (...) Oglądając zapis, który widział Daniel podczas wideoweryfikacji, stwierdziłem, że piłka zatrzymała się już na ciele zawodnika Legii. A jeżeli nawet poruszała się to już w kierunku środka boiska. Ręka miała kontakt z piłką później, a stało to się, powtórzę, po wcześniejszym legalnym zatrzymaniu piłki ciałem – tłumaczył nam dalej Przesmycki. Abstrahując od interpretacji z wypowiedzi, która broni Stefańskiego płyną jednak dwa dziwne sygnały:

1. Powtórki telewizyjne w czasie transmisji meczu nie zobrazowały widzom faulu w sposób właściwy.

2. Wszystkie powtórki, które miał do dyspozycji z VAR Stefański i które obejrzał sobie już w niedzielę pan Przesmycki pozwoliły podjąć dobrą decyzję i uznać, że karnego nie było.

Trudno to jednak zrozumieć wiedząc, że spotkanie dla widzów i wozu VAR obsługiwało te same zainstalowane na obiekcie Lechii 14 kamer. Do tego w momencie podbiegnięcia arbitra do monitora podglądowego ustawionego przy linii bocznej boiska, sędzia i telewidzowie widzą w jednym czasie ten sam przekaz – tzn. widzowie śledzą to co analizuje arbiter dostając po prostu na jednym z okienek roboczy sygnał z wozu VAR.

Jak wygląda to w praktyce przedstawia stopklatka z anteny TVP Sport, która wraz z Canal+ prezentowała na żywo omawiane spotkanie. Czerwonym kolorem zaznaczyliśmy obraz, który podano Stefańskiemu z wozu VAR. Widać jak ogląda go na swym ekranie. Skupia się na ujęciu z dwóch kamer (prawej górnej zbliżeniowej i przeciwległej do bramki Cierzniaka). To na nich, zdaniem arbitrów, najlepiej widać było detale możliwego przewinienia. Ten sam przekaz w tym samym momencie śledzili widzowie oglądający mecz w TVP i nc+ czyli również pytani przez nas o sprawę sędziowie.

VARVAR Screen z TV

Dodatkowo żółtym kolorem zaznaczyliśmy widoczne wtedy w telewizji nazwy kamer i inne elementy graficzne, które oznaczają, że obraz dla widzów, to obraz roboczy - pobierany właśnie z wozu VAR, ten sam, nad którym pracują właśnie sędziowie i główny arbiter spotkania.

Podczas transmisji meczów Ekstraklasy, gdy tylko arbiter główny podchodzi do ekranu VAR, realizator zawsze włącza widzom ten sam obraz, który weryfikuje sędzia, tak by nie było wątpliwości czego dotyczy sprawdzanie. Podobna procedura przyjęta jest zresztą na meczach mistrzostw świata i Ligi Mistrzów.

Błąd przez poleganie na przekazie telewizyjnym

Zapytaliśmy Przesmyckiego o rozbieżności jego wypowiedzi („takie dotknięcie piłki ręką nie było przewinieniem”) z tymi, które wygłaszał Zbigniew Boniek („Stefański popełnił błąd”).  Szef kolegium sędziów PZPN tłumaczył się właśnie rzekomymi rozbieżnościami materiału, który widział Stefański przy linii bocznej, powtórkami jakie mieli telewidzowie, w tym goście oglądający je w loży VIP stadionu Lechii.

- Prezes Zbigniew Boniek widzi tu błąd sędziego, bo on też polega na przekazie telewizyjnym. Co gorsza, prezes znał moje pierwotne stanowisko o nieprawidłowości decyzji Daniela. Można powiedzieć, głupio wyszło. Nie mogę jednak nie bronić Daniela, kiedy na podstawie posiadanego materiału VAR stwierdzam, że podjął on prawidłową decyzję - kończy Przesmycki.

Pytanie w tej sytuacji nasuwa się jedno. Jakim materiałem, którego nie widzieli, ani telewidzowie, ani Stefański, dysponuje pan Przesmycki?