Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Konkurs talentów w Wiśle Kraków. Transfer za pieniądze anonimowego kibica

W meczu z Zagłębiem Sosnowiec szkoleniowiec Wisły Kraków Maciej Stolarczyk postawił na nastolatków, którzy mieli zastąpić ligowych wyjadaczy. Podyktowane kontuzjami decyzje są początkiem konkursu talentów, który kilka dni temu zapowiedział prezes Rafał Wisłocki.
Zobacz wideo

W takim składzie, jak w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec, Wisła Kraków zapewne nie zagra już nigdy. Trener Maciej Stolarczyk przeciwko ostatniemu zespołowi ligi postawił na sześciu zawodników przed dwudziestym pierwszym rokiem życia. Dzięki decyzji Stolarczyka Daniel Hoyo-Kowalski został najmłodszym debiutantem w historii klubu i najmłodszym piłkarzem, który zagrał w Ekstraklasie w XXI wieku, a Wisła – obok Gandzasaru Kapan i Kalev Tallin – stała się jedyną drużyną w strefie UEFA w której zadebiutowało dwóch piłkarzy z rocznika 2003 (drugi to Aleksander Buksa). Wiślacki ewenement to efekt nie tylko promłodzieżowej polityki klubu, ale przede wszystkim – plagi kontuzji, która dotknęła „Białą Gwiazdę”. Nie zmienia to faktu, że przy Reymonta w obliczu kryzysu postawiono na wychowanków, którzy nie zawiedli. – Wciąż nie będę się bał stawiać na młodzież – zapewnia nas Maciej Stolarczyk.

Buksa: Mojego brata chciały największe polskie kluby

Wiślacy od dawna mają świadomość skarbów, jakie kryje ich akademia. Aleksander Buksa i Daniel Hoyo-Kowalski z pierwszą drużyną trenują od wielu miesięcy, a Maciej Stolarczyk - chociaż piłkarze to zawodnicy z rocznika 2003, a więc zaledwie szesnastoletni - w zimowym okresie przygotowawczym dał im kilka szans. – Olek był podbudowany tym czasem, strzelił kilka bramek, pokazał się z dobrej strony. Miał przeczucie, że może otrzymać jakieś minuty – wyjaśnia Sport.pl Adam Buksa, brat napastnika Wisły. – Krakowska akademia zapewniła mu rozwój na odpowiednim poziomie. Był okres, kiedy Olka chciały wszystkie czołowe polskie kluby: Legia, Lech, kilka innych. Telefon naszego taty się grzał, ale zapadła decyzja, że brat zostanie przy Reymonta. I teraz nie żałuje. Potrzebuje tylko trochę czasu, aby przywyknąć do gry na seniorskim poziomie – mówi starszy z braci Buksów, który gra w Pogoni Szczecin.

Talent Buksy i Hoyo-Kowalskiego, który został najmłodszym debiutantem w historii Wisły (w dniu meczu z Zagłębiem miał 15 lat, 9 miesięcy i 13 dni), dostrzegł także Marcin Dorna, który od dekady pracuje z kadrami młodzieżowymi. – Adam był uczestnikiem pierwszej w historii Akademii Młodych Orłów, przeszedł przez wszystkie nasze projekty, był w kadrach U-15, U-16. Tak samo Hoyo-Kowalski. Obaj szybko pokazali swe umiejętności – tłumaczy Dorna i dodaje: – Wisła ma solidną akademię. Poza Olkiem i Danielem jest tam jeszcze kilku piłkarzy, których obserwujemy. Niektórzy byli już na konsultacjach selekcyjnych, a Patryk Warczak zdobył nawet bramkę w meczu ze Słowacją… Jeszcze niedawno debiut młodych zawodników nie był wcale tak oczywisty. Stolarczyk powtarzał, że muszą przygotować się oni do dorosłej piłki, często wspominał o przygotowaniu fizycznym. Bo choć obaj mają świetne warunki (wzrost), to ich przygotowanie siłowe wciąż pozostawia sporo do życzenia.

Krakowski konkurs talentów

– Najbliższe kolejki chcemy potraktować jak konkurs talentów dla młodzieży. Chcemy nagrodzić ich pracę. Wiem, że mecz na Reymonta to inne obciążenie sportowe i emocjonalne, niż mecz rezerw, ale myślę, że Dawid Szot, Daniel Morys czy Emmanuel Kumah dostaną jakieś szanse – mówił kilka dni temu w rozmowie ze Sport.pl prezes Wisły Rafał Wislocki.

Jego słowa stały się ciałem szybciej niż można było przypuszczać. W Sosnowcu poza Szotem i Kumahem wystąpili: Buksa, Hoyo-Kowalski, 18-letni obrońca Marcin Grabowski i 20-letni Wojciech Słomka. Na ławce zasiedli: Kamil Broda (17 lat), Artur Balicki (19 lat), Maciej Śliwa (17 lat) i Patryk Moskiewicz (18 lat). Wszyscy – poza tym ostatnim – regularnie ćwiczą z pierwszą drużyną. Potoku młodzieży w składzie nie byłoby jednak, gdyby nie tsunami kontuzji, które w ostatnich tygodniach zdewastowało klub. Przez urazy nie mogą grać m.in. Jakub Błaszczykowski, Marcin Wasilewski, Kamil Wojtkowski, Lucas Klemenz. Stolarczyk skorzystał więc z okazji i przyśpieszył to, co klub i tak planował zrobić. – Nie boję się stawiać na tych chłopaków, bo wiem, że dają radę. Tworząc mapę pozycji patrzę na ich mecze w Centralnej Lidze Juniorów, na ich postępy na treningach. Nie jest tak, że nagle muszę łatać dziury i brać do składu kogo popadnie – zapewnia nas Stolarczyk. Najbliżej regularnej gry jest dziś Słomka, który w Wiśle zadebiutował już w 2017 roku (jako osiemnastolatek). W tym sezonie pojawił się na boisku czterokrotnie. I niemal na pewno kolejną szansę otrzyma w niedzielnym meczu ze Śląskiem Wrocław. Szansę na grę mają też Grabowski i Szot. Pierwszy w Ekstraklasie debiutował na początku sezonu, drugi kilka dni temu w meczu z Wisłą Płock.

Dobrą pozycję startową młodzi piłkarze zawdzięczają dwóm okresom przygotowawczym, które przepracowali ze Stolarczykiem. Ten od początku pracy w Wiśle nie bał się zapraszać na treningi żółtodziobów. A ci – wyczuwając swoją szansę – postanowili nie dać starszym zawodnikom fory. – Widać, że na treningach okazują szacunek dla doświadczonych piłkarzy, ale nikt z młodych nie zamierza odstawić nogi. Muszą się jednak zaadoptować do gry z facetami, mężczyznami, a nie chłopcami. A na to potrzeba im jeszcze czasu – dodaje trener.

Transfer za pieniądze anonimowego kibica

Nadzieje krakowianie pokładają również w Emmanuelu Kumahu. Nastolatek z Ghany trafił na Reymonta po rekomendacji niepracującego już w Wiśle skauta Marcina Kuźby. – Manu z dobrej strony pokazał się w rozgrywkach juniorskich – mówił Wisłocki. Transfer piłkarza był możliwym dzięki środkom pochodzącym od anonimowego członka stowarzyszenia Socios Wisła, który przekazał kwotę niezbędną do wypożyczenia pomocnika z Tudu Mighty Jet. Te będzie obowiązywać do końca roku. Za wypożyczenie młodzieżowego reprezentanta Ghany Wisła musiała zapłacić ponad 200 tys. zł (50 tys. euro). Jeżeli będzie chciała pozyskać Kumaha na stałe, to według naszych informacji klub musi zdecydować o tym do 31 sierpnia. Najbliższą okazję na przekonanie krakowskich działaczy Ghańczyk będzie miał w niedzielę.