Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wielki tydzień Lechii i Legii. Trzy kolejki kluczowe dla mistrzostwa Polski?

Najbliższy tydzień może okazać się kluczowy w walce o mistrzostwo Polski. Już w przyszłą sobotę Lechia podejmie Legię, ale wcześniej oba zespoły zagrają po dwa bardzo trudne mecze.
Zobacz wideo

Chociaż po 30 kolejkach ekstraklasy Lechia i Legia zgromadziły po 60 punktów, to przed rundą mistrzowską w lepszej sytuacji są gdańszczanie. To oni, dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu, wygrali rundę zasadniczą co oznacza, że jeśli drużyny Piotra Stokowca i Aleksandara Vukovicia sezon zakończą z równą liczbą punktów, to mistrzem Polski zostanie Lechia. Teoretyczną przewagę gdańszczanom daje też atut własnego boiska w bezpośrednim starciu z warszawiakami.

Mecz Lechia - Legia odbędzie się już w najbliższą sobotę, 27 kwietnia (godz. 20.30). Zanim jednak dojdzie do meczu na szczycie, oba zespoły rozegrają po dwa, bardzo trudne spotkania. Przed obiema drużynami wielki tydzień, który może okazać się kluczowy w walce o mistrzowski tytuł.

Lechia wygrywała, choć lepsza nie była

W rundzie mistrzowskiej jako pierwsza na boisko wyjdzie Lechia. Zespół Stokowca w sobotę o godz. 15.30 zagra u siebie z Piastem Gliwice. Z Piastem, którego gdańszczanie pokonali u siebie 2:0 przed trzema tygodniami, w 27. kolejce. Pokonali, chociaż wynik tamtego meczu mógł być zupełnie inny. To drużyna Waldemara Fornalika miała w nim większe posiadanie piłki (64 proc.), oddała więcej strzałów (20-11) i strzałów celnych (6-4). Gości zawiodła skuteczność, a najwięcej okazji do strzelenia gola zmarnował Piotr Parzyszek.

- Często się wraca do do tego meczu... Nic dziwnego, bo to było jedno z lepszych naszych spotkań. Analizujemy i przygotowujemy się do tej rywalizacji bardzo skrupulatnie. Wiemy, co oznacza zwycięstwo którejkolwiek z drużyn. Zdajemy sobie sprawę jak ważne jest to spotkanie - powiedział Fornalik w rozmowie z oficjalną stroną klubu z Gliwic.

Przed Lechią bardzo trudny mecz i mało czasu na świąteczną regenerację. Liga przyspiesza i już w środę zespół Stokowca zagra na wyjeździe przeciwko Pogoni. Chociaż zespół Kosty Runjaicia miejsce w pierwszej ósemce zapewnił sobie dopiero w 30. kolejce, a ostatni mecz wygrał ponad miesiąc temu, to w Szczecinie nikomu nie gra się łatwo. Pogoń, w rundzie zasadniczej, przed własną publicznością przegrała raptem trzy razy. Lepsze pod tym względem są tylko Lechia, Piast i Cracovia.

Jednym z zespołów, którym w obecnym sezonie wygrał w Szczecinie, była Lechia. Mecz z 6. kolejki bardzo przypominał jednak opisywane wyżej spotkanie gdańszczan z Piastem. To Pogoń miała wtedy większe posiadanie piłki (56 proc.) i oddała więcej strzałów (23-10). Zespół Runjaicia, podobnie jak gliwiczan, zwiodła jednak skuteczność, bo oba zespoły celnie uderzały po sześć razy.

- Zdajemy sobie sprawę, że każdy mecz to będzie Wielka Sobota. Jak pokazał ostatni mecz, nie możemy sobie pozwolić na chwilę wytchnienia czy luzu. Musimy wszystko wywalczyć i wybiegać. Chcemy pokazywać Lechię solidną, konsekwentną i skuteczną - powiedział Stokowiec przed meczem z Piastem.

Z Cracovią i Lechem w tym roku Legia już przegrała

Równie trudne zadanie czeka aktualnych mistrzów Polski. Decydującą fazę sezonu legioniści zaczną od domowego meczu z Cracovią, czyli jednego z trzech zespołów, które w lidze wygrały w Warszawie. W połowie lutego drużyna Michała Probierza zwyciężyła na stadionie przy Łazienkowskiej dzięki dwóm golom Javiego Hernandeza. W tym sezonie Legia nie strzeliła Cracovii jeszcze gola, bo jesienią przy Kałuży padł bezbramkowy remis.

- Mam nadzieję, że zagramy stabilnie jako zespół, ale musimy być od samego początku nastawieni agresywnie, by wyeliminować atuty warszawian. Czeka nas ciężki mecz, ale dobrze się do niego przygotujemy. Po poprzednim spotkaniu w Warszawie, piłkarze uwierzyli, że mogą rywalizować jak równy z równym i nabrali pewności siebie - powiedział przed meczem Probierz.

Chociaż kilka dni później zespół Vukovicia zagra z niżej notowanym od Cracovii rywalem to wydaje się, że w środę legionistów czeka jeszcze trudniejsze spotkanie. Mistrzowie Polski pojadą bowiem do Poznania, gdzie, tydzień po porażce z Cracovią, z Lechem również przegrali 0:2. Dla drużyny prowadzonej wówczas przez Adama Nawałkę było to przełamanie, pierwsze zwycięstwo w 2019 roku. To tylko przypomina, że na mecze z Legią nikogo w Poznaniu dodatkowo mobilizować nie trzeba. Słaba forma i niestabilna sytuacja w Lechu nie będzie miała wtedy większego znaczenia.

- Mam wrażenie, że po tych trzech zwycięstwach wiele osób zaczęło przesadzać w drugą stronę. Że Legia już jest mistrzem. Nie, nie jest. Jak po porażce w Krakowie mało kto stawiał na Legię w kontekście mistrzostwa, tak teraz wiele osób już nas koronuje. Nie możemy zacząć w to wierzyć. Jeśli zaczniemy, będzie problem. Ten, kto dobrze życzy klubowi, zdaje sobie sprawę, że czeka nas trudna droga - powiedział w piątek Vuković.

Kto (nie) będzie musiał zaryzykować w Gdańsku?

Każda z dodatkowych siedmiu kolejek jest bardzo ważna, ma wszystko, by zostać tą kluczową. To wiadomo nie od dziś. Najbliższy tydzień, w kontekście walki o mistrzostwo Polski w tym sezonie, będzie jednak szczególnie ważny. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że wyniki dwóch kolejnych meczów będą miały wpływ na to, co zobaczymy w Gdańsku.

Mecze Lechii z Legią w sezonie zasadniczym, choć zapowiadane były na hity, rozczarowały. W Warszawie i Gdańsku oglądaliśmy bezbramkowe remisy. W obu meczach żadna z drużyn nie zaryzykowała, nie zagrała ofensywnie. W obu spotkaniach oglądaliśmy łącznie raptem dziewięć celnych strzałów na bramkę (5-4 dla Legii). W zależności od tego, co wydarzy się w dwóch następnych meczach, na stadionie w Gdańsku ktoś wreszcie będzie musiał zaryzykować. Bo chociaż do końca sezonu zostaną jeszcze po cztery mecze, to ewentualna wygrana jednej z drużyn będzie mogła oznaczać nie tylko przewagę punktową, ale też - a może przede wszystkim - psychologiczną.

- Losy ostatnich trzech tytułów mistrzowskich rozstrzygały się w ostatnich kolejkach. Nic nie zrobi się samo. Musimy zachować czujność, aby później nie żałować straconej szansy. Pokora, mnóstwo pokory. To jest nam teraz potrzebne - zakończył Vuković.