Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań. Zwolnienie Adama Nawałki to porażka wszystkich: władz, trenera i piłkarzy [KOMENTARZ]

Skompromitował się przede wszystkim zarząd, który po raz kolejny pokazał, że nie ma żadnej wizji i pomysłu na prowadzenie klubu. Nawałka zawiódł - zderzył się z ligową rzeczywistością i podjął decyzje, których nie dało się odkręcić. Piłkarze mu nie pomogli, grali beznadziejnie, ambitnie tylko w pierwszych meczach. To zwolnienie jest porażką całego Lecha Poznań.
Zobacz wideo

To jak z opiekunką do dzieci, które są rozpieszczone, niegrzeczne, przyzwyczajone do wchodzenia na głowę. Mało która niania przypada im do gustu, więc skarżą rodzicom: że ta jest wymagająca, ta krzyczy, a tamta w sumie pozwalała się bawić, tylko zaniedbywała odrabianie lekcji, więc wyniki w szkole były złe. Ale to dzieci, z nimi można sobie poradzić. Większym problemem są rodzice. Znacie takich – wymagający od wszystkich, tylko nie od siebie. Mający mnóstwo oczekiwań, dokładnie sprawdzający kompetencje nowej niani, a później wcinający się w jej działania. Wreszcie – niedający odpowiednich narzędzi, by praca z ich dziećmi była łatwiejsza. Są niecierpliwi, więc najłatwiej im zwolnić starą opiekunkę i zatrudnić nową. Stać ich. Tylko dzieci nadal nie robią postępów i są niegrzeczne.

Lech Poznań wiedział kogo zatrudnia

Zarząd Lecha Poznań zatrudniał już trenera z każdej możliwej kategorii – był wychowanek, był ekspert z zagranicy, był selekcjoner o potężnym doświadczeniu, był trener-kolega i był zamordysta. Śmieszek i ktoś bardziej poważny. Długodystansowiec i strażak. Był taktyczny maniak, którego później zmienił ten pozwalający na improwizację. Wszyscy zawiedli mniej lub bardziej. Zostali zwolnieni prędzej czy później. Ostatnio prędzej – Ivan Djurdjević po pół roku, Adam Nawałka po jedenastu meczach.

Jeśli w ciągu roku zwalnia się trzech trenerów, to o żadnej wizji nie ma mowy. Znów władze skompromitowały się nie w momencie zwolnienia trenera, ale przy jego zatrudnieniu. I o ile rozumiem, że Djurdjević był poniekąd kotem w worku, który wcześniej nie pracował z dorosłymi piłkarzami, tak o Nawałce wiadomo było wszystko. Kilka książek o nim powstało. Nawet niedzielny kibic wiedział jaki ma charakter, jak pracuje, że ma fanaberie, że w poprzednich klubach zaczynał nieciekawie. Władze Lecha nie wiedziały? Dłużej z Nawałką negocjowały warunki umowy niż pozwoliły pracować. Musiały wiedzieć.

Pamiętam oburzenie kibiców po zwolnieniu Djurdjevicia. Trener, w którego władze inwestowały przez lata, którego zatrzymały w rezerwach, mimo że miał ofertę z pierwszoligowego klubu i chciał z niej skorzystać, później został wykorzystany do ugaszenia pożaru. Jednego z najpotężniejszych, bo wznieconego przez kompromitującą końcówkę poprzedniego sezonu i wbiegnięcie kibiców na murawę podczas przegranego meczu z Legią Warszawa. I ten Ivan – człowiek przez kibiców uwielbiany – miał ich uciszyć, udobruchać i przyciągnąć z powrotem.

Zwolniono go błyskawicznie. Znów kryzys wizerunkowy i sportowy. Z całym szacunkiem – nie zażegnałby go „zwykły ligowy trener”, potrzeba było kogoś ekstra. Kogoś tak dobrego, że swoim nazwiskiem uzasadniłby zwolnienie poprzednika. Potrzebny był były selekcjoner, najpopularniejszy trener w kraju, twarz znana z telewizyjnych reklam. Adam Nawałka - synonim konsekwencji i pracy. Trzeba było dużo zapłacić, ale to nawet dobrze. Władze pokazały, że im zależy, że to może być przełom. Koniec ze skąpstwem. „Projekt na lata” – stąd to sprawdzanie przez Nawałkę młodych piłkarzy z akademii. Znów okazało się, że to projekt nawet nie do lata. Ledwie do kalendarzowej wiosny.

Adam Nawałka sobie nie pomógł

To nie tak, że Nawałka był bezbłędny i jest kolejną niewinną ofiarą niestabilnego emocjonalnie zarządu. To Jose Mourinho na prezentacji w Realu Madryt przedstawił się i powiedział „znacie mnie. Przychodzę tutaj ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami”. I tak samo było z Nawałką. Nadal był uparty, przy czym znacznie mniej skuteczny niż w reprezentacji. Konsekwentnie stawiał więc na Nikolę Vujadinovicia, nie był przekonany do Thomasa Rogne, wysłał do rezerw Kamila Jóźwiaka, a w ostatnim meczu ratował się Mihaiem Radutem i Łukaszem Trałką.

Popełnił sporo błędów. Pierwszy, gdy nie chciał wymienić kilku piłkarzy już zimą, upierając się, że najpierw musi ich sprawdzić. Transfery mniej kosztowne nazywał półśrodkami i konsekwentnie powtarzał, że ich nie potrzebuje. Pieniądze miały zostać na lato i prawdziwą rewolucję. Tyle że Nawałka stał się ofiarą jeszcze przed jej wybuchem.

Był uciążliwy dla współpracowników. Dbał o każdy szczegół, czasami dochodząc do niezdrowej skrajności. Ale znów – nieco kolokwialnie – widziały gały, co brały. Co ta zmiana ma właściwie dać? Miejsce w pierwszej ósemce? Wątpliwe, że Lech z dnia na dzień zacznie grać na tyle dobrze, że pokona czołowe drużyny tej ligi. Wciąż ma tych samych piłkarzy – zblazowanych, niezdolnych do wygrywania trofeów, zawodzących w kluczowych momentach. Chyba że chodziło o pieniądze i w tym momencie rozstanie z Nawałką było mniej kosztowne niż będzie za kilka tygodni. A skoro i tak nie rokował…

Panom Rutkowskiemu, Klimaczakowi i Rząsie łatwiej byłoby zacisnąć zęby, gdyby zespół wykonał chociaż minimalny progres. Tymczasem trener Nawałka nie zmienił w grze Lecha nic. Zespół nie zaczął prezentować się nawet odrobinę lepiej. Skrzydłowi jak nieskuteczni byli, tak są. Błędy w obronie, jak się zdarzały, tak się zdarzają. Nowych młodych w składzie nie było i nie ma. Status quo. Wynikowo też – Djudjević średnio zyskiwał 1,5 pkt na mecz, a Nawałka 1,48.

Klub jest w tym samym miejscu, w którym był w listopadzie, gdy zwalniał Djurdjevicia. Tylko zarząd bogatszy o kolejną kompromitację. Ale pewnie się nie podda, będzie zwalniał dalej.