Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Krzysztof Piątek mógł trafić do Legii Warszawa! Chciał tego transferu

Nowy snajper AC Milan Krzysztof Piątek w 2016 roku mógł trafić do Legii Warszawa, ale mistrzowie Polski w ostatniej chwili zrezygnowali z transferu 21-letniego napastnika. Dzięki tej decyzji to Cracovia, a nie Legia, dwa lata później zarobiła na transferach Piątka 25 mln zł.
Zobacz wideo

Krzysztof Piątek od kilku miesięcy podbija Serie A. Po rekordowym w historii polskiej piłki transferze do AC Milan, 23-letni napastnik nie zatrzymał się: najpierw strzelił dwie bramki w meczu Coppa Italia z Napoli i wprowadził swój nowy klub do półfinału, a kilka dni później, już w lidze, pokonał bramkarza Romy i zapewnił Milanowi cenny punkt. – Przeraża rywali! – po niedzielnym meczu powiedział o Polaku szkoleniowiec rossonerich Gennaro Gattuso. Kto wie, gdzie dziś byłby Piątek, gdyby w 2016 roku tematu jego transferu nie porzucili działacze Legii Warszawa. – Wiadomo już, że był to duży błąd – mówi Sport.pl Bogusław Leśnodorski.

25 mln zł w pół roku

Transfer Piątka okazał się najlepszą piłkarską inwestycją profesora Janusza Filipiaka, który siłę krakowskiego zespołu buduje od 2004 roku. Na przenosinach napastnika do włoskiej Genui klub z Kałuży zarobił 4 mln euro, czyli sześciokrotnie więcej, niż za Piątka zapłacił Zagłębiu Lubin. Zarobek będzie jeszcze większy, bo kolejne 2 mln euro trafią do Cracovii jako pięć procent z puli, którą za Piątka wyłożył AC Milan (łącznie: 40 mln euro). Oznacza to, że w ciągu pół roku „Pasy” wzbogaciły się dzięki swemu byłemu piłkarzowi o 25 mln zł.

– Jego nazwisko było w naszych notesach bardzo długo. Biorąc pod uwagę warunki fizyczne Krzyśka, jego sposób poruszania się i podejście do zawodu, nie mogliśmy o nim nie wiedzieć. Pamiętam, że już jako o młodym chłopaku mówiło się, że jest profesjonalistą, bardzo dba o dietę, zamiast dyskoteki woli dodatkowy trening – mówi Dominik Ebebenge z menadżerskiej agencji Unidos, który jeszcze rok temu był najbliższym współpracownikiem dyrektora sportowego Legii Michała Żewłakowa. Ebebenge dodaje: – W rozmowy zaangażowany był Michał, ale pamiętam, że pojawił się powód osobisty Piątka, który przeszkadzał w transferze.

Piątek wolał Legię od Viktorii Pilzno

Za transfery Zagłębia Lubin w 2016 roku odpowiedzialny był Piotr Burlikowski. Dziś to prawa ręka prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Burlikowski jako pierwszy dowiedział się, że Piątek nie zamierza przedłużyć kończącego są kontraktu z Zagłębiem. Zaraz po tej deklaracji wykręcił numer Leśnodorskiego i poinformował go o możliwości pozyskania utalentowanego snajpera. – Byłem dyrektorem sportowym, więc moim zadaniem było znalezienie najlepszego kupca, a Legia takim się wydawała. Leśnodorski obiecał, że skonsultuje sprawę i oddzwoni. Po dwóch czy trzech dniach usłyszałem jednak, że Piątkiem nie są zainteresowani – opowiada Sport.pl Burlikowski. W tym samym czasie piłkarz miał jeszcze dwie oferty: z Lechii Gdańsk i Viktorii Pilzno, która broniła zdobytego dwukrotnie z rzędu mistrzostwa Czech. – Ale żadną z tych propozycji Krzysiek nie był zainteresowany. Powiedział, że woli Legię, ale chce czuć, że jest tam chciany. Zamiast Legii, takie poczucie dała mu Cracovia – mówi doradca Bońka.

Magdziarz: Legia wolała Niezgodę, Lech – Kownackiego

Na Łazienkowskiej temat Piątka nie został jednak potraktowany niepoważnie. Ze strony Legii operację miał pilotować wspomniany Żewłakow, obecnie dyrektor sportowy „Miedziowych”. Wydanie sporej gotówki na młodego napastnika nie było jednak wtedy priorytetem Legii. W kadrze zespołu przygotowującego się do walki o Champions League był przecież najlepszy strzelec Ekstraklasy Nemanja Nikolić, a także Aleksandar Prijović, Jarosław Niezgoda i Sandro Kulenović. – Krzyśka oferowaliśmy nie tylko Legii, ale i Lechowi Poznań, ale tam był Dawid Kownacki. W Warszawie chcieli stawiać na Niezgodę. Piątek nie był więc potrzebny ani Lechowi, ani Legii. Dlatego rozumiem, że nie doszło do konkretnych rozmów – tłumaczy Tomasz Magdziarz z agencji Fabryka Futbolu, która od kilku lat zajmuje się karierą piłkarza.

Wielki błąd

Uwzględniając wszystkie premie, lubinianie ostatecznie zarobili na Piątku 720 tys. euro brutto (Cracovia zapłaciła im 500 tys. euro klauzuli odstępnego i oraz 100 tys. euro bonusu). Rok wcześniej 800 tys. euro Legia wyłożyła za Michała Masłowskiego, który w stolicy rozegrał tylko kilkadziesiąt meczów i rozwiązał umowę. Na Piątka się nie zdecydowano, a to właśnie on w krótkim czasie został czołową postacią Cracovii i Ekstraklasy, a rok później – Serie A.

– To był wielki błąd. Spokojnie mogliśmy przelicytować Cracovię, rzucić ze stówkę więcej i go wziąć. Sprawa była do załatwienia, ale coś sprawiło, że odpuściliśmy. Dziś wiadomo, że trzeba było za niego zapłacić – mówi Bogusław Leśnodorski, były prezes i właściciel Legii.