Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Santeri Hostikka - chłopak z fińskiej armii

Ciężka praca i mnóstwo wyrzeczeń. Brzmi jak stara śpiewka? W tej historii jest jednak coś przekonującego. No, choćby próba łączenia gry w piłkę na profesjonalnym poziomie z służbą w wojsku. - Warto przyjść na mecz i zobaczyć na własne oczy, co potrafi. Za rok już go tu nie będzie - przewidywał w kwietniu trener FC Lahti Toni Korkeakunnas. I miał rację. 21-letni skrzydłowy po raz pierwszy wyfrunął z rodzinnego kraju, wiążąc się z Pogonią Szczecin umową na 3,5 roku.
Zobacz wideo

Piłkarz mundurowy

- To co, za tego gola pewnie dostaniesz wolne? – żartował jeden z reporterów fińskiego portalu „Ilta-Sanomat” po bramce z samej końcówki spotkania, która zapewniła FC Lahti nie tylko zwycięstwo z klubem Helsinki IFK (2:1), ale przede wszystkim miejsce premiowane grą w eliminacjach do europejskich pucharów.

Dziennikarz miał na myśli nie byle jaki dzień wolny. Żadna przepustka czy urlop okolicznościowy nie oddadzą tego, co tradycyjnie znaczy wyraz „kuntoisuusloma”. Słowo, które nie przywołuje żadnych skojarzeń poza egzotyką, tradycyjnie pochodzi od święta dla szczególnie szanowanego wojownika. I bynajmniej nie chodziło o walkę jedynie na boisku.

Służba nie drużba, krajowi się nie odmawia. Zwłaszcza jeśli akurat jest to Finlandia. Każdy zdrowy mężczyzna powyżej 18. roku życia ma obowiązek odbyć służbę wojskową w wymiarze minimum 165 dni. Kobiety natomiast mogą, ale nie są do tego zobligowane. Pojawia się jednak druga ścieżka. Zamiast armii istnieje możliwość wyboru trzynastomiesięcznej służby zastępczej, np. pracy w bibliotece. Zawód piłkarza nie jest trzecią drogą – nie licz na żadną taryfę ulgową.

W ten sposób Santeri Hostikka stał się swego rodzaju wojownikiem. Z przymusu, nie z wyboru. Od października 2017 r. przebywał w zupełnie innym świecie i wziął sobie za punkt honoru połączenie go z tym własnym. Piłkarskim.

Na spotkanie z HJK Helsinki przyjechał w mundurze. Już wtedy wiedział, że najbliższe dwa tygodnie będą stanowiły nie lada wyzwanie. Sezon w Finlandii miał się ku końcowi, a FC Lahti nadal walczyło o europejskie puchary. I chociaż młody skrzydłowy w dwóch ostatnich meczach łącznie zagrał nieco ponad pół godziny, to wcale nie spuścił z tonu. W arcyważnym starciu z Helsinki IFK na boisku spędził kwadrans, a zwycięską bramkę strzelił chwilę przed gwizdkiem sędziego. Po tym ostatnim akordzie mógł skoncentrować się na obowiązkach wobec ojczyzny.

- Zostałem całkowicie odcięty od świata. Próbowałem trenować, jakoś utrzymać dobrą formę, ale to było zupełnie inne życie. Musiałem znajdować czas między służbą i obozami w lesie – wspomina piłkarz w rozmowie z portalem „Paivan Lehti”.

Jego trud i ciężka praca zostały docenione. Santeri Hostikka został zaproszony przez selekcjonera fińskiej kadry, Markku Kanervę, na zimowy obóz, który w ubiegłym roku został zorganizowany w Abu Zabi. – Czułem, że nie jestem świetnie przygotowany do gry. Oczywiście powołanie zawsze było moim celem, ale nie spodziewałem się, że dostanę je akurat w takim momencie – szczerze opowiada w tym samym wywiadzie.

Nagroda od rywali

Oba powołania – do reprezentacji i wojska – pojawiły się w nie do końca sprzyjających okolicznościach ze względu na jego formę. Pierwsze, bo wypadł z rytmu piłkarskich treningów. Drugie, bo był w nim aż za bardzo.

– W FC Lahti terroryzował obrońców szybkością i umiejętnościami w pojedynkach 1 na 1. Pod tymi względami był jednym z najbardziej aktywnych zawodników w całej lidze. Nic więc dziwnego, że po zakończeniu sezonu został wybrany do jedenastki najlepszych z najlepszych w Veikkausliiga – pisano na portalu „Paivan Lehti” równo rok temu.

Nie był to pierwszy raz, kiedy dostał indywidualne wyróżnienie. W lipcu tego samego roku został wybrany graczem miesiąca, a jego szkoleniowiec, Toni Korkeakunnas, został trenerem miesiąca. – Czuję, że jest to o tyle bardziej wartościowa nagroda, bo nie głosowali na mnie ani dziennikarze, ani kibice, tylko moi rywale – podkreślał skrzydłowy z dumą w głosie, udzielając wypowiedzi dla „Uusi Lahti”.

Santeri Hostikka nie obrósł w piórka. Cały czas jest świadomy, że czeka go mnóstwo pracy. – Muszę popracować nad swoimi mocnymi stronami. Mieć większą przewagę nad przeciwnikami, być bardziej skutecznym. Po tym sezonie zebrałem mnóstwo pochwał, ale to nie wszystko – podkreśla w tej samej rozmowie. Po czym wyjaśnia, że zdecydowanie lepiej czuje się na skrzydle.

- Chodzi mi o większą łatwość w prowadzeniu piłki, więcej pojedynków z rywalem – jego słowa mogą rozwiać wiele wątpliwości. Fin nie jest typowym skrzydłowym. Mniej więcej cztery lata temu, czy to w Pallokerho Keski-Uusimaa, czy jeszcze w Järvenpään Palloseura, był wystawiany na „dziesiątce”.

Wówczas był praktycznie niewidzialny. Dopiero w debiutanckim sezonie na najwyższym poziomie rozgrywkowym, gdy już reprezentował barwy FC Lahti, dał się zapamiętać widzom. – Ten 18-latek podbił serca kibiców swoim radosnym, odważnym i przede wszystkim spektakularnym stylem gry – czytamy na oficjalnej stronie klubu.

Konkurs na piłkarza

Gdyby nie wykorzystał szansy i sprzyjających okoliczności, bardzo prawdopodobne, że dalej zwracałby na siebie uwagę tylko na niższych szczeblach. Jego początek drogi, która zaczęła się w rodzinnym mieście Järvenpää, nie mógł być bardziej typowy.

- Od nas, jeszcze z Keravy i Tuusuli, najlepsi zwykle trafiają do Pallokerho Keski-Uusimaa. Nie ma jakiejś formalnej umowy między klubami, po prostu tak jest – Santeri Hostikka zaczyna swoją opowieść w rozmowie z oficjalnym portalem FC Lahti. Zaczyna się standardowo, jak u większości piłkarzy.

Ale to tylko początek. No, może później scenariusz też jest dość przewidywalny, bo Pallokerho Keski-Uusimaa spada o poziom niżej, a młody zawodnik znajduje się na rozstaju dróg. Zamiast zagubienia i historii o niespełnionym talencie, z nieba spada konkurs zorganizowany przez FC Lahti przy współpracy z kilkoma innymi drużynami (m.in. Järvenpään Palloseura, Honka Espoo, Vantaan Jalkapalloseura, PEPO Lappeenranta). Idealna okazja do zaprezentowania swoich umiejętności. – Kiedy tylko o tym usłyszałem, od razu zadzwoniłem do mojego trenera, Panu Turpeinena, który zna szkoleniowca FC Lahti. Toni „Toke” Korkeakunnas wyraził zgodę na mój przyjazd, a po meczu zaproponował, żebym pojawił się w styczniu na treningu – wspomina zawodnik.

Szok klimatyczny

Pozycję w nowej ekipie wygrał nie tylko wyszkoleniem technicznym, ale również zaangażowaniem. – Poza podstawami, które są na wysokim poziomie, u niego zawsze jest ten efekt „boom” za całokształt – „Toke” w rozmowie z oficjalną stroną nie boi się chwalić skrzydłowego, ale jednocześnie nie kryje zaskoczenia. Nie spodziewał się takich umiejętności.

Opowiada o wielkim talencie i szybko podejmowanych decyzjach na boisku. Zwraca uwagę na dwie natury Santeriego: z jednej strony spokój i opanowanie, z drugiej ten element estetyczny w jego grze i nieustanna gotowość do pracy, rozwoju. – Dobrze się go ogląda. Co jakiś czas kibice muszą wstrzymywać oddech. Widzę przed nim wielką przyszłość – podsumowuje.

Fin również miał okazję osobiście zasmakować tego bardziej technicznego wariantu futbolu. – Tak właściwie taka „joga bonito” pasuje mi nawet bardziej – wspomina na oficjalnej stronie po pobycie w Brazylii. Nie poleciał tam jednak sam, w celach prywatnych. Towarzyszyli mu kolega z ekipy, Santeri Pakkann i trener bramkarzy, Ari Korhonen. Na przełomie października i listopada 2016 r., przez trzy tygodnie, miał okazję doświadczyć różnicy w spojrzeniu na piłkę nożną. - Trenowaliśmy trochę inaczej niż w domu. Przede wszystkim codziennie, z wyjątkiem niedziel i dłużej, chociaż tempo było znacznie niższe. Wpływ miała oczywiście temperatura, znacznie wyższa niż w tym samym czasie w Finlandii – tłumaczy skrzydłowy, który bezpośrednio z Rio de Janeiro poleciał do Hiszpanii, gdzie miał spotkać się z reprezentacją U20.

Tym samym bezpośrednio po transferze do Pogoni Szczecin dwie rzeczy są pewne. Przeprowadzka do Polski powinna obyć się bez szoku klimatycznego i technicznego. Jednocześnie warto mieć tam gdzieś z tyłu głowy przepowiednie trenera Korkeakunnasa. Wszak jedna, o rychłym wyjeździe z rodzinnego kraju, już się sprawdziła. Teraz czas na kolejną.

Więcej o: