Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wisła Kraków. Pensje dla pracowników, ochrona, catering i piłkarz. "Biała Gwiazda" szybko wykorzystała pieniądze za mecz z Lechem Poznań

Wisła Kraków wciąż nie zapłaciła miastu 123 tysięcy złotych za wynajem stadionu na mecz z Lechem Poznań. - Do tej pory płatność nie wpłynęła - przyznał w rozmowie ze Sport.pl Łukasz Mrugalski z Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie. Klub ten rachunek ma uregulować już pieniędzmi nowych inwestorów. Ostatnie środki (kilkaset tysięcy złotych) przeznaczył na pensje dla pracowników, ochronę i organizację ostatniego spotkania.
Zobacz wideo

- Do tej pory na konto Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie nie wpłynęła płatność za wynajem Stadionu Miejskiego ze strony Wisły Kraków za mecz z Lechem Poznań – poinformował nas Łukasz Mrugalski, Kierownik Zespołu Marketingu Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie.

123 tys. złotych to należność za wynajem obiektu przy Reymonta. Miasto i tak poszło w tej sprawie Wiśle na rękę. Wobec jej problemów finansowych w grudniu zgodzono się, by opłaty zamiast dwa dni przed spotkaniem, były regulowane już po nim, gdy klub otrzyma przychody z dnia meczowego.

Po starciu z Jagiellonią pieniądze tak jak przewidywano wpłynęły na konto ZIS (do 12 grudnia). Po meczu z Lechem, przez wzgląd na święta, płatność można było uregulować do 27 grudnia. Tak się jednak nie stało.

Ponieważ na ostatnim w tym roku spotkaniu z „Kolejorzem” przy Reymonta pojawiło się aż 22491 kibiców, co było drugim najlepszym wynikiem w tym sezonie, klub mógł liczyć na spore wpływy. Dodatkowo było to spotkanie z kategorii „TOP”, na które wejściówki były droższe niż normalnie. Odejmując jednak niemal cztery tysiące sprzedanych wcześniej karnetów i trzy tysiące biletów rozdanych dla szkół za złotówkę i dla nowych kibiców. Wisła dostała z tego spotkania mniej niż milion złotych. Z wpływami z gastronomii i ze sprzedażą pamiątek wyszło około 700 tysięcy złotych.

Sport.pl od tygodnia próbował dowiedzieć się na co przeznaczono pozyskaną sumę. Do 22 grudnia do godziny 16:00 dysponował nią poprzedni zarząd Wisły, potem nowi inwestorzy, czyli Mats Hartling i Vanna Ly. - Dochód ze sprzedaży biletów na mecz z Lechem został przeznaczony na bieżące funkcjonowanie klubu oraz na organizacje tego spotkania - poinformowała nas Iwona Stankiewicz, rzeczniczka prasowa „Białej Gwiazdy”.

Zasypując finansową dziurę

Tych bieżących, nie cierpiących zwłoki, wydatków było według naszych ustaleń sporo. Klub przed świętami starał się zapłacić część z zaległych wynagrodzeń swoim pracownikom. Miesięczne funkcjonowanie administracji to na Reymonta koszt kilkuset tysięcy złotych. Dodatkowo, by mecz z Lechem w ogóle się odbył, trzeba było zapłacić zaległości i zaliczkę firmie ochroniarskiej (łącznie dobrze ponad 100 tys. złotych). Podobnie wyglądała sprawa z cateringiem, choć kwoty w tym przypadku były o połowę mniejsze i regulowane na bieżąco. Do tego przed meczem przelano jeszcze zaległą opłatę za stadion dla miasta (60 tys. złotych). W praktyce zatem nim na Reymonta rozległ się pierwszy gwizdek hitu 20. kolejki, dużej części wpływów z niego w klubowej kasie już nie było.

„Przegląd Sportowy” poinformował też, że swoje pieniądze dostał m.in. jeden z piłkarzy - Kamil Wojtkowski, który kilkanaście dni temu złożył wezwanie do zapłaty. Ponieważ właśnie upływało 14 dni, które klub miał na uregulowanie jego zaległości (inaczej stałby się wolnym zawodnikiem), to Mats Hartling zadecydował, by wypłacono mu należność. Prawdopodobnie skorzystano przy tym właśnie z pieniędzy za mecz z Lechem. Po świętach z konta Wisły zniknęły zatem ostatnie złotówki.

Udało nam się potwierdzić, wezwania do zapłaty złożyło jeszcze kilku innych graczy, w tym Marko Kolar. Sprawa Chorwata powinna jednak wyjaśnić się na początku przyszłego roku, gdyż upomnienie o pieniądze złożył on przed świętami. Chwilę na swoje środki powinno poczekać też miasto. Dokładnie do momentu, aż na koncie Wisły pojawi się 12,2 mln złotych. - Przelew za stadion znajduje się na liście płatności, które mają być uregulowane przez nowych właścicieli – potwierdza nam Stankiewicz.

W Krakowie ciągle czekają na zagraniczny przelew od szwedzko-francuskich inwestorów. Według naszych informacji potwierdzenie jego nadania klub ma dostać jeszcze dziś. Gdy pieniądze pojawią się na koncie, mają być od razu rozdysponowane według ustalonego już wcześniej planu. Około sześciu mln złotych powinni dostać piłkarze i sztab szkoleniowy. Oni wynagrodzeń od pracodawcy nie widzieli od sześciu miesięcy. Potem trzeba będzie zapłacić też podatki, kwotę należną do ZUS-u i wykonać „kilkanaście innych operacji” oraz... czekać na nowe wpływy. Przy kilkudziesięciu poleceniach zapłaty 12 milionów rozejdzie się w jeden dzień.

Więcej o: