Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Wisła Kraków sprzedana. Czy firmy Alelega i Noble Capital Partners zapewnią klubowi finansowy spokój? [W polu K]

Wszystko wskazuje na to, że Wisła Kraków została uratowana. Klubowi, który stał na skraju upadku, z pomocą przychodzą biznesmeni - Ly Vanna oraz Mats Hartling. Czy firmy Alelega i Noble Capital Partners zapewnią klubowi finansowy spokój?
Zobacz wideo

Wisła Kraków została sprzedana. Klub, który jeszcze kilka dni temu stał na skraju upadku, został uratowany. Z pomocą "Białej Gwieździe" przyszli biznesmeni - Ly Vanna oraz Mats Hartling. Ich firmy - Alelega i Noble Capital Partners - przejęli klub od Towarzystwa Sportowego Wisła. Nowi właściciele mają pojawić się na piątkowym meczu Wisły z Lechem Poznań (godz. 20.30).

- Wszystkim ulżyło, choć oficjalnie nic jeszcze nie wiemy. Czekamy teraz na jakieś potwierdzenie i rozmowę. W tej chwili nasza wiedza pochodzi wyłącznie z mediów - powiedział w rozmowie ze Sport.pl obrońca Wisły, Rafał Pietrzak.

"Nad Wisłą pracowałem od lipca 2017 roku"

Za sprowadzenie obu biznesmenów do klubu odpowiada Adam Pietrowski, który w "nowej" Wiśle ma objąć stanowisko dyrektora sportowego. - Nad Wisłą pracowałem od lipca 2017 roku. Byłem tam z niemieckim inwestorem Marianem Ziburske z firmy Westminster. On na Śląsku wykupił kilka tysięcy mieszkań. Był zainteresowany klubem, ale nie doszło do porozumienia. Potem do Wisły chciała wejść Alelega i Noble Capital Partners, ale rozmowy się przedłużały – powiedział Sport.pl Adam Pietrowski.

Już w listopadzie pojawiły się informacje, że Noble Capital Partners, którym zarządza Szwed, mógłby przejąć Wisłę. Miało się jednak okazać, że spółki nie stać na przejęcie klubu i potrzebny będzie dodatkowy inwestor. - To nieprawda, że Hartlinga nie było stać na przejęcie klubu w listopadzie. Miesiąc temu faktycznie byliśmy na spotkaniu z zarządem Wisły. Przedstawiliśmy ofertę, ale klub się długo zastanawiał, bo miał inne opcje – dodał Pietrowski.

"To będzie bardzo interesujący projekt"

Z pomocą Wiśle przyszedł Ly Vanna z firmy Alelega, która została większościowym właścicielem klubu. - Pan Ly Vanna (obywatel Kambodży i Francji) jest członkiem rodziny królewskiej i się nie udziela publicznie. Unika prasy i mediów. Tak samo będzie też w Wiśle. W tym momencie Ly Vanna jest współwłaścicielem bodaj 12 klubów. Jest to np. New York City FC, Jokohama czy Slavia Praga. Ostatnio był na due dilligence w Victorii Guimaraes, a w listopadzie prowadził rozmowy w Fenerbahce. Jego człowiek ma także udziały w Manchester City Group. Zarząd Wisły Kraków otrzymał na spotkaniu tajne dokumenty i wszystko jest im znane - opisuje Pietrowski.

- Myślę, że to będzie bardzo interesujący projekt dla prezydenta Krakowa. Bo nie chodzi tylko o futbol, ale także inwestycje w miasto. Nie mogę teraz zdradzić co to będzie. Chcemy jednak wybudować także nowoczesną akademię piłkarską. Wkrótce spotkamy się z trenerem Maciejem Stolarczykiem i ustalimy czego potrzebuje klub - dodał.

Ważna odpowiedź do 28 grudnia

I tutaj zaczynają rodzić się wątpliwości. Czy aby na pewno firmy Alelega i Noble Capital Partners okażą się poważnymi inwestorami. Pierwszą i najważniejszą odpowiedź na to pytanie otrzymamy do 28 grudnia. Wtedy to konto klubu ma być zasilone kwotą nieco ponad 12 mln złotych - potrzebną na uregulowanie najważniejszych długów. Po tym przelewie, warunkowa obecnie umowa, zacznie być umową realną, a Wisła zmieni właścicieli.

Nowi właściciele zapowiadają jak najszybszą spłatę długów. Tylko w pierwszym roku pobytu w Krakowie firmy Alelega i Noble Capital Partners zapowiadają "włożenie" w klub aż 130 mln złotych. Ponadto w Wiśle ma powstać nowoczesna akademia, a pierwsza drużyna już zimą ma zostać wzmocniona 3-4 piłkarzami. W tym Jakubem Błaszczykowskim, z którym prowadzone są rozmowy.

Skojarzenie jest proste - Wiśle złote góry obiecywał też Jakub Meresiński, który ostatecznie okazał się wielkim oszustem. Pietrowski zapewnia jednak, że Ly Vanna oraz Hartling to ludzie poważni, którzy o klubie myślą w ten sam sposób.

Tyle, że o obu biznesmenach nie wiemy wiele. Wiosną o Ly Vannie rozpisywały się jednak włoskie media, bo ten chciał zainwestować w port w Genui oraz przejąć pakiet akcji włoskiej Genoa CFC, w której teraz występuje Krzysztof Piątek. O wizycie biznesmena z Kambodży pisały wszystkie największe portale sportowe. Dziennik La Repubblica twierdził, że Ly Vanna chciał zainwestować pieniądze w opuszczone tereny przy porcie, stąd rozmowy z prezydentem miasta i gubernatorem regionu. W dodatku biznesmen rozmawiał z Enrico Preziosim na temat przejęcia części udziałów w klubie, ale nic z tych planów nie wyszło.

"W tej chwili to tylko umowa na papierze"

- Przez ostatnie dwa lata klub balansował na krawędzi. Dziś jest nadzieja, że wreszcie będzie stabilnie. W głębi serca pozostaje smutek, że Wisła nie będzie w polskich rękach, ale z drugiej strony jeśli jej potęga wróci do czasów, gdy na Reymonta był Bogusław Cupiał, to informację o zagranicznym kapitale przyjmę z pokorą - w rozmowie ze Sport.pl powiedział honorowy prezes Wisły Ludwik Miętta-Mikołajewicz.

- Oferta wpłynęła do klubu sama. Pojawiła się już latem. Wtedy jednak zarząd podszedł do niej bardzo ostrożnie, bo nie miał rozpoznania w możliwościach i zamiarach partnera. Rozmowy trwały dość długo, bo nie chcieliśmy sprzedać klubu z taką tradycją niepoważnym ludziom.

Czy nowi właściciele takimi ludźmi są? - Takiej pewności nie mam, bo nie mam możliwości dokładnego prześwietlenia ich firm, ale wygląda na to, że tak. Będę z zainteresowaniem patrzył na rozwój wypadków, bo w tej chwili to tylko umowa na papierze. Mam jednak nadzieję, że niedługo wszystko stanie się rzeczywistością - zakończył Miętta-Mikołajewicz.

Wypada mieć już tylko wiarę w to, że obietnice nowych właścicieli Wisły nie okażą się czczym gadaniem i klub wreszcie stanie na nogi. Ekstraklasa potrzebuje silnej i stabilnej Wisły. Takiej, która zgodnie z zapowiedziami Pietrowskiego, będzie walczyła o mistrzostwo Polski i europejskie puchary.