Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Lech znów zagra trójką w obronie. Joao Amaral wskazał różnicę między ligą portugalską, a polską

Wysoka porażka 2:5 z Wisłą Kraków mogła zostać wykorzystana jako idealny moment na zmianę ustawienia, które sprawia, że Lech Poznań jest bezbronny w defensywie. W meczu z Zagłębiem Lubin rewolucji jednak nie będzie. "Nie róbmy wielkiego halo" - mówi Ivan Djurdjević.

Kontuzje kluczowych piłkarzy, słaba forma obrońców, niezadowolenie zawodników i duża liczba sytuacji, które kreują sobie rywale w meczach z „Kolejorzem” – to czynniki mogące skłonić Djurdjevicia do zmiany ustawienia. Serb jest zwolennikiem systemu gry z trójką obrońców, ale ostatnie mecze pokazały, że drużyna w obecnej formie i składzie personalnym nie jest w stanie tej taktyki dobrze realizować. Lech stracił pięć goli z Wisłą, sporo okazji do zdobycia bramki miało Zagłębie Sosnowiec. Słabość defensywy wykorzystał też KRC Genk. Djurdjević wydaje się traktować mecz z Wisłą jako wypadek przy pracy. Porażki z Belgami rozumie przez wzgląd na jakość rywala. Bezkrytyczny wobec obrońców jednak nie jest, bo krytykował ich po spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec.

Djurdjević wierny swojej koncepcji

- Grając trójką w obronie wygraliśmy cztery ligowe mecze, a przegraliśmy tylko jeden. Jeśli nie zaryzykujemy, to nic nie zyskamy. Coś za coś. Musieliśmy coś zmienić i teraz oddajemy po 20 strzałów w meczu. Ile ich było w poprzednim sezonie? Z sześć, siedem? – broni się trener Lecha.

Na te słowa szybko zareagowali analitycy „EkstraStats.pl” i podali, że właściwie nie ma w tym aspekcie żadnej różnicy między obecnym, a poprzednim sezonem. Za Bjelicy Lech strzelał średnio 13,08 razy, a za Djurdjevicia 13,00. Owszem, „Kolejorz” w nowym ustawieniu gra z większym polotem. Wydaje się jednak, że jest to zasługa dwóch Portugalczyków – Amarala i Tiby, a nie nowego ustawienia.

W Lubinie na pewno nie zagrają Thomas Rogne i Wołodymyr Kostewycz – dwaj najlepsi obrońcy. Na dobrą sprawę Djurdjević nie ma ich kim zastąpić. Egzaminu jako wahadłowy nie zdał Kamil Jóźwiak. Jego miejsce na boisku jest bliżej napastników. Djurdjević może przesunąć na wahadło Vernona De Marco, ale wówczas nie ma kim zastąpić go na środku obrony. Pewnie zagrać będą musieli Vujadinović i Janicki, którzy w ostatnich meczach popełniali proste błędy. Do Poznania wciąż nie sprowadzono bowiem żadnego obrońcy, mimo że Lech interesuje się Giorgiosem Koutroubisem. W Lubinie zabraknie też Macieja Gajosa i Darko Jevticia, ale z ich zastąpieniem nie będzie problemu. W pierwszej jedenastce mogą wyjść Łukasz Trałka lub Mihai Radut.

Amaral wskazuje różnicę między ligą portugalską, a Ekstraklasą

Latem na Bułgarskiej po raz pierwszy w historii pojawili się piłkarze urodzeni w Portugalii. Lech kupił środkowego pomocnika Pedro Tibę i napastnika Joao Amarala. Obaj sporo kosztowali – odpowiednio 1 mln euro i 1,5 mln euro. Za tę cenę sprawdzono piłkarzy, którzy nie potrzebowali pół roku na przystosowanie się do naszej ligi. Nikt nie musiał też wymyślać kolejnych wymówek tłumaczących ich powolne wprowadzanie się do zespołu. Tiba i Amaral od początku sezonu stanowią o sile „Kolejorza” i poniekąd to przez ich grę tak widoczna jest dysproporcja między jakością defensywy, a ofensywy. Takiego „Portugalczyka” Lech potrzebuje też w obronie.

- W Ekstraklasie po przyjęciu piłki mam jakieś 4-5 sekund na podjęcie decyzji co zrobić. W Portugalii, jeśli wahałem się przez dwie sekundy to już nie miałem piłki. To największa różnica między najwyższymi ligami w Polsce i Portugalii – mówi Amaral przed meczem z Zagłębiem Lubin.

Amaral celnie stawia diagnozę, dlaczego polskie zespoły w europejskich pucharach radzą sobie tak słabo. Gdyby z podobną celnością uderzył przed tygodniem na bramkę Wisły, być może udałoby się uniknąć wpadki. – Mieliśmy świetną sytuację, gdy prowadziliśmy 2:0. Gdybyśmy ją wykorzystali pewnie Wisła już by się nie podniosła. Wszyscy mówiliby jaki to mamy dobry zespół i trenera – przewiduje Djurdjević.

Amaral ma już na koncie dwa gole w LOTTO Ekstraklasie i pod tym względem jest jednym z czterech najlepszych piłkarzy Lecha. Tyle samo ma jego rodak – Tiba, Gytkjaer i Tomczyk. Najdroższy piłkarz „Kolejorza” zanotował też trzy asysty.

Kluczowy jest dla nich trener

Jego dobra postawa jest zasługą Ivana Djurdjevicia, który nie ma problemu z mówieniem w ich języku, bo jako zawodnik przez siedem lat grał w portugalskich klubach. – To na pewno bardzo mi pomogło. Na początku nie wiedziałem, jak mamy grać i czego oczekuje trener. Coraz lepiej poznawałem klub, jego sposób gry i grało mi się dużo lepiej. Na początku bardzo pomagali mi też koledzy z zespołu – mówi Amaral.

Obaj Portugalczycy właściwie nie porozumiewają się po angielsku, dlatego tak ważna była możliwość rozmawiania z trenerem w ich ojczystym języku. – Zmiana klubu, kraju i języka to duży problem. Wiem, bo przecież sam to przerabiałem. Chcę, by nowi gracze przeszli te zmiany jak najłagodniej – mówi Djurdjević.

Trener był też kluczowy w sprowadzeniu do Poznania Pedro Tiby, który latem dostał sporo innych propozycji. Ta od Bursasporu była nawet lepsza finansowo. – Dołączyłem do Lecha, bo zadzwonił do mnie człowiek o podobnym charakterze. Świetnie przygotowany trener, który tak jak ja nie szuka wymówek, tylko rwie się do pracy. Słyszałem wcześniej o Lechu, ale on pokazał mi wielkość tego klubu. Trybuny, grę o puchary, presję. Przyjechałem tu, żeby zostać mistrzem i zagrać w Europie. Wreszcie walczyć o wszystko – mówił o Ivanie Djurdjeviciu dla „Przeglądu Sportowego”.

Lech Poznań zagra z Zagłębiem w Lubinie w niedzielę o 18:00. O jego sile znów mają stanowić Amaral i Tiba. Relację LIVE z tego spotkania można śledzić na Sport.pl

Więcej o: