Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Bez formy, bez trenera i bez perspektyw na sukces. "Legia grac, k...a mać!".

Trochę walki i biegania to za mało, by pokonać Lechię Gdańsk (0:0). Za mało, by przed kolejnymi meczami nie mieć obaw. I to coraz większych obaw, bo Legia Warszawa tego lata bardziej przypomina przypadkową zbieraninę piłkarzy, niż drużynę, która jest w stanie awansować do fazy grupowej Ligi Europy.

Była 85. minuta sobotniego spotkania. Sebastian Szymański wpadł w pole karne Lechii Gdańsk, minął dwóch rywali i uderzył piłkę w kierunku bramki. Po chwili dobijali ją Krzysztof Mączyński (jego strzał obronił Duszan Kuciak) i Dominik Nagy (nie trafił w bramkę). Stojący przy ławce rezerwowych Aleksandar Vuković kopnął wtedy w jedną z band reklamowych. Było po nim widać złość, ale tylko w tej sytuacji, bo znany z wybuchowego temperamentu Serb w trakcie meczu się nie wściekał.

- To mój kolejny bezbramkowy remis, w ten sposób kariery na ławce trenerskiej nie zrobię - uśmiechał się po meczu Vuković. A w zasadzie próbował się uśmiechać, bo do śmiechu mu raczej nie było. Kibicom również. „Chodźcie do nas” - fani z „Żylety” zawołali piłkarzy mistrza Polski tylko po to, by wykrzyczeć „Legia grać, k...a mać” i pożegnać ich przeraźliwymi gwizdami.

>>> Rewolucji nie było, zgodnie z obietnicą. Kolejny słaby mecz Legii

Vuković przejął zespół w ekstremalnie trudnym momencie. Po zwolnieniu Deana Klafuricia poprowadził tylko jeden trening. Teraz poprowadzi kolejne trzy, spróbuje przygotować zespół na spotkanie w eliminacjach do Ligi Europy z luksemburskim F91 Dudelange (czwartek, godz. 21). No, chyba że Legia do tego czasu znajdzie trenera.

A cały czas szuka, bo jej rozmowy z Adamem Nawałką utknęły w martwym punkcie. Były selekcjoner reprezentacji Polski przebywa obecnie na wakacjach w Grecji. Kilka dni temu miał poinformować władze mistrza Polski, że nie spieszy się do powrotu na ławkę, że marzy o wyjeździe za granicę. Ale niewykluczone, że czeka na reakcję Legii.

>>> Michał Kucharczyk: Zostałem wplątany w g***oburzę. To ja nie dojechałem

A Legia zareagować musi, i to szybko, bo uciekają jej kolejne pieniądze. Straciła już 480 tys. euro, jakie dostałby za awans do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów (porażka w dwumeczu ze Spartakiem Trnawa). A w perspektywie jeszcze więcej, bo mogła zarobić aż 5 milionów euro - taką premię zagwarantowałaby sobie, gdyby dotarła do play-offów Ligi Mistrzów (wyeliminowała Crveną Zvezdę Belgrad).

Od 2014 r. budżet klubu zakłada udział co najmniej w fazie grupowej Ligi Europy. - Wiemy, że to duże ryzyko, ale musimy je podjąć, by się rozwijać. Wzmacniamy się, wydajemy pieniądze na nowych graczy, koszty rosną, trzeba je czymś pokrywać - mówił wówczas Dariusz Mioduski.

Pierwszy raz Legia potknęła się w zeszłym sezonie. Zespół Jacka Magiery odpadł w III rundzie eliminacji LM z FK Astana, później w IV rundzie el. LE z Sheriffem Tyraspol i po raz pierwszy od pięciu lat nie zagrał jesienią w europejskich pucharach. Dla Magiery oznaczało to utratę pracy. Teraz nawet nie za bardzo kto ma ją stracić. W najważniejszym momencie sezonu drużyna - a raczej przypadkowa zbieranina piłkarzy - jest bez formy, trenera i perspektyw na sukces.

>>> Fedor Cernych: Legia? Nie mógłbym zagrać w tej drużynie

Więcej o: