Superpuchar: Legia Warszawa - Arka Gdynia 2:3. Pierwszy stempel Smółki

Jest ofensywniej, chociaż nadal za sprawą prostych środków i stałych fragmentów gry. Na pierwszy plan wciąż wysuwa się kolektyw, ale swoją cegiełkę dokładają indywidualności. Wreszcie, prostota wynika z konkretnych schematów, które - nawet mimo wielu niedoróbek - już w tym momencie dobrze rokują. Bramki dla arkowców strzelali Zarandia, Bohdanow i Janota.

Odsłonięte flanki, zagęszczony środek. Akcje ofensywne legionistów, które głównie były przeprowadzane z wykorzystaniem bocznych sektorów boiska, ujawniły mnóstwo niedoróbek w nowo konstruowanej Arce. Na placu budowy sporo jeszcze zgrzyta. Problemy najwyraźniej widać w defensywie – kryciu indywidualnym i przy przejściu z jednej fazy gry w kolejną. Wówczas okazuje się, że część formacji przesuwa się zbyt wolno względem innej lub po prostu, ktoś nadaje na innych falach.

Wszystkie te mniejsze i większe błędy nie zmieniają faktu, że ustawienie jest w końcu aktywne, drużyna w ciągłym ruchu, a atak wspiera obronę w odbiorze. I to jest właśnie ta różnica.

>>> Finał Francja - Chorwacja. Gdzie obejrzeć mecz? Transmisja TV

Nowa Arka

Gdynianie pod wodzą trenera Ojrzyńskiego w zaledwie kilku meczach (również z Legią) zagrali tak ofensywnie, jak wczoraj w Superpucharze. Wykorzystano właśnie te elementy, które wcześniej pojawiały się dość rzadko i wydaje się, że nowy szkoleniowiec arkowców, Zbigniew Smółka, na nie kładzie zdecydowany nacisk.

Ma być ofensywniej, ale nadal ze wskazaniem na prostotę. Zmienia się sposób realizowania prostych środków. Nadal sporą rolę odgrywają stałe fragmenty gry, ale zamiast długiej piłki skierowanej bezpośrednio na linię ataku, więcej korzyści płynie ze środkowej strefy.

Ten nieco bardziej zagęszczony środek ma swoje plusy i minusy, ale wydaje się, że akurat płynność jest do wypracowania. Dość adekwatnie można to zestawić z nową formacją Legii (trójka z tyłu, Kucharczyk na wahadle), która już na tym etapie sprawia wrażenie mało racjonalnej. Arkowcy mają co prawda spory kłopot z szybkim zawężaniem i poszerzaniem ustawienia (w zależności od fazy gry), ale na ich korzyść przemawia uporczywa praca całego zespołu w tego typu działaniach.

Odpowiednia reakcja

Superpuchar: Legia - ArkaSuperpuchar: Legia - Arka Screen Polsat Sport



Kształtuje się Arka, która nie boi się wysokiego pressingu i tym samym reaguje już w momencie, gdy przeciwnik wprowadza piłkę do gry. W pierwszych minutach spotkania ten nacisk był trochę chaotyczny, przez co legioniści nie mieli większych trudności, żeby się spod niego uwolnić. Z czasem, po około kwadransie, podział obowiązków stał się znacznie bardziej wyraźny. Co prawda Kolew nie za bardzo potrafił odnaleźć się typowo z przodu, ale wspomagał zespół w działaniach destrukcyjnych. Nowy piłkarz gdynian wracał w niższe sektory boiska i doskokiem do rywala uwalniał m.in. Zarandię.

Wiele wskazuje na to, że nowy szkoleniowiec arkowców poświęcił mnóstwo uwagi samej reakcji na różne fazy gry. W większości przypadków jego podopieczni ustawiali się dość wąsko z tyłu na etapie obrony (grafika powyżej), kiedy podopieczni Klafuricia znajdowali się w okolicach koła środkowego.

Z jednej strony była to woda na młyn dla Vesovicia, którego dośrodkowania sprawiały gdynianom sporo problemów (głównie przez kłopoty z kryciem). Z drugiej jednak, środek pola był znacznie bardziej zagęszczony, przez co legioniści zostali zmuszeni do przenoszenia ciężaru gry na flankę. Pojawiło się także znacznie więcej możliwości rozegrania.

Legia-ArkaLegia-Arka Screen Polsat Sport



Dominowały proste środki. Po odbiorze w centralnym sektorze – znacznie ułatwionym dzięki ciasnej formacji – przenoszono się na skrzydło, gdzie ustawienie było luźniejsze, szersze. Wystarczy przywołać te 2-3 sytuacje z drugiej połowy, gdy arkowcom udało się wyjść 3 na 2. Mimo i tak ryzykownej trójki z tyłu, po przerwie Remy odrywał się od linii obrony, chociaż goście najczęściej odbierali piłkę właśnie w centralnej strefie. Wówczas z tyłu zostawali jedynie Wieteska i Astiz.

Złoty środek

Kilkakrotnie, chociaż zdecydowanie zbyt rzadko, podopieczni trenera Smółki skorygowali swoje wąskie ustawienie. Wsparcie dla Zbozienia i Marciniaka odpowiednio zapewniali Bohdanow i Nalepa. Odrywając się od środka pola mieli za zadanie zmaksymalizować szansę odbioru na flankach, które były najbardziej newralgicznym punktem zespołu.

Na tym etapie budowy podział obowiązków u środkowych pomocników nie jest jeszcze aż tak wyraźny. Nalepa w pierwszej części spotkania zanotował dużo niedokładnych podań po udanych odbiorach, wymiennie z Bohdanowem schodził niżej wspomagając linię obrony w momencie wprowadzenia piłki. Natomiast ustawiony skrajnie na boku Cvijanović nie realizował zadań typowych dla skrzydłowego – dość łatwo można go było wyłączyć z gry. W takiej formacji nie do końca miał możliwość oderwania się od pozycji bez konsekwencji. Po przerwie zastąpił go Danielak, któremu kilkakrotnie udało się pograć w bocznym sektorze z Janotą, by zakończyć akcję udanym dośrodkowaniem.

Wreszcie, klaruje się silna pozycja Zarandii w drużynie. Gruzin zdecydowanie nabrał pewności siebie i w dużej mierze dzięki temu stanowił motor napędowy ofensywy. Starał się wychodzić do podania bezpośrednio po odbiorze, nie stronił od pojedynków 1 na 1.

Zbiorowość a indywidualności

Trener Smółka buduje ekipę opartą na kolektywie, ale nie boi się dać szczególnych zadań pojedynczym zawodnikom. Jedno ma wynikać z drugiego. Ciasne ustawienie w środku pola pomaga w uwalnianiu m.in. Zarandii i przechodzeniu z wąskiej formacji w znacznie szerszą.

Nie brakuje prostych środków, które były bardzo charakterystyczne w zeszłym sezonie. Szkoleniowiec stawia na stałe fragmenty gry i jasne schematy, bez większego kombinowania (mimo kilku prób rozegrania w trójkącie na flance). Rzuty z autu na wysokości pola karnego są bardzo często skierowane na wbiegającego Marciniaka, rośnie rola wolnych. Poza tym prostota wybija się na pierwszy plan w schematach rozegrania. Bohdanow szuka długich podań otwierających z centralnego sektora w kierunku bocznych obrońców, dość dobrze na tym etapie wygląda wyjście na obieg.

Różni się także reakcja na stracone bramki. Arkowcy nie chcą się cofać,  zależy im na jak najszybszym odrobieniu strat. To, w połączeniu z ciężką pracą nad wieloma niedoróbkami, może stanowić znak rozpoznawczy „nowej” Arki.

Więcej o: