Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Grzegorz Piechna: Lettieri? Wszyscy myśleli, że przychodzi nieudacznik

3 : 0
Informacje
LOTTO Ekstraklasa 2017/18 - 15. kolejka
Piątek 03.11.2017 godzina 18:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Korona Kielce
1
2
3
Śląsk Wrocław
0
0
0
Składy i szczegóły
Korona Kielce
Bramki: Cvijanović (25. - karny, 72.), Kaczarawa (67.) Kartki: Cebula - żółta Skład: Gostomski, Kosakiewicz, Rymaniak, Kovacević, Kallaste, Cvijanovic, Żubrowski, Możdżeń, Cebula (Jukić, 68.), Soriano (Kiełb, 62.), Kaczarawa (Diaw, 76.).
Śląsk Wrocław
Skład: Wrąbel, Pich (Madej, 68.), Pawelec, Celeban, Cotra, Kosecki, Srnić (Pałaszewski, 76.), Chrapek, Vacek, Piech (Tarasovs, 46.), Robak.
- Najbardziej się wkurzał, że mamy niepoleczone zęby. Za każdy ząb wlepiał tysiąc złotych kary. Tak samo jak ktoś przytył - za każdy kilogram płaciło się tysiąc złotych - mówi Grzegorz Piechna, wspominając, jak swoje porządki w Koronie Kielce wprowadzał trener Ryszard Wieczorek. Czy kontrowersyjny Gino Lettieri jest na drodze do osiągnięcia z tym klubem jeszcze lepszych wyników?

Łukasz Jachimiak: W piątek 3:0 ze Śląskiem, w poniedziałek 5:0 z Lechią w Gdańsku - co ta Korona wyprawia?

Grzegorz Piechna: Dobrze gra, nie? Byłem na meczu ze Śląskiem i muszę powiedzieć, że naprawdę nieźle się to ogląda. I kondycyjnie, i taktycznie zespół wygląda bardzo dobrze.

Jak chyba wszyscy żałował Pan, że po poprzednim sezonie klub zrezygnował z Macieja Bartoszka, pod wodzą którego drużyna skończyła rozgrywki na piątym miejscu. Czy to już odpowiednia pora, żeby stwierdzić, że Gino Lettieri nieźle sobie radzi jako następny trener?

- Trzeba tak powiedzieć, bo za trenera Bartoszka drużynę się chwaliło za to, że walczy i mówiło się, że Korona to charakter, a teraz zespół lepiej się prezentuje piłkarsko, piłeczka chodzi chłopakom od nogi do nogi. Dwóch takich meczów zagranych na zero z tyłu i z aż ośmioma zdobytymi bramkami to ja nie pamiętam. Te spotkania musiały przekonać do nowego trenera.

Pan też latem zastanawiał się co to za człowiek jest ściągany do Kielc?

- Wszyscy myśleli, że przychodzi nieudacznik. Człowiek z niemieckiej trzeciej ligi, bez nazwiska, tak naprawdę bez poważnej pracy trenerskiej w ostatnim czasie nagle przyszedł do naszej ligi. Dobrze, ona nie jest najmocniejsza, ale to ekstraklasa, nasz najwyższy poziom. Czyli to normalne, że nikt nie wierzył, że Lettieri się sprawdzi. A teraz trzeba docenić jego pracę, powiedzieć, że ona wygląda bardzo dobrze. Ale zobaczymy, co będzie dalej.

Czyli słysząc, że Włoch, który nie ma wielkich dokonaniach trenerskich, a dodatkowo ma przeciw sobie szatnię, spodziewał się Pan, że Korona będzie kandydatem do spadku?

- Każdy tak myślał. Nie było żadnych wielkich wzmocnień, żadnych znanych nazwisk, do tego przyszedł trener, którego nikt nie znał i od razu zrażał ludzi do siebie. To wyglądało źle. Ale okazuje się, że Lettieri jednak poukładał te klocki. Szkoda tylko, że mało Polaków u niego gra. Chociaż kibice z Kielc nie mają na co narzekać, bo przecież praktycznie w każdym klubie jest to samo. A w Koronie taki Jakub Żubrowski rządzi w środku pola, bardzo dobrze chłopak wygląda, jest i mocny fizycznie, i technikę widać, że ma, wszystkie akcje idą przez niego. Albo Maciek Gostomski - w bramce daje mnóstwo spokoju, do tego gra w nowoczesny sposób, jak ostatni obrońca. Jak z tymi naszymi zawodnikami zestawimy takich piłkarzy jak Nika Kaczarawa, który radzi sobie coraz lepiej w polu karnym i bardzo dobrze gra tyłem, to tworzy się naprawdę dobrze zestawiony zespół. Widać, że Lettieri ma już swoich liderów, wygląda na to, że zawodnicy za nim poszli.

Miał Pan takich trenerów, którzy rządami twardej ręki zjednywali sobie zespół?

- Gieorgij Jarcew w Torpedo rozstawiał nas po kątach. Musieliśmy tańczyć tak, jak on zagrał. Kiedy tylko ktoś nie dawał rady i chciał zrobić o jedno powtórzenie mniej w jakimś ćwiczeniu, to on kazał zrobić jeszcze dwa dodatkowe. Jak widział, że nie dajemy radę, to nigdy nie odpuścił, tylko jeszcze przykręcał śrubę. Generalnie z trenerami da się dogadać, można dać znać, że czasem trzeba trochę wyhamować, ale z nim się nie dało. A takich zasad jak ta o zakazie chodzenia w klapkach, z którą latem był problem w Kielcach, Jarcew miał jeszcze więcej niż Lettieri.

Na przykład?

- U niego trzeba było chodzić w jednakowych ubraniach. Musieliśmy się umawiać z chłopakami, jaki kolor zakładamy danego dnia, bo nie mogło być tak, że jeden przyjdzie w czerwonej, a drugi w czarnej koszulce. W klapkach też nie wolno było chodzić. Jak zobaczył coś, co mu się nie podoba, to zawracał ze stołówki i jeszcze wlepiał kary.

Dużo Pan płacił?

- Nic nie płaciłem, bo trzymałem się z chłopakami, którzy mówili jak się trzeba ubierać, dokładnie przekazywali, czego on chce. Myśmy na niego patrzyli jak na dziwaka, pewnie też dlatego, że wielkich wyników nie robił. A to jest tak, że jak drużyna gra, to za dziwactwa, za kontrowersje trenera się chwali, mówi się, że ma swoje zasady, że wprowadza dyscyplinę. Gorzej, jak przestaje iść.

Myśli Pan, że Lettieri może wrócić do takiego punktu, w jakim był latem?

- Nie ma się co jeszcze do niego przywiązywać. Zobaczymy, co będzie na wiosnę. Dla Korony na razie tyle dobrego, że po właśnie kończącej się rundzie jesiennej już za chwilę zacznie się granie wiosny późną jesienią i zimą. Drużyna jest w formie, niech nazbiera teraz jak najwięcej punktów, bo później różnie może być. Utrzymanie już jest pewne, teraz trzeba grać o miejsce w górnej "ósemce" i prawda jest taka, że to też można sobie wygrać praktycznie już w tym roku. Niech Korona robi punkty i niech gra coraz lepiej, to może w końcu zacznie wypełniać stadion.

Mecz ze Śląskiem oglądało z trybun tylko trochę ponad osiem tysięcy widzów. Mimo pory - piątek godzina 18 - to chyba jednak słaba frekwencja jak na fajnie grający zespół, który dopiero co rozbił na wyjeździe Lechię?

- Nie wiem na co ci ludzie czekają. Że Korona będzie grała o mistrza? Piątek godzina 18 to już jest praktycznie weekendowy czas, jak ktoś chce, to zdąży po pracy przyjechać na stadion. Za czasów mojej gry w Koronie na trybunach był full.

To może jeszcze ta Korona nie gra jak tamta z Panem w składzie?

- Też tak myślę, jeszcze jej trochę brakuje, ha, ha.

W sezonie 2005/2006 Korona jako beniaminek skończyła sezon na piątym miejscu, a Pan został królem strzelców. Ryszard Wieczorek był chyba wtedy dla Kielc jeszcze większym bohaterem niż ostatnio Bartoszek?

- Oj tak, to też był charakterny trener.

Podpadł mu Pan kiedyś?

- Ja nie, ale były takie sytuacje, że niekiedy trener przychodził do mnie i mówił "idź jako kapitan i to załatw". Był surowy, karał nas.

Za co najczęściej?

- Najbardziej się wkurzał o to, że mamy niepoleczone zęby.

Aż tak baliście się dentystów?

- Niestety. Za każdy ząb wlepiał tysiąc złotych kary. Najdroższy dentysta tyle nie weźmie, więc trzeba było się zmobilizować i leczyć. To działało lepiej niż wyjaśnianie, że od chorych zębów jest najwięcej kontuzji.

I Pan jako kapitan zaglądał kolegom w zęby?

- Ha, ha, dobre. Mieliśmy dwa tygodnie na wyleczenie wszystkich zębów, a kto nie zdążył, ten płacił. Tak samo jak ktoś przytył - za każdy kilogram płaciło się tysiąc złotych.

Dostaliście dwa tygodnie i jakiś budżet na leczenie zębów?

- Bez przesady, na to musieliśmy wydać ze swoich. Z klubu pomoc była taka, że lekarz każdego sprawdził i dał rozpiskę, co kto ma do wyleczenia. Później chodziło się do dentysty, siadało w fotel, cierpiało, ale w końcu brało się pokwitowanko i nie nie trzeba było płacić.

A w jakich sprawach Wieczorek działał przez Pana? Domyślam się, że raczej nie chodziło o to, żeby Pan mówił "nie spóźniajcie się", tylko raczej "nie balujcie".

- Punktualności trener nauczył nas szybko. O umówionej godzinie zamykał szatnię i jak ktoś się spóźnił, to wchodząc płacił, zaczynając od "stówki". Ale jak ktoś za mocno zabalował, to rzeczywiście bywało, że trener przychodził do mnie, żeby nie zrobiła się za duża afera. W ten sposób dawał szansę, bo jak już on wkraczał, to robiło się bardzo nieprzyjemnie.

Więcej o: