Urban dla Sport.pl: Nikt mi nie wmówi, że jestem słaby. Teraz czas na rewolucję!

Jan Urban ryzykował wiele, rozpoczynając pracę w trapionym kolejnymi wstrząsami Śląsku Wrocław. Ale wygrał, utrzymując swój zespół w LOTTO Ekstraklasie. Teraz przed 55-latkiem rewolucja: - Może przyjść do nas dziesięciu nowych zawodników, dziesięciu może też odejść. Przed takim wyzwaniem jeszcze nie stałem - mówi w rozmowie ze Sport.pl Urban.

Sebastian Staszewski: Lubi pan Toma Cruise’a?

Jan Urban: Niezły jest, chociaż wolę chyba Morgana Freemana.

Pan jednak, podobnie jak Cruise w Mission: Impossible, miał przed sobą szaleńczą misję. Ale udało się i utrzymał pan Śląsk w LOTTO Ekstraklasie.

Łatwo nie było. Udało się, chociaż udać to się może jeden czy drugi mecz. A my mamy za sobą kilka niezłych spotkań. Najbardziej obawiałem się kontuzji i kartek. Wiedziałem, że w Śląsku mamy króciutką ławkę. Był moment, gdy Piotrek Celeban i Mariusz Pawelec byli zagrożeni pauzowaniem. Nie mieliśmy na ich miejsce żadnego zastępcy. Wypadł też Sito Riera, a wcześniej Joan Román. Oj, miałem ból głowy. Ale jakoś sobie poradziliśmy.

Jak? Gdzie znalazł pan lek na stagnację?

W tym, co robię naprawdę dobrze, czyli w atmosferze. To niesamowicie ważne w każdej drużynie. Stworzenie atmosfery przy wynikach jest łatwizną, ale stworzenie atmosfery w zespole, gdzie połowa to obcokrajowcy, a połowa za chwilę odejdzie, to dopiero wyzwanie. Ale potrzebowaliśmy ducha. Dzięki niemu chłopaki funkcjonowali jako jedność. Najpierw ciągnął to Róbert Pich, później doszedł Román, Łukasz Madej przeżył trzecią młodość…

A w odpowiednim momencie odblokował się Kamil Biliński.

Nie brakowało mi cierpliwości do tego chłopaka. Czekałem, czekałem… Kto nie strzela bramek, ma duże problemy. Rzadko zdarza się taka sytuacja jak w Termalice, gdzie skuteczność szwankuje, ale zespół osiąga sukces. Podobnie było kiedyś w Lechu Poznań. Ale wracając do Śląska, liczyłem na Bilińskiego. I Kamil wyszedł z tego sezonu z twarzą.

Odetchnął pan po meczu z Cracovią? Gdyby Śląsk spadł, mówiono by o panu jako o grabarzu wrocławian, pisano by o Urbanie, który się skończył itd.

Mogę powiedzieć, że w wielu momentach nie byłem doceniany. Z Legii zwolniono mnie, kiedy zespół był na pierwszym miejscu. Gdyby nie zwolnienie, jestem przekonany, że gralibyśmy w europejskich pucharów, których w końcu nie było. Tak samo w Lechu Poznań – gdybym doczekał do końca okna transferowego, byłoby zupełnie inaczej. Bo zespół wszedł już na odpowiednie tory. I jestem pewny, że poszłoby nam dobrze.

Zamiast tego pana pracę w Poznaniu uznaje się za klapę.

Na wiele rzeczy nie miałem wpływu. Kasper Hämäläinen odszedł od nas w styczniu, a zastąpił go kontuzjowany przez dwa miesiące Nicki Bille Nielsen. Marcin Robak nie mógł grać, bo cały sezon miał kłopoty, Dawida Kownackiego trapiły urazy – po meczu z Fiorentiną i zgrupowaniu reprezentacji U-19, Szymon Pawłowski miał rozbitą kość jarzmową, Karol Linetty złamał żebro. Kto w tym sezonie świadczył o sile Kolejorza?

Robak, Kownacki, Pawłowski.

Dokładnie tak! Lech i wtedy miał napastników, tylko byli kontuzjowani. W środowisku piłkarskim każdy wyrabia sobie opinię: pracą, wynikami, metodami. I ja mam wiele argumentów na to, że jestem dobrym trenerem. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.

Co czeka Śląsk? Dwunastu zawodnikom za chwilę wygasną kontrakty…

Zapowiada się kolejna rewolucja.

To większe wyzwanie, niż walka o utrzymanie?

Razem z Adamem Matyskiem będziemy robić swoje. Mam jeszcze rok kontraktu, więc muszę budować zespół. Właściwie to ten proces trwa od meczu z Cracovią. Szczerze mówiąc już w styczniu wiedziałem, że czeka nas gigantyczna przebudowa. Teraz umowy wygasają dwunastu zawodnikom, a pół roku temu kończyły się kolejnym dziesięciu. To nienormalne. Ale w takich kryzysowych warunkach musimy dawać sobie radę.

Nigdy jeszcze nie stał pan przed taką potrzebą roszad.

Kiedy pierwszy raz przychodziłem do Legii, dołączyło do nas siedmiu czy ośmiu nowych zawodników. Ale takiego wyzwania, jak we Wrocławiu, jeszcze nie miałem. Może się okazać, że wymienimy ponad połowę zespołu. Ale nie przejmuje mnie to. Wiesz o czym myślę? Że z tym nowym zespołem nie będziemy musieli patrzeć już w dół, na strefę spadkową. Śląsk w przyszłym sezonie pogra o coś więcej. Tak czuję. Naprawdę.

Zobacz wideo
Więcej o: