Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia - Lech. Mecz, który zadecydował o mistrzostwie? EkstraStats dla Sport.pl

Czy to spotkanie zadecydowało o mistrzostwie Polski? Na pewno nie do końca, biorąc pod uwagę pozostałe mecze między zainteresowanymi drużynami, ale obrońca tytułu po raz pierwszy pod wodzą Jacka Magiery jest liderem i ma dwa punkty przewagi nad grupą pościgową. Nie ulega też wątpliwości, że we wczorajszym meczu z Lechem to gospodarze byli drużyną lepszą, groźniejszą i zasłużenie wygraną.

Lech o pierwszej połowie chciałby pewnie jak najszybciej zapomnieć. Poznaniacy nie potrafili w zasadzie zagrozić bramce Arkadiusza Malarza, ani nawet stworzyć sobie akcji z wyraźną przewagą w tercji Legii. Gospodarze zagrali bardzo uważnie w defensywie, nie pozwalając rywalom na stworzenie przewagi liczebnej w bocznych sektorach. Legia nie angażowała zbyt wielu swoich graczy w pressing, pozwalała Lechowi popełniać błędy. Gra dwójką napastników także nie przyniosła Nenadowi Bjelicy efektu po przerwie. Zmiany Robaka za Majewskiego i Tetteha za Gajosa pozwoliły Lechowi na przejście w klasyczne 4-4-2, ale tego dnia Legia nie chciała popełnić błędu. Przez cofnięcie się gospodarzy Lech miał większą łatwość wprowadzenia piłki na połowę Legii, dalej jednak próby stworzenia czegokolwiek nie mogły skończyć się celnym strzałem.

W fazie defensywnej Legii, w ustawieniu 4-4-2, najbardziej wysunięta dwójka (Radović – Odjidja-Ofoe) naciskała na rozgrywających na własnej połowie stoperów, a boczni pomocnicy (Guilherme i Nagy) odcinali od podań bocznych obrońców. Reszta zespołu ustawiając się bezpiecznie na własnej połowie nie pozwalała na szybsze przeniesienie akcji dłuższym podaniem bez ryzyka straty. Pomoc Lecha mogła tu zrobić więcej, pokazać się do gry, postarać się wyciągnąć graczy Legii ze swoich pozycji, żeby następnie próbować stworzyć przewagę zawodnika w którymś sektorze.

 Gospodarze, zapewne mając w pamięci ostatni mecz w Poznaniu, zmienili też nieco ustawienie przy własnym wyprowadzeniu akcji. Cofający się między obrońców Moulin “wypychał” stoperów szerzej, więc za grającymi wysoko Jędrzejczykiem i Hlouškiem (pełniącymi w fazie ofensywnej rolę skrzydłowych) nie zostawało już tyle wolnego miejsca, które można by wykorzystać po przejęciu piłki.

Moulin 'wypychający' szeroko stoperów.Moulin 'wypychający' szeroko stoperów. EkstraStats

Bez Tomáša Necida atak Legii jest mobilny i mocno absorbuje defensywę rywali. Miroslav Radović może nie grać najlepszego meczu, ale przynajmniej nie stoi w miejscu, co pozwala partnerom zaskakiwać obrońców. Choć obie bramki padły po długich zagraniach za plecy (tu brawa dla podających) defensorów, to sytuacje z gry, które stwarzała Legia dobrze uwidoczniały zalety tej drużyny. Dwóch-trzech graczy atakujących przestrzeń, najczęściej pomiędzy lub za obrońcami, i rozgrywający szukający prostopadłego podania. Odjidja-Ofoe może być najlepszym piłkarzem ligi, może nim nie być, ale widać, że system gry ewidentnie mu leży, bo może w nim wykorzystać swoje największe atuty - drybling i przegląd pola. I na tym korzysta drużyna. Umiejętność utrzymania się przy piłce pod presją orientuje defensywę na niego, a aktywni bez piłki partnerzy pozwalają na wykorzystanie umiejętności.

Lech ma w tym sezonie, oprócz słabego początku, jeden mankament - nie potrafi wygrać kluczowych spotkań. Kolejna porażka z Legią, dwie z Jagiellonią sprawiają, że mimo najlepszej defensywy i ogólnie niezłej gry, tytuł mistrzowski mógł właśnie “Kolejorzowi” odjechać.