Bieżnia grawitacyjna i fale uderzeniowe. Reprezentant Polski wraca do zdrowia dzięki kosmicznym technologiom

Jarosław Jach, reprezentant Polski do lat 21, od kilku tygodni toczy walkę o powrót do zdrowia przed młodzieżowymi mistrzostwami Europy. Na nogi stawiają go supernowoczesne technologie: bieżnia antygrawitacyjna, platforma balansowania czy akustyczne fale uderzeniowe. Zajrzeliśmy za kulisy kliniki Enel-Sport, gdzie na co dzień rehabilituje się stoper Zagłębia Lubin.

978. Dokładnie tyle minut w reprezentacji Polski do lat 21 Jach rozegrał od września 2015 roku. Stoper z Dzierżoniowa był tym samym najbardziej zaufanym piłkarzem Marcina Dorny. 23-latka zaufaniem darzy nie tylko selekcjoner, ale także trener Zagłębia Lubin Piotr Stokowiec. W tym sezonie Jarek zdążył zaliczyć 1866 ligowych min. (na możliwych 1890). - Nigdy nie miałem problemów ze zdrowiem. Rzadko opuszczałem treningi, a meczów - właściwie nigdy. I nagle przytrafił się uraz z wyższej półki - mówi Jach, którego Sport.pl odwiedził w sali rehabilitacyjnej. Piłkarz spędza tam codziennie po pięć godzin. Robi wszystko, aby wrócić przed czerwcowym turniejem, który ma być dla niego trampoliną do silnego zachodniego klubu.

Dobra postawa utalentowanego zawodnika już wcześniej została dostrzeżona zarówno na Zachodzie, jak i Wschodzie. Obrońcę obserwowały kluby z Francji i Niemiec, a wicemistrz Rosji, FK Rostów, oferował za niego 2 mln euro. Ostatecznie Jach pozostał w Polsce i... nabawił się kontuzji. Piłkarz doznał urazu więzadeł stawu skokowego w meczu Arką Gdynia. Po spotkaniu okazało się, że niezbędna jest operacja. Zabiegu podjął się doktor seniorskiej reprezentacji Polski Jacek Jaroszewski. Wychowanek Lechii Dzierżoniów do zdrowia wraca w jego warszawskiej klinice. - W czwartek spotkałem się z doktorem i on twierdzi, że plan, który założyliśmy sobie, wciąż jest realny. A plan to powrót w połowie maja. Szczęście w nieszczęściu, że urazu doznałem na początku marca, a nie teraz, bo wciąż tli się płomyczek nadziei - przyznaje. Gdy pytam o postępy w rehabilitacji, mówi z uśmiechem: - Od dwóch dni chodzę o własnych siłach! Odrzuciłem kule i uczę się stawiać kroki. Trochę jak dziecko. Czuję dyskomfort, ale to normalne. Podobno za 10 dni zacznę biegać.

Mało kto wie, że wyceniany na ponad milion euro defensor przez osiem lat był... pływakiem. Specjalizował się w stylach klasycznym i dowolnym, rywalizował na dystansach sprinterskich. Może się pochwalić m.in. mistrzostwem Dolnego Śląska i dziewiątym miejscem na mistrzostwach Polski, gdzie zdeklasował swojego kolegę z podwórka, Pawła Juraszka, czyli naszego olimpijczyka z Igrzysk w Rio! - Dawne czasy. Ale tak było. Teraz jest możliwość, abym część rehabilitacji przechodził w wodzie. Doktor powiedział, że na razie muszę poczekać, bo mam bliznę pooperacyjną, która musi się zagoić. Zgoda będzie, ale za jakiś czas. Będę musiał popracować nad kondycją. Kiedyś w trakcie godzinnego treningu robiłem 200 "basenów", czyli ok. 5 km i nie czułem zmęczenia. Teraz przepłynę dwadzieścia długości i umieram - śmieje się stoper Zagłębia.

Na razie w powrocie do zdrowia pomaga mu nie woda, a najnowsze technologie. W klinice Enel-Sport do dyspozycji ma bieżnię antygrawitacyjną, platformę balansowania oraz akustyczne fale uderzeniowe. - I Marcina Komorowskiego! "Komor" czuje się tu jak w domu. Przychodzi do kliniki od samego początku jej istnienia. Niektórzy rehabilitanci nie pracują tak długo, jak on jest klientem. Jak tak dalej pójdzie, to Marcinowi postawią tu jakiś pomnik - mówi i dodaje: - Technologie rodem z kosmosu na pewno pomagają. Najfajniejsza jest bieżnia. Ustawiam sobie, że moje ciało "jest" lżejsze o 50%., niż w rzeczywistości. Dziwne, ale najważniejsze, że skuteczność takiego treningu jest dużo większa - tłumaczy z miną fachowca.

Priorytetem Jacha jest powrót do formy przed mistrzostwami Europy U-21, które za dwa miesiące rozpoczną się w Polsce. Dotychczas zawodnik Zagłębia był kluczowym piłkarzem reprezentacji prowadzonej przez selekcjonera Dornę. Opuścił zaledwie dwa mecze jego kadry - oba przegrane podczas ostatniego zgrupowania, z Włochami i Czechami. - Nie były to nasze najlepsze występy. Więc może to dobry prognostyk? Obyśmy wystrzelali się z błędów. Z drugiej strony rywale byli wysokiej klasy, z takimi nie wstyd przegrać. Wiemy, co musimy poprawić. Trzeba dążyć do takiej gry, jak w wygranym meczu z Niemcami. Zimny prysznic czasem jest potrzebny - mówi i deklaruje: - Ja wylewam siódme poty i staje na rzęsach, żeby na czerwiec być gotowym. Uda się! Przecież czeka na nas złoto mistrzostw.