Ekstraklasa w Sport.pl. Łukasz Zwoliński: Nie jesteśmy politykami, nie pompujemy balonika

Łukasz Zwoliński, napastnik Pogoni Szczecin nie trafiał do siatki rywali w dwunastu kolejnych spotkaniach, ale w końcu mu się udało i jego zespół pokonał Lecha Poznań, wygrywając pierwszy mecz w historii występów w grupie mistrzowskiej. - Wiedziałem, że w końcu trafię do siatki - mówi w rozmowie z Sport.pl.

Jacek Staszak: Jak się trenuje po zdobyciu gola?

Łukasz Zwoliński, napastnik Pogoni Szczecin: - Na razie niewiele potrenowałem, bo mieliśmy dwa dni wolnego (śmiech). Wiadomo, wszyscy są zadowoleni, że wygraliśmy z Lechem. Jakby nie patrzeć, od dwóch lat nie potrafiliśmy wygrać w grupie mistrzowskiej.

Co czuje napastnik, który nie zdobywa goli. Wkurzenie? Smutek?

- Nie. Przez ten cały czas robiłem to samo. Zostawałem po treningach, ćwiczyłem strzały. Nie obrażałem się na nikogo. Nie zaprzątałem sobie za bardzo tym głowy, bo tylko bym sobie zaszkodził, nałożył na siebie presję. Wiedziałem, że w końcu trafię do siatki.

Wyobrażałeś sobie tego gola?

- Bardziej skupiałem się na meczach, żeby dobrze podejmować decyzje, szukać miejsca, by koledzy mieli jak dograć piłkę. Rafałowi Murawskiemu się udało. Oby więcej takich dośrodkowań.

Na konferencji prasowej Czesław Michniewicz mówił, że trafiłeś na taki czas, gdy tych podań brakuje. Też to odczuwałeś?

- Tak było. Nie mieliśmy za dużo sytuacji, a trener powtarzał, że wolałby być wkurzony na mnie, gdybym zmarnował trzy stuprocentowe sytuacje niż gdybym tych sytuacji nie miał. Trenujemy, ćwiczymy schematy rozegrania akcji, utrwalamy je. Im więcej sytuacji, tym większa szansa na bramki i zwycięstwa.

Poza strzelaniem bramek musisz też dużo walczyć z obrońcami, robić miejsce innym. Bywało tak, że schodząc z boiska bez gola i tak byłeś z siebie zadowolony?

- Dokładnie, choć przecież napastnika rozlicza się z bramek. Jeśli ich nie ma, to trzeba pomagać zespołowi, choćby biorąc na siebie walkę z obrońcami. Nie przechodziłem obojętnie obok meczu. Nie mogę myśleć, że czegoś mi się nie chce, bo nie strzelam. Zresztą nie jestem typem napastnika, który liczy na magiczne dotknięcie, czeka na okazje. Zostawiam zdrowie na boisku. Wiem, że wszystko co osiągnąłem to efekt pracy, a nie talentu.

Odkąd grasz w ekstraklasie przeżyłeś dwie strony życia napastnika. Najpierw strzelałeś w niemal każdym meczu, potem był z tym problem. Rywale już wiedzą jak grasz?

- W poprzednim sezonie debiutowałem i nikt mnie nie znał. Teraz wszyscy wiedzieli, że Zwoliński jest groźny w polu karnym. Najczęściej obok mnie jest dwóch obrońców, a nie jeden. Trochę też straciłem przez kontuzję, bo nie grałem w ośmiu-dziewięciu meczach. Nie ma co się jednak usprawiedliwiać. Nie zapomniałem jak się strzela. Mam nadzieję, że przyjdą lepsze czasy i będę regularnie strzelał.

No i udowodniłeś, że nie musisz zakładać maski, by trafiać. [Zwoliński w poprzednim sezonie strzelał w pięciu kolejnych meczach, gdy nosił maskę zabezpieczającą szczękę].

- I nie muszę mieć pięciu sytuacji, by strzelić gola. Mam jedną, to muszę ją wykorzystać.

Wojciech Jagoda mówił w trakcie meczu, że ty i twój partner w ataku: Wladimer Dwaliszwili mało współpracujecie. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

- Dobrze mi się z nim gra. Pomagamy sobie, ale pamiętajmy, że to on często jest tym od czarnej roboty, przepycha się, robi miejsce. Nie gramy przeciwko sobie. Dlatego nie zgadzam się z takimi opiniami. Mamy kontakt poza boiskiem, chodzimy na obiady, dobrze pracujemy na treningach. Współpraca w końcu zaowocuje większą liczbą bramek, bo jeden nie szkodzi drugiemu. Zresztą jest nas dwóch i robi się więcej miejsca, obrońcy mają trudniej. W końcu będziemy stwarzać więcej sytuacji.

Trener po zwycięstwie powiedział o pucharach, że to "pocałunek śmierci". Jak to wygląda w szatni? Myślicie o Europie?

- Dla każdego jest to cel, ale nie jesteśmy politykami. Nie mówimy, że chcemy grać w pucharach. Trener mówi, że trzeba być skoncentrowanym na każdym kolejnym meczu. Gadanie o pucharach to pompowanie balonika. Nie dajemy się ponieść emocjom, bo wiemy, co jest naszą mocną stroną: stabilność. Cały czas jesteśmy w górze tabeli, nie mieliśmy kryzysów. Jesteśmy wciąż razem. Na tym się skupiamy.

Zobacz wideo

Sportowcy, którzy mieli za daleko do toalety. Zrobili to przed kamerami! Ronaldo, Barthez, Kasai...

Więcej o: