Ekstraklasa w Sport.pl. "Czerwona kartka dla Vacka? Nie powinno jej być!"

- Gdy Kamil Vacek dostał czerwoną kartkę, to nie był już taki sam mecz. Po dwóch golach chcieliśmy iść za ciosem. Wróciliśmy z dalekiej podróży - mówił kapitan Piasta Gliwice Radosław Murawski po remisie z Lechem Poznań (2:2). Jego zespół utrzymał drugą pozycję, tracąc trzy punkty do Legii Warszawa.

Michał Zachodny: Tym remisem w Poznaniu zyskaliście jeden punkt, czy straciliście dwa?

Radosław Murawski: - Raczej straciliśmy dwa, bo przecież przyjechaliśmy z zamiarem zgarnięcia pełnej puli. Z przebiegu spotkania mogło być różnie, zwłaszcza przez czerwoną kartkę. Wtedy to my ciągnęliśmy grę do przodu, chcieliśmy strzelić kolejnego gola. W dziesięciu także chcieliśmy stworzyć sobie sytuacje, ale wiadomo, że trzeba było grać niżej. Przeciwko takiej drużynie jak Lech musieliśmy się cofnąć i bronić własnej bramki.

Co zmieniło się w przerwie, gdy przegrywaliście 0:2?

- Powiedzieliśmy sobie kilka mocniejszych słów. Znowu wyszliśmy na mecz bez odpowiedniej koncentracji i przez to straciliśmy dwie bramki. Musieliśmy mocniej reagować, dlatego mocniej było w szatni.

Z twojej perspektywy Kamil Vacek zasłużył na czerwoną kartkę?

- Powiem tak: zasłużyliśmy sobie sami na nią, bo do takiej sytuacji doprowadziliśmy. Ale według mnie nie powinno być czerwonej kartki, ponieważ uważam, że Kamil najpierw trafił w piłkę, a dopiero potem może w przeciwnika. Sędzia upierał się, że to było wejście od tyłu, ale w piłkę. A przecież w obronie byłem jeszcze ja. Tyle odnośnie decyzji sędziego. Chwała chłopakom, że udało nam się podnieść z 0:2 i jeszcze w takich okolicznościach utrzymać remis.

Ta decyzja sędziego mogła mieć wpływ nawet na mistrzostwo Polski.

- Oczywiście, to już nie był taki sam mecz, gdy graliśmy w jedenastu. Nie mogliśmy się jeszcze bardziej odsłonić, bo mogło nas to kosztować jeszcze ten punkt, który wywalczyliśmy.

Powiedzmy wprost: dzisiaj rozegraliście jedno z najlepszych spotkań na wiosnę, wreszcie przypominaliście Piasta z jesieni. Wróciliście i jeszcze zamieszacie w wyścigu o mistrzostwo?

- Myślę, że tak. Z przebiegu spotkania naprawdę wyglądało to dobrze, może trochę mniej przed przerwą. Wtedy nasza skuteczność była zerowa, brakowało nam koncentracji. Jednak po przerwie było znacznie lepiej, każdy widział, że z minuty na minutę nabieramy pewności siebie, zyskujemy przewagę. Po dwóch golach chcieliśmy iść za ciosem.

Sam wystąpiłeś w nietypowej dla siebie roli - środkowego obrońcy, gdy Radoslav Latal zarządził zmianę ustawienia na 3-5-2. Wcześniej tę rolę przejmował kontuzjowany dziś Pietrowski, teraz ty. Jak ci się grało?

- Dziwnie. Nie nabiegałem się za dużo, w środku pola robię więcej kilometrów. Inna pozycja, zawsze to coś nowego do wykorzystania w przyszłości! Częściej musiałem walczyć w powietrzu, odpowiednio przesuwać się wszerz boiska. Nicki Bille Nielsen oraz Dawid Kownacki to dobrzy napastnicy.

Masz pod szyją sporą szramę...

- To efekt walki z Karolem Linettym!

Porażka mogła skomplikować sytuację w walce nie tyle o mistrzostwo Polski, ale nawet o europejskie puchary.

- Dlatego wróciliśmy z dalekiej podróży. W Poznaniu nie jest łatwo wygrać, a co dopiero zremisować przy wyniku 0:2. Z tyłu głowy mam dawne wyniki, gdy takie mecze kończyły się naszymi porażkami 0:4. Dlatego, gdy straciliśmy drugiego gola pomyślałem sobie, że nie ma możliwości, byśmy do tego dopuścili. A nam udało się podnieść, przeszkodziliśmy Lechowi w wygranej.

Legia mistrzem? Na to wskazuje matematyka... Co z Górnikiem?

Czy Piast Gliwice włączy się do walki o mistrzostwo Polski?
Więcej o: