Lechia Gdańsk. Kto zawinił i kogo powiesili, czyli minusowy punkt-widmo

W styczniu Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN odjęła jeden punkt Lechii Gdańsk. W piątek, na dzień przed rozpoczęciem ostatniej kolejki sezonu zasadniczego, tę karę wstrzymano. O co chodzi?

Porozmawiałem z dwiema osobami, którzy tą sprawą zajmowali się od samego początku. Pierwszy dowiedział się o tym ode mnie i nazwał tę informację ciekawą i zaskakującą, ale komentować nie zamierzał. Drugi odpowiedział podobnie, więc spytałem czy wiedział, że gdańszczanie odwołali się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu przy PKOl. Odpowiedź: nie. Zatem być może tylko Lechia i PKOl nie są zaskoczone piątkową decyzją trybunału. Cała reszta środowiska piłkarskiego - jak najbardziej.

Sprawa Lechii zaczęła się w grudniu zeszłego roku. Wtedy komisja PZPN wzięła dokładniej pod lupę finanse nie tylko gdańskiego klubu, ale też Wisły Kraków i Ruchu Chorzów. Wszystko przez nowy podręcznik licencyjny, zgodnie z którym kluby raporty finansowe składają nie jak dotychczas raz, ale dwa razy do roku. Jeśli ktoś będzie miał nieuregulowane zobowiązania, odejmie mu się od 1 do 10 punktów jeszcze w trakcie sezonu. Pod koniec stycznia ukarano Lechię i Ruch jednym minusowym punktem.

Gdańszczanie nie mieli wielkich zobowiązań, ale spóźnili w wypłatach dla dwóch piłkarzy i jednej raty transferowej dla jednego klubu. Zamiast spłacić wszystko do 30 listopada, Lechia zrobiła to dopiero 4 grudnia. Mogła nie mieć tego problemu, gdyby była bardziej zdyscyplinowana, a od wielu miesięcy prowadzi dość frywolną politykę finansową.

- Ktoś może powiedzieć, że Lechia spóźniła się tylko cztery dni. A ja powiem, że spóźniła się pięć miesięcy i cztery dni, bo przecież według dokumentów te zobowiązania powinny być uregulowane do 30 czerwca. Dlatego musieliśmy ukarać klub, tym bardziej, że ten przepis ma mieć z założenia walor edukacyjny - mówił wtedy Krzysztof Sachs, szef komisji licencyjnej i podkreślał, że wina klubu jest bezsporna.

Klub się odwołał, ale komisja odwoławcza (wciąż przy PZPN) skargę oddaliła.

W ostatni dzień marca Lechia odwołała się natomiast do jeszcze wyższej instancji - trybunału przy PKOl, a ten w piątek 8 kwietnia poinformował o zawieszeniu wykonania kary. Czasu na zaznajomienie się ze sprawą miał niewiele, bo ledwie osiem dni, a w dodatku decyzję ogłosił w ostatnim możliwym momencie. To też może budzić wątpliwości.

W uzasadnieniu trybunał napisał: "Nie przesądzając w żadnym razie wyniku niniejszego postępowania, wskazać należy, że Skarżący uprawdopodobnił zasadność podniesionych w Skardze zarzutów, w szczególności w zakresie dokonanej przez Komisję Odwoławczą ds. Licencji Klubowych PZPN błędnej wykładni punktu 10.11.1 ust. 2 Podręcznika Licencyjnego PZPN na sezon 2015/16 oraz wymierzenia kary rażąco niewspółmiernej do stopnia winy, co może spowodować daleko idące negatywne konsekwencje dla Skarżącego".

Wspomniany punkt podręcznika brzmi tak: "W sezonie 2015/2016 naruszenie kryterium F.09 [czyli posiadanie przeterminowanych zobowiązań do 30 czerwca - JS] będzie podlegać karze pozbawienia w bieżącym sezonie rozgrywkowym punktów w Rozgrywkach Klubowych PZPN, o której mowa w punkcie 5.4.1.3 f )."

Mówiąc krótko - komisja wymierzyła niewłaściwą karę, która może spowodować, że Lechia nie dostanie się przez to do pierwszej ósemki.

Niewykluczone, że zawieszając tę karę trybunał kierował się po pierwsze niewielką zaległą kwotą i niewielką zwłoką ponad wymagany termin. Zaraz po pierwszym wyroku komisji "Gazeta Wyborcza Trójmiasto" pisała przecież, że "Lechia nie uregulowała zobowiązań na czas, bo później niż się spodziewano wpłynęła kolejna pożyczka od właściciela klubu. Stąd wspomniana zwłoka".

Ale decyzja trybunału jest problematyczna. Głównie przez pierwsze zdanie uzasadnienia, gdzie nie przesądza się o wyniku postępowania (czyli Lechia wciąż może być winna). PKOl kierował się negatywnymi konsekwencjami wobec Lechii, ale jednocześnie sprawił, że te dotyka sześć innych zespołów ekstraklasy. Choćby Termalica Bruk-Bet Nieciecza zgodnie z piątkową decyzją traci szanse (choć bardzo niewielkie) na awans do pierwszej ósemki.

Jeśli za miesiąc okazałoby się, że komisja licencyjna miała rację, ekstraklasę czeka jeszcze większy problem.

Sam wyrok jest też dużym ciosem dla komisji, która chciała jeszcze mocniej zacisnąć pętlę wobec klubów, a nadziała się na kontrę. Nowy przepis miał przyspieszyć zrobienie z klubów roztropnych, oszczędnych organizacji. Oczywiście odejmowanie punktów w trakcie sezonu jest kontrowersyjne, ale z drugiej strony trudno o lepszy kij. Lechia znalazła się na świeczniku, bo jako jedyna szła pod prąd i prowadziła dość optymistyczną politykę finansową. Jest bogatsza od np. Wisły, natomiast w przeciwieństwie do krakowian nie zaciskała pasa.

Powstaje też pytanie, czy tę decyzję można było podjąć wcześniej, a nie na dzień przed 30. kolejką. Decyzja w sprawie pierwszego odwołania Lechii przyszła 12 dni po ogłoszeniu wyroku Komisji Licencyjnej. Gdańszczanie do trybunału PKOl odwołali się po 55 dniach, a osiem dni później ten ogłosił decyzję. Całość zajęła około dwóch i pół miesięcy. W tym czasie odbyło się osiem kolejek ligowych.

Namnożyło się też komisji i trybunałów, które w tej sprawie zabrały głos. Komisja Licencyjna, Komisja Odwoławcza (obie z PZPN) i potem Trybunał Arbitrażowy przy PKOL. A wszystko to dotyczy rozgrywek zarządzanych przez spółkę Ekstraklasa, która najmocniej odczuwa te decyzje. I która może okazać się największym przegranym całej sprawy, bo niewykluczone, że piątkowa informacja znacząco wpłynie na wiarygodność ligi.

Tekst pochodzi z bloga Jacka Staszaka.

Zobacz wideo

Ekstraklasa w Sport.pl. Kto ma największe szanse na pierwszą ósemkę? A kto na nią zasługuje?

Więcej o: