Wisła Kraków walczy o przetrwanie. Stracone złudzenia Bogusława Cupiała

Wisła zawdzięcza mu osiem tytułów mistrza Polski. Dziś hegemon ostatnich 15 lat znalazł się jednak na krawędzi spadku z ligi.

Jesienią 2003 roku Bogusław Cupiał przyjął nas w fabryce kabli w Myślenicach. Wisła była w rozkwicie, w lidze biła wszystkich, choć trener Henryk Kasperczak nie był wolny od problemów. Kłopoty znaczyły jednak zupełnie co innego niż teraz. Cupiał sugerował, że na inwestycję w futbol namówił go znajomy związany z klubem. Że nie jest mu wdzięczny, że wycofałby się, gdyby zdołał odzyskać większą część pieniędzy. Tele-Fonika nie była sponsorem, ale spółką pożyczającą pieniądze. Klub był jej winny 80 mln zł. Cupiał wiedział już, że jest tylko jedna opcja zarobienia na piłce - awans do Ligi Mistrzów.

Biznesmen uczył się piłki, a piłka jego. Wielu bogatych Polaków zainwestowało w futbol, ale żaden nie osiągnął takiego sukcesu. Bywało, że Cupiał szastał jak w kasynie, sprowadzając wszystkich najlepszych polskich piłkarzy. Ale czasem zmęczony przykręcał kurek. "Właściciel wiele lat inwestował w klub, teraz chce, by klub zaczął utrzymywać się sam" - mówił dekadę temu jeden z prezesów.

Do spełnienia marzeń brakowało niewiele. Gdy Cupiał wkraczał do Wisły, czekała na mistrzostwo dwie dekady. Za jego pieniądze zdobyła ich aż osiem, stając się w Polsce hegemonem. Była dumą naszej piłki, wyznaczała standardy, grała najpiękniej, odnosiła sukcesy w Pucharze UEFA (1/8 finału), ale nigdy nie przekroczyła granic ziemi obiecanej.

Dyskwalifikacja za nóż rzucony z trybun w pomocnika Parmy Dina Baggio odłożyła start w batalii o LM aż do 2001 r. Mistrz Polski przegrał wtedy z Barceloną 3:4 i 0:1 po golu Luisa Enrique, dzisiejszego trenera klubu z Katalonii. W 2003 r. na drodze stanął Anderlecht i tu była realna szansa na awans. Ale Wisła przystąpiła do meczów wewnętrznie rozbita. Odeszli Kosowski i Kuźba, zbuntował się Uche, kontuzji doznali Głowacki i Cantoro. Klub z Brukseli dał Wiśle i Cupiałowi lekcję pokory.

Wkrótce potem wybraliśmy się do Myślenic poznać plany człowieka numer 1 w lidze. - Da się zarobić na polskim klubie? - zapytaliśmy. - Mnie się nie udało. Za sukces uważam to, że udało się zbilansować wydatki z wpływami. Wychodzi nam to od dwóch lat. Mamy stabilny budżet, 20 mln zł rocznie - usłyszeliśmy.

Cupiał mówił, że brakiem awansu do LM jest skrajnie rozczarowany, bo przeżył je jako kibic, a jako właściciel stracił 5 mln euro. Że nie chce inwestować w nowych graczy. - W piłce jest teraz taka tendencja, by nie płacić za transfery, tylko zatrudniać piłkarzy bez kontraktów. Wisła pójdzie tą drogą - przekonywał.

Ale nie był to koniec wielkiej Wisły. Choć w 2004 r. w kwalifikacjach trafiła na Real Madryt. Rok później los był łaskawszy, wskazał na Panathinaikos i Wisła wreszcie wygrała 3:1 w pierwszym meczu. W rewanżu drużyna Jerzego Engela odpadła jednak po dogrywce. Oprócz najlepszych polskich piłkarzy Cupiał dawał szansę wszystkim wyróżniającym się rodzimym trenerom. Franciszkowi Smudzie, który wprowadził do LM Widzew, Kasperczakowi, który odnosił sukcesy za granicą, i Engelowi, który poprowadził kadrę na MŚ w Korei i Japonii. Bez efektu.

W 2008 r. Wisła znów odbiła się od ściany. Trafiła w eliminacjach LM na Barcelonę Pepa Guardioli. 12 miesięcy później nadzieje były wielkie - UEFA zmieniła reguły kwalifikacji, na czym zespoły ze Wschodu miały zyskać. Wiśle przytrafiła się jednak jedyna kompromitacja w batalii o LM - porażka z estońską Levadią. Ale Cupiał nie odpuścił. Postawił na projekt brawurowy. Zatrudnił holenderskiego trenera Roberta Maaskanta i piłkarzy z zagranicy, którzy mieli zrealizować upragniony cel.

W 2011 r. w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Wisła trafiła na APOEL Nikozja i na dwie minuty przed końcem rewanżu była w raju. Gol dla Cypryjczyków to zmienił, potem APOEL został rewelacją rozgrywek, docierając do ćwierćfinału, gdzie pobił go Real José Mourinho.

Wtedy Cupiał ostatecznie odpuścił. Wisła zaczęła się staczać, ostatnio jedynym pomysłem właściciela jest napędzanie karuzeli trenerskiej. Po głowie Smudy spadły głowy Kazimierza Moskala i Marcina Broniszewskiego, a Tadeusz Pawłowski zaczął wiosnę od porażki ze Śląskiem. Wisła wisi dwa punkty nad strefą spadkową.

Właściciel ma jednak poważniejsze problemy. W 2002 r. był na szóstym miejscu wśród najbogatszych Polaków, z majątkiem wycenianym na 1,7 mld zł, w 2015 spadł na 31. pozycję (984 mln). Trwa w klubie, ale czy ma jeszcze energię i pomysły? Kilka razy spekulowano, że sprzeda Wisłę, ale na odzyskanie długów szans nie ma. Nie udało się w czasach sportowego szczytu, tym bardziej nie uda się teraz. Nie ma już nawet piłkarzy, których można sprzedać. Klub przygarnął właśnie enfant terrible ekstraklasy Patryka Małeckiego - przez dwa sezony w Pogoni Szczecin zdobył jedną bramkę - którego pozbywał się wcześniej kilka razy. Szefowie Wisły zdegradowali karnie Radosława Cierzniaka, bo bramkarz podpisał kontrakt z Legią (od czerwca). I będą mu wiosną płacić za grę w rezerwach.

Na początku 2015 r. Wisła zatrudniła Roberta Gaszyńskiego, który miał znaleźć sponsorów i wprowadzić do klubu standardy korporacyjne wyniesione z Procter & Gamble. Ten w grudniu odszedł, sponsorów nie sprowadził, wspomina się go jako najdroższego prezesa w historii. Z szafy wypadają kolejne trupy. Klub przegrał proces z byłym piłkarzem Cwetanem Genkowem (o 2 mln zł), menedżerem Adamem Mandziarą (3 mln zł), trenerem Franciszkiem Smudą (ponad 1 mln zł). Komisja Licencyjna ligi zażądała wyjaśnień dotyczących spłaty zobowiązań.

Cupiał musi mieć pomysł, jeśli chce zostać w pamięci kibiców jako dobrodziej, a nie grabarz Wisły.

Klopp, Mourinho, Trapattoni Trenowali polskich piłkarzy, czy rozpoznasz kto kogo?[QUIZ]

Zobacz wideo
Więcej o: