Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Tęsknota i ciekawość Lecha Poznań

W przerwie zimowej zarząd Lecha Poznań wydostał się z kłopotów podobnie jak zespół w rundzie jesiennej. Utrzymał presję kibiców i teraz ci z niecierpliwością czekają na start wiosny.

Lech takich dwóch miesięcy odpoczynku od meczów potrzebował jak kania dżdżu. Od początku lipca co trzy dni musiał wybiegać na boisko. Rozegrał aż 38 spotkań, a tydzień przerwy między kolejnymi zawodami był ewenementem. Nie było czasu na odpoczynek od wiecznych podróży, co w pierwszej części rundy napędziło pikowanie formy mistrza Polski. W drugiej, po przyjściu Jana Urbana i polityce rotacji, było trampoliną do odbicia się od dna.

Zima nie była jednak w Poznaniu czasem spokoju. Drużyna wykonała z nawiązką zadanie, które postawiono jej w październiku - wydostała się nie tylko ze strefy spadkowej, ale też z dolnej ósemki.

Charakterystyczna dla mistrza Polski presja z piłkarzy przeszła na zarząd. Podium tabeli po dzieleniu punktów może być przecież w zasięgu ręki, więc wystarczy tylko wzmocnić skład i sezon da się zakończyć z medalem.

Zarząd na tę presję zareagował z początku tak, że w Poznaniu łapano się z głowę. Gdy Legia Warszawa ściągnęła kluczowego zawodnika Lecha, któremu skończył się kontrakt - Kaspera Hamalainena - "Kolejorz" tego samego dnia podpisał umowę z anonimowym dla większości kibiców Hiszpanem Sisim.

Później tłumaczący politykę klubu w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej Poznań" wiceprezes ds. sportowych Piotr Rutkowski stwierdził, że Lech tak potrzebnego napastnika za wszelką cenę ściągać nie musi. Są granice, nic na siłę. Jeszcze większe niedowierzanie przyszło, gdy rada nadzorcza oświadczyła, że pod presją mediów i kibiców klub nie będzie prowadzić "awanturniczej polityki transferowej". Powód wobec ambicji Lecha ocierał się o absurd - by nie podzielić losów Widzewa Łódź i Polonii Warszawa.

Z tego dołka Lech, podobnie jak drużyna w rundzie jesiennej, się wydostał. Zimowe okienko transferowe, choć skromne ilościowo, to przyniosło istotne zmiany w kadrze zespołu. Z mistrzowskiej jedenastki odeszło trzech zawodników - oprócz Hamalainena, byli to Maciej Gostomski i Barry Douglas.

Zdaniem Rutkowskiego to jednak zmiany tylko istotne symbolicznie, bo już w trakcie rundy jesiennej kadra zespołu się rozwinęła. Burić na dobre wygryzł z bramki Gostomskiego, a Douglas pod koniec roku nie był już podstawowym lewym obrońcą. Zastąpił go Tamas Kadar. Odejścia mistrzów to konsekwencja zmian, a nie ich przyczyna.

Poza Sisim do Lecha przyszedł Czarnogórzec Vladimir Volkov (ma zająć miejsce Douglasa), a także napastnik Nicki Bille, który na razie wygląda na zawodnika do Lecha wręcz stworzonego.

Przez całą jesień widać było w poznańskim zespole dziurę po Zaurze Sadajewie, czeczeńskim napastniku, którego wpływ na zespół widać było nie w bramkach (bo dorobek był skromny), ale w harówce w ataku i obronie dla całego zespołu. Dzięki temu robiło się miejsce dla ofensywnych piłkarzy.

Kapitan Lecha Łukasz Trałka porównał Billego właśnie do Sadajewa, zarówno pod względem stylu gry, jak i charakteru. Duńczyk nie wygląda na typowego Skandynawa. Przeciwnie, aż kipi od emocji. Na konferencji prasowej pytany o życie pod presją podnosił głos, mocno gestykulował, rozszerzał oczy. Jeszcze bardziej przekonująco brzmiała dzięki temu jego odpowiedź: Tak, ten stan Bille wręcz uwielbia.

Po zaspokojeniu potrzeb kadrowych ciekawość zastąpiła trwogę w oczekiwaniu na start ligowej wiosny. A pytania są. Już jesienią było wiadomo, że styl gry zespołu się zmieni. Jan Urban nie ukrywał, że jego pomysł na wydźwignięcie Lecha z dna tabeli - defensywa, kontratak i rotacja - jest przejściowy. Docelowo zespół ma grać bardziej ofensywnie, wymieniać więcej podań, dominować nad rywalem.

Tak ma być już od meczu z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza, ale to nie jedyna zmiana w taktyce Lecha. Drużyna od początku przygotowań ćwiczy bowiem też ustawienie z trójką środkowych obrońców. Po to, by płynnie zmieniać system gry nawet w trakcie meczu.

Efektów ciekawi są sami zawodnicy. - Stęskniłem się za emocjami ligowymi - przyznał Trałka, który pod koniec jesieni szczerze mówił, że zespołowi przyda się długa przerwa. - Znowu chce się grać, patrzeć na wyniki innych zespołów - dodał.

Zobacz wideo

Najbogatsi polscy sportowcy [RANKING]

Więcej o: