Jerzy Dudek: Stawiam na króla Piasta

Piast zaczął sezon według swojego planu i pewnie o pozycji na szczycie nawet nie śnił. Wyniosły go kłopoty faworytów. Legii, która trwoniła siły na rozwiązywanie wewnętrznych problemów, aż trzeba było zmienić trenera. Lech otarł się o dno, Wisła się do niego zbliża, aspirująca do miana nowej siły Lechia wciąż jest pod kreską. To panorama dla Piasta idealna - mówi były reprezentant Polski, Jerzy Dudek.

DARIUSZ WOŁOWSKI: Hämäläinen, Borysiuk, Jędrzejczyk, Hloušek - zimą Legia wzmacniała kadrę, by na stulecie klubu za wszelką cenę sięgnąć po tytuł mistrza Polski. Dla lidera z Gliwic sukcesem jest utrzymanie tej drużyny, która grała jesienią.

JERZY DUDEK: Nie jest niczym nowym ani szokującym, że to kluby o innym rozmiarze budżetu. Dlatego inaczej wydają pieniądze. Futbol dostarcza jednak dość przykładów, że między potencjałem ekonomicznym i sportowym nie zawsze można postawić znak równości.

Entuzjazm, świadomość własnych ograniczeń to atuty biedniejszych klubów, które przy odpowiedniej klasie piłkarzy i trenera można przekuć w sukces. Piast gra odważnie, ofensywnie, z pomysłem, co buduje jego poczucie własnej wartości. W Gliwicach nikt nie mówi o tytule, nie snuje planów, nie opowiada, jak cudownie będzie odbierać puchar za mistrzostwo, ucierając nosa Lechowi i Legii. Przeciwnie: patrzą na najbliższy mecz, bez presji, że musimy.

Piast mistrzem być nie musi, on nim być może. Musi Legia, co stawia ją pod presją, ale to klub, w którym presja wysokich oczekiwań jest codziennością. Jak zniosą ją piłkarze? Jak zniesie trener Czerczesow? Pamiętajmy, że Legia i Lech to kluby, w których fani w zdecydowanie największym stopniu wpływają na drużynę. Graczom Piasta ich kibice już są wdzięczni. Piłkarze Legii muszą się w łaski swoich fanów wkupić. A kibice w Warszawie i Poznaniu są wymagający: dla nich drugie miejsce to porażka. I obwinią o to piłkarzy.

Transfer Kaspra Hämäläinena z Lecha do Legii wzburzył kibiców w obu klubach. Piłkarz postawił się pod presją. Sprosta?

- To był najlepszy gracz Lecha. Porównałbym go do Brazylijczyka Kaki, z którym grałem w Realu, oczywiście są piłkarzami z innej półki, ale podobnymi w sposobie gry i poruszania się po boisku. Fin był uwielbiany w Poznaniu, wyróżniany, co dawało mu olbrzymi komfort. W Legii nie wiadomo nawet, czy będzie miał pewne miejsce w podstawowym składzie. Zobaczymy, jak na to zareaguje. Jeśli da radę, to na pewno Legię wzmocni. Ale jeśli coś nie zagra, szczególnie na początku, to sytuacja się skomplikuje. I wtedy wszyscy powiedzą, że Legia działa jak Bayern w Bundeslidze, czyli nie tyle kupuje piłkarzy, żeby się wzmocnić, ile żeby osłabić konkurencję.

Jan Urban zastał Lecha drewnianego, na dnie tabeli. Teraz Lech jest już co prawda murowany, ale wspiąć się z 16. miejsca na szóste jest łatwiej niż z szóstego na szczyt. A ambicje w Poznaniu są nie mniejsze niż w Warszawie.

- Urban przychodził, gdy drużyna sięgnęła dna. Przekonał piłkarzy do swoich racji, bo jest dobrze wykształconym trenerem, otaczającym się profesjonalistami. Potrafi rozmawiać z ludźmi, dogadać się, nie przypadkiem radził sobie w Legii. Oczywiście aspiracje Lecha rosną, dziś sięgają awansu do europejskich pucharów, a może przyjdzie czas na coś więcej. Lech atakuje szczyt tabeli i wciąż ma do tego odpowiednie środki. Ale finisz będzie wymagał dodatkowego kopa. Przekonamy się, czy drużyna z Poznania ma jeszcze rezerwy.

Na czym właściwie polega fenomen Piasta?

- Na profesjonalnym myśleniu, zatrudnieniu dobrego trenera i piłkarzy, którzy mogą aspirować do gry w reprezentacjach swoich krajów. Jeszcze jakiś czas temu klubu z Gliwic na takich piłkarzy nie było stać. Piast zaczął sezon według swojego planu i pewnie o pozycji na szczycie nawet nie śnił. Wyniosły go kłopoty faworytów. Legii, która trwoniła siły na rozwiązywanie wewnętrznych problemów, aż trzeba było zmienić trenera. Lech otarł się o dno, Wisła się do niego zbliża, aspirująca do miana nowej siły Lechia wciąż jest pod kreską. To panorama dla Piasta idealna. W takim klubie trener jest alfą i omegą, nie ma miejsca na konflikty wewnętrzne, wszyscy - od kibiców po prezesa - idą w jedną stronę. Piast mógłby mieć kłopot, gdyby ogłosił: "Idziemy na mistrza", i sam się postawił pod ścianą. Ale w Gliwicach nikt tego nie chce.

Jak długo Piast wytrwa na czele?

- Myślę, że Leicester ma większe szanse na mistrzostwo Anglii niż zespół z Gliwic na tytuł w Polsce. Wszystko przez formułę rozgrywek, u nas po 30 kolejkach punkty zostaną podzielone na pół i najbardziej straci na tym najlepsza drużyna. Ale i tak postawiłbym pieniądze na tytuł dla Piasta, choćbym miał na tym stracić.

Klub z Gliwic dodaje polskiej lidze emocji, kolorytu. Jest pozytywnym przykładem dla innych, obnaża słabości wielkich i pewnych siebie. Kibice lubią historie o Kopciuszku. Ci obrzydliwi bogacze szastający kasą bez opamiętania, ze swoimi rozkapryszonymi trenerami i zdemoralizowanymi gwiazdami dostają lekcję pokory. Tak jak Anglicy trzymają kciuki, żeby Leicester utarł nosa bogaczom, tak Polacy kibicują Piastowi.

Nie mamy jednak pewności, czy Piast może być trzecią siłą w ekstraklasie na dłużej. Zimą zatrzymał najlepszych piłkarzy, bo też oni sami czują, że jest do zrobienia coś fajnego. Ale po sezonie? Najlepsi pewnie wyjadą, bo ekstraklasa to wciąż miejsce tranzytowe w drodze do lepszej piłki.

Wisła zaczyna batalię o utrzymanie?

- A może nawet o przetrwanie. Sytuacja klubu jest fatalna. Wydaje mi się, że prezes Bogusław Cupiał powinien się zastanowić, czy nie doszedł do ściany. Z zadłużonego klubu włożonych w niego pieniędzy i tak już nie odzyska. Szkoda Wisły. Gdyby spadła z ligi, straciłby na tym nie tylko Kraków, ale cała ekstraklasa.

Artur Jędrzejczyk wrócił do Legii z Krasnodaru, bo marzy o Euro 2016. To samo Ariel Borysiuk, który wrócił do Warszawy z Lechii. O mistrzostwach Europy marzą też młodzi Bartosz Kapustka i Karol Linetty, a kibice już widzą w nich przyszłych Lewandowskich.

- Euro 2016 to dla polskiej piłki kapitalna sprawa, okno na świat. Nawet bardziej potrzebne Kapustce i Linetty'emu niż Lewandowskiemu i Krychowiakowi. Wiadomo, że szkielet drużyny Adam Nawałka stworzył z graczy z klubów zagranicznych, ale jest kilka miejsc do obsadzenia, co sprawia, że gracze z ekstraklasy marzą. I Nawałka umiejętnie te marzenia w nich podsyca. Jędrzejczyk wie, że niełatwo się przebijać z dalekiego Krasnodaru, wyjazdy na Wschód nigdy nie służyły polskim piłkarzom, zwłaszcza tym aspirującym do kadry. Grając na miejscu, Artur będzie miał więcej atutów, ale uwaga - powroty do ekstraklasy wcale nie są łatwe dla naszych piłkarzy. Zwykle nie umieli się w niej odnaleźć.

Najbogatsi polscy sportowcy [RANKING]

Zobacz wideo
Więcej o: