Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Kazimierz Moskal: W piłce nożnej wszystko jest kruche

- Nigdy nie wątpiłem w to, że dobra gra w piłkę, to taka, z której można się cieszyć. Od początku tak myślałem, nawet kiedy byłem piłkarzem, to było moim głównym celem - mówi w rozmowie ze Sport.pl Kazimierz Moskal, trener Wisły Kraków.

Jacek Staszak: Cztery lata temu zastąpił pan Roberta Maaskanta na stanowisku trenera Wisły. Wraca pan myślami do tego czasu?

Kazimierz Moskal: Te wspomnienia wracają, ale nie ma co żyć historią. Jest inny czas, a ja mam inne problemy i inne wyzwania.

Pan też jest inny?

- Zdecydowanie.

W czym?

- Jestem starszy, mam nadzieję, że mądrzejszy. Nabrałem doświadczenia, inaczej trochę podchodzę do zawodu trenera.

Mariusz Rumak powiedział, że każdemu trenerowi potrzeba jest pracy w I lidze, żeby zmierzyć się z innymi problemami.

- Powiem więcej: szkoleniowcom potrzeba, by przeszli przez kolejne szczeble pracy. Po skończeniu kariery zostałem asystentem w Wiśle u trenera Wernera Liczki, a dopiero potem został trenerem młodzieży. Praca z młodymi wiele mi dała. Trzeba improwizować, bo trudno wymagać od młodzieży, żeby przychodziła na każdy trening. Czasem zdarzały się takie dni, że nie wiadomo było jak do końca zaplanować, ilu będzie na treningu. To potem pomaga w pracy na wyższym szczeblu, bo nabiera się samodzielności i chłodnego spojrzenia. Warto zacząć z młodzieżą, zetknąć się z problemami, które tam są, a później piąć się w górę.

Praca piłkarza jest łatwiejsza od tej trenera?

- Zdecydowanie tak. Piłkarz skupia się tylko na sobie. Ma być na czas, zrobić, co trzeba na treningu, na meczu co przekaże mu trener i wywiązać się z tego jak najlepiej. Oczywiście poza tym musi dbać o to jak zjeść jak wypocząć, to jest wkalkulowane. Trener nie dość, że musi myśleć o wszystkich piłkarzach, to jeszcze wybiegać w przyszłość, nie można się skupić tylko na najbliższym meczu, ale analizować wszystko krok do przodu.

Piłkarze zdają sobie sprawę z tego, jaki stres towarzyszy zawodowi trenera?

- Czasem nie, sam sobie z tego nie zdawałem sprawy. To naturalne, dopiero wraz z doświadczeniem, wiekiem zauważa się pewne rzeczy. Wtedy piłkarze mówią, że gdyby mieli takie spojrzenie na piłkę jak mają obecnie na początku kariery, to inaczej pokierowaliby swoim losem. Nie ja pierwszy i nie ostatni, który tego doświadcza. Każde pokolenie musi przez to przejść. Dorosłe dzieci orientują się, że rady rodziców i upominanie nie były na złość. To była troska.

Praca trenera jest jak spacer po linie?

- Myślę, że tak.

Zastanawia się pan czasem nad tym czy w piłce wszystko jest tak kruche i zależne od malutkich rzeczy?

- To, że piłka jest niesprawiedliwa, to wiem doskonale. Znam to całe nasze środowisko i jestem przekonany, że to wszystko jest właśnie kruche.

W którym momencie pan wiedział, że zostanie trenerem?

- Nie miałem wątpliwości, że chciałem zostać przy piłce. Moment nie zależał tylko ode mnie, bo gdyby nie dostał propozycji z Wisły w 2005 roku, to pewnie dalej kopałbym piłkę na niższych szczeblach mimo 38 lat. Kiedy jednak przyszły wszystkie procesy związane z licencjami, to wydawało mi się niemożliwe, żeby dostać licencję PRO. Te przepisy dotyczące przyjęcia do szkoły tak się zmieniały... Kilka razy pisałem podania o przyjęcie, które pozostawały bez odpowiedzi. Nie wyobrażałem sobie też, że się ruszę z Krakowa. Gdy dostałem szansę poprowadzenia seniorów Wisły, to dostałem się w końcu na kurs. Powiedziałem wtedy, że odejdę z Wisły jak mnie wyrzucą. Tak też się stało i musiałem posłuchać rad innych, by, jak każdy trener, samemu wziąć tę łódkę i żeglować.

Kiedy ukuł pan swoją filozofię gry? Za młodu był pan ofensywnym piłkarzem.

- A pod koniec grałem już nawet w obronie. Przez całą karierę zwiedziłem wszystkie pozycje poza bramkarzem, więc mam spojrzenie z każdej strony. Ale wspólne jest jedno - po to się trenuje, żeby to sprzedać w meczu. Jeśli to ma też sprawiać radość, to trzeba grać do przodu. Nie mówię tego dlatego, że dziwię się zespołom, które przyjeżdżają i się w taki sposób bronią. To ich styl, ale czasem się zastanawiam, co takim drużynom mówić na treningach, jak ich da się uczyć. Nigdy nie wątpiłem w to, że dobra gra w piłkę, to taka, z której można się cieszyć. Od początku tak myślałem, nawet kiedy byłem piłkarzem, to było moim głównym celem.

Często mówi pan, że taka gra ma dawać radość kibicom. Ale chyba chodzi też o to, by piłkarze byli zadowoleni.

- Wszyscy jesteśmy zadowoleni wtedy, kiedy kontrolujemy sytuację na boisku, tworzymy sytuacje i strzelamy. Piłkarz, który wychodzi na boisko musi być pełen wigoru, chęci i przekonania, że to mu sprawia przyjemność i chce to robić. Pewnie zdarzają się tacy jak Benoit Assou-Ekotto z Tottenhamu, który piłkę traktuje jako zwykły zawód i w ogóle się nią nie interesuje. Większość piłkarzy jednak gra z pasji - nikt ich nie zmuszał i nikt za karę piłkarzem nie jest. Jeśli jest to ich przyjemność, to muszą to jakoś pokazywać.

Komu piłka w Wiśle sprawia największą radość?

- Chciałbym powiedzieć, że wszystkim. Wiem, czasami zdarzają się mecze, gdzie tego trudno się doszukać, różne rzeczy mają na to wpływ. Wiadomo, że u kogoś bliżej końca kariery trudno doszukiwać się tyle entuzjazmu, co u młodego. Chyba najbardziej u tych najmłodszych widać największą chęć i energię do gry w piłkę. Zawsze będę wspominał moment, gdy pewnego dnia zabrakło mi na zbiórce trzech chłopców. Jechaliśmy busem spod stadionu Wisły do Skotnik, wszystko wynajęte na określony czas, więc musieliśmy jechać bez nich. Dojechaliśmy, a oni tam już byli. Przebrani i chętni do pracy. Zrobili wszystko, by dotrzeć na trening.

W seniorskiej piłce widział pan taką wdzięczność?

- Inaczej - nie mam sygnałów, że komuś coś się nie podoba, że się przejadło czy ktoś jest znudzony. Realizujemy plan, ale zmieniamy bodźce treningowe, żeby uniknąć monotonii. To jak z obiadem - jeśli codziennie będzie schabowy, to po jakimś czasie będziemy już nim wymiotowali.

Macie problem ze skutecznością. Można nad tym pracować przez cały tydzień, ale wtedy się traci resztę atutów?

- Zawsze brakuje nam czasu. W piłce nożnej nie da się zrobić wszystkiego, trener po każdym meczu nigdy nie może być do końca zadowolony. Gdybyśmy zajęli się się tylko skutecznością, to po pierwsze stracilibyśmy całą resztę zadań, a po drugie wcale nie ma pewności, że będziemy zawsze trafiać do siatki. Nawet jeśli coś robimy dobrze, to nie można o tym zapominać i liczyć, że to pozostanie na zawsze. Wszystko powoli umyka, dlatego wciąż trzeba wracać na treningach do poszczególnych rzeczy.

Po ilu meczach w tym sezonie był pan naprawdę z zadowolony?

- Jeśli chodzi o samą grę, to po wielu, ale po żadnym tak do końca. W wielu meczach podobało mi się to, co widziałem, ale trzeba było sięgnąć po trzy punkty. Tego nam dziś brakuje.

Jak bardzo pana odbiór zaraz po meczu różnił się od późniejszych analiz?

- Czasem zdarza się, że bezpośrednio z boiska wydaje mi się, że wszystko szło bardzo dobrze, a potem oglądam i już tak dobrze nie wygląda. Natomiast jeśli spotkanie wygląda tak słabo jak z Zagłębiem Lubin...

...powiedział pan, że chce pan jak najszybciej o tym meczu zapomnieć.

- Potem obejrzałem ten mecz jeszcze raz i nie wyglądało to tak źle. Nawet w tym najlepiej rozegranym meczu są takie fazy, że coś robiliśmy nie tak, ale mieliśmy szczęście i przeciwnik tego nie wykorzystywał. Wtedy nie mieliśmy kontroli.

Wisła w tym sezonie przoduje w wielu statystykach. Wygrane pojedynki, podania w pole karne...

- Rozmawialiśmy na ten temat w sztabie. Nie przywiązuję wielkiej wagi do statystyk, czasem o tym dyskutujemy, ale ważniejszy jest niedosyt, że nie mamy kilku punktów więcej.

Może ten rozstrzał między imponującymi statystykami a wynikami wynika z tego, że Wisła jest zbyt niecierpliwa pod bramką? Może to problem mentalny?

- Jesteśmy cierpliwi, nawet gdy goni czas, a jest 0-0, to chcemy grać swoje. Niektórzy nam zarzucają, że zbyt spokojni wtedy jesteśmy. Ale to dobrze, unikamy wtedy długich bezsensownych piłek. To jest jakiś sposób, środek do celu, ale liczy się wtedy przypadek, łut szczęścia.

Duże ilości naraz sponsorów. Te kluby przesadziły na koszulkach [ZOBACZ]

Więcej o: