Ekstraklasa w Sport.pl. Czym w lidze zajmuje się rozgrywający?

Niemal każda drużyna w ekstraklasie wystawia regularnie "dziesiątkę" - pomocnika odpowiedzialnego głównie za rozegranie pod polem karnym rywala. W teorii: najczęściej asystującego. Ale w zdecydowanej większości zespołów za podawanie biorą się inni - skrzydłowi bądź boczni obrońcy. - Najczęściej ta dziesiątka to drugi napastnik, musi mieć dobry strzał - mówi Jacek Zieliński, trener Cracovii

Choć większość rozgrywających nie nosi już koszulek z tym magicznym numerem (bo teraz sami sobie te numery wybierają), to wymaga się od nich wciąż tego samego, co od zawodników, którzy przez lata nosili numer 10 na plecach - błyskotliwych, zaskakujących, zwłaszcza prostopadłym podaniem i dryblingiem. W Polsce obraz lekko leniwego, ale niesamowicie inteligentnego zawodnika pielęgnował przez półtora roku Semir Stilić. Zawodnik Wisły Kraków w 52 meczach zdobył 16 bramek, a przy 17 golach kolegów asystował.

- To w Lechu Poznań i Wiśle Kraków był typowy playmaker, zwalniany z obowiązków defensywnych. Grą do przodu nadrabiał z dużym marginesem to, co poluzowano mu w obronie. To zawodnik starej szkoły, ma dobre podanie, kręcił się w środku pola - opowiada Jacek Zieliński, trener Cracovii.

Sam Zieliński piłkarzy o charakterystyce typowej "dziesiątki" w drużynie ma co najmniej trzech - Mateusza Cetnarskiego, Bartosza Kapustkę i Marcina Budzińskiego. Regularnie wystawia tych dwóch pierwszych, trzeci doskakuje z ławki rezerwowych. Ten najmłodszy został wypchnięty na skrzydło, bo w typowym dla polskiej ekstraklasy ustawieniu 4-2-3-1 (w ostatniej kolejce użyło go 13 z 16 drużyn) miejsce dla "dziesiątki" jest tylko jedno - to w środku.

Paradoksalnie, jeśli chodzi o liczby, to właśnie skrzydłowy (fałszywy, jak dopowiada trener Zieliński) Kapustka ma statystyki, z którym miłośnicy "mózgów" byliby dumni. Zdobył tylko dwie bramki, asystował zaś przy aż ośmiu (najczęściej w lidze). Playmaker bardziej typowy niż Stilić. Cetnarski jest lepszym strzelcem - trafił sześciokrotnie, podawał cztery razy. Jeśli chodzi o asysty wśród graczy występujących w środku boiska, na pozycji numer dziesięć, jest to drugi wynik w lidze. Pierwszy - ex aequo - zajmują Tomasz Nowak i Konstantin Vassiljev. Mają po pięć asyst.

W pierwszej dziesiątce najlepszych asystentów ligi znajdziemy jeszcze tylko jednego ofensywnego pomocnika - Patryka Lipskiego z Ruchu Chorzów. Podobnie jak Cetnarski, napastnikom podawał czterokrotnie. Oprócz nich w czołówce jest trzech skrzydłowych, dwóch bocznych obrońców (w tym Patrik Mraz z Piasta z sześcioma asystami) i jeden napastnik (Nemanja Nikolić). Następnym zawodnikiem grającym tuż za wysuniętym snajperem jest dopiero 29. na liście Maciej Jankowski z Wisły Kraków, który woli o sobie mówić per "cofnięty napastnik".

Dziesiątka najlepszym asystentem w klubie jest tylko w czterech przypadkach, czyli mówiąc krótko: tylko w czterech klubach jest tym zawodnikiem, jakim być powinna - głównym rozgrywającym. - W większości ustawień to drugi napastnik. Musi być dobry technicznie, mieć dobre uderzenie - opowiada Zieliński. A Andrzej Gomołysek, analityk InStat dopowiada, że dziesiątką może być też rozgrywający, który przede wszystkim ma cofać się po piłkę. On siłą rzeczy ani asyst, ani bramek notować nie będzie.

- W Polsce gramy trochę jak Anglicy. Większość drużyn w ekstraklasie ma wysokiego napastnika, dziesiątkę za jego plecami i dwóch skrzydłowych, którzy się zmieniają stronami. Oni odpowiadają za zdobywanie bramek, ale tam taktyki jest niewiele, trzeba zdawać się na intuicję, przyzwyczajenia - opowiada Mateusz Szczepaniak z Podbeskidzia Bielsko-Biała.

Jeśli przyzwyczajenia danego zawodnika wyjaśniają jego dorobek w klasyfikacji kanadyjskiej, to u Szczepaniaka widać to jak na dłoni. On piłkarsko wychowywał się jako napastnik i to też widać w jego statystykach. Zdobył w lidze pięć bramek, nie zanotował żadnej asysty. Sam o sobie mówi bardziej jako o snajperze niż rozgrywającym.

Kłopot z rozszyfrowaniem intuicji jest już jednak w przypadku Macieja Gajosa z Lecha Poznań. On, pomocnik z krwi i kości, do bramki przeciwnika trafił siedmiokrotnie, a asystował ledwie raz. Jego ostatnie trzy bramki - wbiegał w pole karne, by wykończyć akcję całego zespołu - wyjaśniałyby, że najlepiej czuje się szukając wolnych stref w obronie rywala. Dla siebie, nie dla kolegów z zespołu. Podobnie jak robił to w poprzednim sezonie inny lechita - Kasper Hamalainen.

Lech to zespół, który z wyjątkiem kilku meczów w tym sezonie, przede wszystkim atakuje, a więc jego rywal przeważnie się broni. Betonuje środek boiska, więc trzeba szukać miejsca z boków boiska. Obrona się rozciąga, więc pojawiają się, gdzieniegdzie, wolne strefy. W te wbiega teraz Gajos, tak jak rok temu robił to Fin. Podobnie w Podbeskidziu tym przede wszystkim zajmuje się Szczepaniak.

- Często jest tak, że atakuje się tą stroną, gdzie jest bardziej ofensywnie usposobiony boczny obrońca. Wtedy rzuca się mu piłkę za plecy, reszta defensywy musi się przesunąć. Wówczas można wbiec w pole karne i wykończyć akcję - twierdzi napastnik bielskiego zespołu.

To schemat powszechny w ekstraklasie. A jeśli słowa Szczepaniaka wyjaśniają rzeczywistość - czyli o tym czy zawodnik więcej strzela niż podaje decyduje jego intuicja - to w ekstraklasie mamy niedobór rozgrywających z nadpodażą w Cracovii, która utrzymuje najwięcej "dziesiątek". Pewnie dlatego jej mecze ogląda się najciekawiej.

Statystyki za Ekstrastats.pl

Najbardziej wstydliwe boiskowe "klopsy" [WIDEO]

Czy ekstraklasa cierpi niedobór rozgrywających?
Więcej o: