Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Wisła Kraków - największy paradoks ligi

Wisła Kraków nie zdobyła bramki w żadnym z ostatnich trzech meczów u siebie. - Gramy, gramy, zostawiliśmy wiele zdrowia, a nie widać tego w tabeli - mówi trener Kazimierz Moskal. Kryzys? Niekoniecznie, statystyki pokazują, że krakowianie są jednym z lepszych zespołów w lidze.

Nowy Sport.pl wkrótce! [SPRAWDŹ]

Gdy po kilku meczach tego sezonu zaczęło się mówić, że z krakowskim zespołem może pożegnać się trener Kazimierz Moskal (bo nie wygrywa), niemal cała piłkarska Polska pukała się w głowę. Tak, Wisła nie punktuje regularnie, lecz gra futbol ciekawy, ofensywny, techniczny. Poza tym drużyna targana takimi problemami finansowymi nie może liczyć na nic więcej. To nie te czasy, gdy uporczywe remisowanie byłoby uznane za skandaliczną formę.

Sytuacja od tamtych sierpniowych tygodni zmieniła się nieznacznie - krakowianie zanotowali dwa znakomite rezultaty (wygrana w Bielsku-Białej 6:0, w Białymstoku 4:1), ale do lidera tracą coraz więcej punktów. Wciąż jednak zwolnienie Moskala to rzecz wymykająca się logice.

Wisła powinna wygrywać częściej, to prawda. Najbardziej frustrujący jest problem meczów u siebie - przy Reymonta ostatni raz krakowianie bramkę zdobyli pod koniec sierpnia, gdy do Krakowa przyjechał Śląsk Wrocław. Jeden z dziennikarzy zauważył natomiast, że ostatnim zawodnikiem który przy Reymonta trafił do siatki był kibic, który zagrał w meczu gwiazd.

Trzem ostatnim rywalom - Termalice, Koronie i Ruchowi - wystarczyło zaparkować autobus, by do domu wrócić z jednym punktem. Wiśle takie serie już się zdarzały, i to całkiem niedawno. Ostatni raz półtora roku temu - drużyna Franciszka Smudy przegrała trzy mecze z rzędu po 0:1. Wcześniej, na przełomie 2011 i 2012 roku, krakowianie nie zdobyli bramki w czterech kolejnych meczach. Połowę z nich przegrali.

Teraz krakowianie przegrywają rzadko - tylko dwa razy i to ani razu u siebie. Tracą też mało bramek. Tak powszechnie chwalona za defensywę Korona Kielce straciła tylko jednego gola mniej od Wisły, a więc jedenaście. Co jednak w tym porównaniu najistotniejsze, to drastyczna różnica w stylu gry obydwu zespołów. Kielczanie to zespół, który opiera się na solidnej, dobrze zorganizowanej defensywie. Posiadania piłki raczej nie ma niż ma, nie rzuca też olbrzymiej liczby zawodników do przodu. Marcin Brosz zleca piłkarzom jak największe skąpstwo w ofensywie.

Wisła gra ofensywnie, chce mieć jak najdłużej piłkę. Jej piłkarze zatem muszą rozrzucić się po całym boisku, a do ataku włączają się nawet środkowi obrońcy - tworzyć przewagę trzeba w każdej strefie. To sprawia, że krakowian łatwo byłoby skarcić kontratakiem. Niewielu zespołom to jednak wychodzi. Zresztą, wiślacy rzadko dają okazję rywalom do kontry - tracą najmniej piłek w lidze, tylko 92 razy w trakcie meczu. Ligowa średnia to 97. Podopieczni Moskala często też odzyskują piłkę na połowie rywala - 11 razy w trakcie meczu. To drugi wynik w lidze. A więc nie dość, że Wisłę nie tylko rzadko ktoś kontruje, to jeszcze trudno taki kontratak zakończyć choćby strzałem.

"Sterylne posiadanie" - tak Arsene Wenger nazwał grę swojej drużyny, gdy dostrzegł że ta choć miała duże posiadanie piłki, to było to sztuką dla sztuki. Nie służyło do zdobywania bramek. Łatwo o taki zarzut wobec zespołów, które goli szukają w ataku pozycyjnym, ale ich nie zdobywają. Wypisz, wymaluj - Wisła - która w każdym kolejnym meczu dominuje nad rywalem, ale nie potrafi przekuć tego na wynik.

Krakowianie robią jednak wiele, by tej łatki nie mieć. Po pierwsze, wygrywają najwięcej pojedynków w lidze (54 proc.), głównie dzięki świetnej skuteczności w ataku. Przed rokiem Wisła w tej kategorii byli na ósmym miejscu. Po drugie, są najskuteczniejsi jeśli chodzi o podania tworzące sytuacje - aż 10 z 18 z nich jest celnych. Są też drudzy w liczbie takich podań - pierwsza Legia ma ich 21, trzecia Cracovia - 15. Po trzecie, oddają najwięcej celnych strzałów w trakcie meczu - sześć. Po czwarte, są drudzy w ekstraklasie jeśli chodzi o podania w pole karne - 38, a 17 z nich jest celnych.

A mimo tego, że zespół funkcjonuje bez zarzutu, bramki padają tylko seriami i tylko w pojedynczych meczach.

Trenerzy powtarzają, że skupienie się na defensywie i kontratakach jest łatwe. O wiele łatwiejsze, niż nauczenie drużyny gry w ataku pozycyjnym. Wówczas trzeba zadbać o najmniejsze szczegóły, bo jeden źle postawiony krok może zakończyć się utratą bramki. A w ataku też nie można się lenić, bo będzie to tylko woda na młyn dla głęboko ustawionego rywala.

Krakowianie grają tak jak trenują. Skupiają się na każdym aspekcie gry, bo muszą dojść do perfekcji. Ale czas jest ograniczony, więc i treningowa kołdra bywa za krótka. Żeby grać świetnie w obronie i umieć rozgrywać akcje w ataku pozycyjnym, trzeba poświęcić na to czas, który można spędzić na szlifowaniu skuteczności. Gdyby jednak skupić się tylko na tym ostatnim aspekcie, zaczęłyby się problemy w każdym innym. I cała gra by się posypała.

Wisła jest zakładnikiem stylu gry, który narzucił jej Kazimierz Moskal. Kłopot w tym, że krakowianie z taką kadrą w żadnym innym grać nie potrafią.

Statystyk dostarczył InStat

Gdyby koszulki NBA były strojami piłkarskimi [PROJEKTY]

Zobacz wideo
Więcej o: