Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Szacunek dla Słoni!

Jasne, Legia zostawiała Niecieczy sporo miejsca. Jasne, Legia nie grała nawet na 50 proc. swoich możliwości, ale zanim zajmiemy się grillowaniem wicemistrza, w pierwszej kolejności po starciu Legia - Nieciecza (1:1) trzeba docenić beniaminka - pisze na blogu "Pierwsze skurcze" Przemysław Zych, dziennikarz "Gazety Wyborczej" i Sport.pl.

Zespół Piotra Mandrysza pokazał przy Łazienkowskiej, że polski piłkarz nie musi gubić piłki ani źle ją przyjmować. Nie musi poprawiać sobie jej cztery razy, zanim poda koledze. Nie musi podawać nie w tempo, za mocno, za plecy. Zawodnicy z podkrakowskiej wsi pokazali, że w DNA polskiego piłkarza nie jest zapisana niedokładność i panika, gdy piłka wpadnie pod nogi. Zaglądam do składu Niecieczy: Jarecki, Stano, Babiarz. I nie dowierzam.

Nie wiem, kiedy ostatnio widziałem w Warszawie tak spokojny występ całego zespołu. Nie pamiętam, kiedy przy Łazienkowskiej oglądanie rywala sprawiało mi tyle przyjemności. Nieciecza rozgrywała akcje od swojego pola karnego. Kpiła sobie z obecności napastników Legii. Posuwała piłkę leciutko po murawie, między krążącymi między nimi najpierw napastnikami, potem pomocnikami i w końcu obrońcami wicemistrza kraju. I zdobyła się na wykreowanie najładniejszej akcji meczu, tej z ok. 35. minuty, którą Nieciecza rozpoczęła od swojej bramki. Za pomocą kilkunastu podań przeniosła się pod bramkę Legii i oddała strzał.

Gdy w drugiej połowie beniaminek na chwilę dawał się wciągnąć w szarpaninę z Legią, trener Mandrysz pokazywał, aby piłkę sprowadzać do dołu. I zamiast bronić wyniku, na ostatnie 10 minut wpuścił dwóch napastników.

Szacunek dla Słoni!

Dla kogo oni grają. Owieczkin, były narzeczony Kirilenko, zaręczył się z modelką [ZDJĘCIA]

Czy Legia Warszawa zostanie mistrzem Polski?
Więcej o: