Brylancik, sprzedam brylancik [PO WŁAŚCIWEJ STRONIE BŁOŃ]

Zastanawiamy się zupełnie poważnie: jak to możliwe, że Radosław Cierzniak, który został ściągnięty za pięć dwunasta, nagle ot, tak zatrzymuje mistrza Polski? A taki Erik Jendriszek, którego CV nie budziło najmniejszych wątpliwości, podobnego meczu jeszcze nie rozegrał?

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.plTransfery - temat rzeka. Zdarzało się, że polskie kluby traktowały je jak grę w ruletkę - albo wypadnie czarne, albo czerwone. Może piłkarz będzie dobry, a może nie. Może czasem udawało się wyłowić diamencik, ale tylko czasami.

- Trenerze, takiego zawodnika to pan w życiu nie widział. Brylancik! - przekonują menedżerowie i potrafią wydzwaniać do klubów po kilka razy dziennie. Później przygotowują gloryfikujące CV, filmiki (czasami zawodnicy biegają w nich na podkręconym tempie) i trzymają kciuki, że może się uda. Kandydaci do gry w Wiśle przyjeżdżali bez butów, inni na decyzję czekali na stacji benzynowej. W Cracovii swego czasu sprowadzano tabuny piłkarzy na testy, z których i tak niewiele wynikało.

Ostatnimi czasy transfery w Polsce niby przeprowadzane są w bardziej profesjonalny sposób, ale ostatnie mecze krakowskich drużyn dały nam do myślenia. Może czasem wnikliwe analizy są warte tyle samo co łut szczęścia?

20 testów lub 3 dni

Wyobraźmy sobie, że ściągnięcie Radosława Cierzniaka mogło wyglądać tak:

- Dyrektorze, najpierw Miśkiewicz, a teraz Buchalik złapał kontuzję. Zostaliśmy bez bramkarza! - odebrał telefon od jednego z trenerów dyrektor sportowy Wisły. Zdzisław Kapka miał niewiele czasu na działanie, wykręcił numer do kilku znajomych menedżerów, aż w końcu usłyszał "Cierzniak". Nazwisko - coś mówi. Rzut oka w statystyki - nie jest źle, rozegrał trzy ostatnie pełne sezony. Cena? Do wzięcia za darmo. Oglądamy ostatnie mecze, ściągamy menedżera na negocjacje i podpisujemy umowę. Nie ma czasu do stracenia, w końcu za kilka dni startuje liga.

Nie było miesięcy analizowania, raportów, latania na mecze, długich rozmów z zaprzyjaźnionymi ludźmi, którzy na co dzień śledzą danego zawodnika. Jesteśmy w potrzebie, ściągamy Cierzniaka. Kiedyś Maciej Skorża miesiącami sprawdzał bramkarzy i żaden z ok. 20 kandydatów mu nie pasował. Teraz Wisła potrzebowała kogoś między słupki i ściągnęła go w dwa dni.

Nie ma co pochwalać transferów przeprowadzanych w taki sposób, ale w sobotę los trochę zakpił z dogłębnych analiz i raportów, bo Cierzniak zrobił to, czego nie potrafiło kilku bramkarzy Wisły, czyli uratował dla niej punkty. Michał Miśkiewicz może pochwalić się 16 meczami bez straconego gola, Michał Buchalik był do bólu poprawny, ale o żadnym bramkarzu Wisły nie było tak głośno po tak ważnym meczu. Buchalik i Miśkiewicz zaliczyli mecze bardzo dobre, ale nie zatrzymali mistrza Polski i nie przerwali serii ośmiu spotkań bez zwycięstwa.

Bierzemy spadki czy nie chcemy spadków?

A teraz dogłębna analiza z drugiej strony Błoń. Przyjściu Erika Jendriszka do Cracovii towarzyszyły ochy i achy. Krzysztof Pilarz wypalił nawet, że to "gracz z innego świata", a inni wychwalali wniebogłosy, zanim jeszcze Słowak zdążył dwa razy kopnąć piłkę. Może korona króla strzelców tamtejszej ekstraklasy na nikim wrażenia nie robiła, ale już występy w Bundeslidze miały świadczyć, że to nie jest piłkarz znikąd.

Trenerzy od początku bronili Jendriszka. Robert Podoliński tłumaczył, że Słowak jest po kontuzji, ale jeszcze przyjdzie jego czas. Jacek Zieliński też prosi o cierpliwość. A my czekamy i czekamy, a doczekać się nie możemy. Wiemy, że statystyki nie wszystko powiedzą o piłkarzu, ale mogą pomóc w ocenie. Jeśli więc w trzech pierwszych meczach napastnik kreowany na gwiazdę ekstraklasy (byli tacy, którzy tak o Jendriszku mówili) oddał w sumie 0 (słownie: zero) celnych strzałów, to chyba jest to już jakiś sygnał ostrzegawczy?

Dziś Cracovia szuka jeszcze jednego napastnika, a prezes Janusz Filipiak przekonuje: "Nie chcemy spadów z lig zachodnich". Czyli kogoś, kto nie będzie kolejnym Jendriszkiem?

Gdyby w tym oknie transferowym szukać zawodnika, który w Wiśle został przebadany ze wszystkich stron, a mimo to nie gra pierwszych skrzypiec, to trafiłoby na Tomasza Cywkę. Wisła nie tylko go obserwowała, ale przede wszystkim miała na testach. Pisanie, że jego transfer jest pomyłką, po zaledwie trzech kolejkach, byłoby proszeniem się o oficjalne wykpienie. Cywka z Lechem jednak usiadł na ławce, podczas gdy grał np. Rafael Crivellaro, którego przez ostatnie pół roku na żywo nikt z Wisły nie widział.

Hit a kit

Generalnie sprowadzenie dobrego piłkarza, który wpasuje się w drużynę, to równanie z kilkoma niewiadomymi. Armiche Ortegę ludzie Cracovii obserwowali tygodniami (tak przynajmniej zapewniano), a trener dziś nawet nie chce go w kadrze meczowej. Hiszpan najzwyczajniej się nie nadaje.

Ale więcej jest jednak przykładów z drugiego bieguna. Na Miroslava Covilę przy Kałuży niby czekali długo i cierpliwie, ale w rzeczywistości chyba nikt nie liczył, że Serb wszystkich rzuci na kolana. A jednak rzucił. Albo kto się spodziewał, że Sreten Sretenović sprowadzony z dalekiej Korei będzie rządził defensywą i okaże się piłkarzem nie do zastąpienia? Ogólnie przykładów transferowych strzałów w płot w Cracovii z okienka na okienko jest coraz mniej. Nawet jeśli zdarzają się niezrozumiałe wpadki, to są wyjątkiem od reguły. Kiedyś było odwrotnie.

Przykład? Po klubowych gabinetach przy Wielickiej niczym legenda opowiadana ku przestrodze mogłaby krążyć historia Dariusza Zjawińskiego. To miała być inwestycja bez ryzyka. Dojrzały napastnik, który jednak ciągle ma dużo do pokazania, który właśnie został królem strzelców I ligi i który doskonale dogaduje się z trenerem. Miał być hit, wyszło zupełnie inaczej.

Zawodnik kolejki

Rafał Boguski - za dwie bramki i zaangażowanie poparte kilkudziesięcioma metrami przejechanymi na tzw. wślizgach

Liczba kolejki

0

bramek straciła Cracovia w sześciu ostatnich meczach wyjazdowych. Wszystkie wygrała!

Cytat kolejki

"Czyż Boguski to nie gladiator?" - Kazimierz Węgrzyn, ekspert Canal+, który komentował Wisła - Lech

Więcej o: