Ekstraklasa. Co daje mistrzostwo Polski?

Mistrzostwo nie sprawia, że klub odjeżdża rywalom. Jednym z przyczyn jest stosunkowo niewielka różnica w premiowaniu. W obecnym sezonie mistrz otrzyma od ekstraklasy 2,5 mln zł bonusu, a wicemistrz 1,5 mln. Różnica jeszcze bardziej topnieje, gdy po tytule... do kasy mistrza ustawia się po premie kolejka piłkarzy. Najczęściej klubowi, który zajmuje drugie miejsce, zostają podobne pieniądze jak mistrzowi. W niedzielę o godz. 18 Lech i Legia ostatni raz w tym sezonie wyjdą na boisko. Potem w Poznaniu albo Warszawie odbędzie się feta. To, czy tytuł odmieni losy klubu, zależy także od dobrego występu w Europie. Relacja na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live.

Lech zagra przy 41 tys. kibiców, a Legia najpewniej przy kilkunastu, bo fani niespecjalnie wierzą w cud i trzeci tytuł z rzędu. Drużynie z Poznania do mistrzostwa wystarczy remis. Legia musiałaby wygrać i liczyć na porażkę Lecha z Wisłą.

Tytuł - w Wielkopolsce zwany "majstrem" - jest przedmiotem pożądania kibiców, szefów klubu i piłkarzy. Celem samym w sobie. Lech w historii zdobył ich ledwie sześć, Legia - dziesięć. Fani liczą jednak, że tytuł zapewni klubowi coś wymiernego. Czytają optymistyczne wywiady z szefami i właścicielami klubów, jak w 2004 r. kibice Wisły rozmowę z Bogusławem Cupiałem, który mówił o szturmie na Ligę Mistrzów.

Zwykle kończy się na rozczarowaniu. Klub nie odjeżdża rywalom, za sprawą mistrzostwa po kilku miesiącach wcale nie jest w dużo lepszej sytuacji. Dlaczego?

Prezes Legii Bogusław Leśnodorski po swoim pierwszym mistrzostwie przyznał, że spodziewał się więcej. Chociażby tego, że odzyskany w 2013 r. po siedmiu latach tytuł przyspieszy rozwój klubu. - Nie było żadnego efektu mistrzostwa - mówił po roku szef Legii. Frekwencja? Tak, wzrasta na chwilę, gdy drużyna zmierza po sukces. Raz albo dwa uda się wyprzedać cały stadion jak w przypadku niedzielnego spotkania udało się to Lechowi.

Jesienią 2011 r. na stadion Śląska Wrocław przychodziło nieco ponad 15 tys. Gdy wiosną drużyna maszerowała po tytuł, frekwencja wzrosła o 2,5 tys. Ale jesienią znów oglądaliśmy podobną liczbę wolnych krzesełek jak rok wcześniej. Podobnie było w Wiśle - frekwencja poszła w górę, gdy drużyna biła się o tytuł, ale w rundzie po jego zdobyciu stadion na meczach ligowych opustoszał. Frekwencja z kolei podskoczyła wiosną 2012 r., gdy udało się wykorzystać sukces w Lidze Europy, obniżyć ceny biletów i sprzedać rekordową liczbę karnetów w historii klubu - blisko 11 tys. Bo to dobry występ w Europie daje klubowi kopa. Tyle tylko, że do LE można się zakwalifikować, zajmując sezon wcześniej i pierwsze, i drugie, i trzecie oraz - jak w obecnym sezonie - czwarte miejsce. W ostatnim czasie droga do fazy grupowej LE dla mistrza Polski była poprzez eliminacje LM tylko odrobinę łatwiejsza niż dla drużyn, które wyprzedził w kraju.

- Liga daje klucz do zarobienia potencjalnie wielkich pieniędzy, ale o efekcie można mówić dopiero w przypadku dobrego występu w Europie - mówi Bogdan Basałaj, były prezes Wisły, i wylicza ledwie dwa wymierne efekty mistrzostwa. - Po tytule inaczej wyglądają rozmowy sponsorskie. Łatwiej sprzedać strefy komercyjne na stadionie. Gdy wygraliśmy ligę w 2011 r., 12 firm chciało wykupić sky boxy. Te miejsca za chwilę mogły jeszcze zdrożeć, gdybyśmy przedarli się do Ligi Mistrzów. Gdy odpadliśmy z eliminacji, wróciliśmy do rozmów z tymi firmami i tylko dwie zdecydowały się na kupno miejsc. Słowem: tytuł na pewien czas daje handicap marketingowy ze względu na wiszącą w powietrzu Ligę Mistrzów - przyznaje. Tyle że w Polsce hymn Champions League słychać jedynie na meczu ostatniej rundy eliminacji. - Na chwilę też łatwiej o wzmocnienia. Inaczej rozmawia się z utalentowanym zawodnikiem, jeśli zaraz mamy wystąpić w eliminacjach LM. Ale to chyba wszystko, co w życiu klubu zmienia tytuł - mówi Basałaj.

Mistrzostwo nie sprawia, że klub odjeżdża rywalom. Jednym z przyczyn jest stosunkowo niewielka różnica w premiowaniu. W obecnym sezonie mistrz otrzyma od ekstraklasy 2,5 mln zł bonusu, a wicemistrz 1,5 mln. Różnica jeszcze bardziej topnieje, gdy po tytule... do kasy mistrza ustawia się po premie kolejka piłkarzy. Najczęściej klubowi, który zajmuje drugie miejsce, zostają podobne pieniądze jak mistrzowi, a może nawet więcej? Gdyby teraz triumfowała Legia, musiałaby oddać piłkarzom ok. 4 mln zł. Gdy w 2011 r. Wisła musiała realizować zobowiązania kontraktowe, średnio każdy zawodnik otrzymywał 30 tys. euro. Gdy pomnożyć to razy dwadzieścia... - Dobrze by było, aby premia od ekstraklasy przynajmniej pokrywała bonusy, które otrzymują piłkarze. W polskiej lidze obowiązuje system, w którym czołowe drużyny nie otrzymują zdecydowanie więcej niż reszta. A to przecież mistrz ciągnie całą ligę, ma przed sobą wzmocnienia przed LM i powinien być doceniany - uważa Basałaj.

Lech po tytule z 2010 r. wpadł w konwulsje, przeinwestował i na dwa następne sezony wypadł z podium. Podobnie Wisła - wygrała tytuł w 2011 r. i w kolejnych czterech sezonach, licząc obecny, wypadła z trójki. Śląsk w 2012 r. wygrał, w następnym jeszcze utrzymał się na podium (trzecie miejsce), lecz w 2014 i 2015 r. nie dał rady, bo posypały się jego finanse. Legia zdobyła dwa tytuły z rzędu i teraz do końca walczy o historyczny trzeci, ale Lechowi nie odjechała. Zabrakło efektu Ligi Mistrzów.

Zobacz wideo
Kto zostanie mistrzem Polski?
Więcej o: