Masa: Piłkarska mafia? Z takiego określenia mogę się tylko pośmiać

Z prawdziwą mafią nie mieli nic wspólnego ani jeśli chodzi o sposób działania, ani o zarobki. Bo w gruncie rzeczy, to jakie oni pieniądze na tym zrobili? - mówi w "Przeglądzie Sportowym" najsłynniejszy świadek koronny Jarosław Sokołowski, pseudonim Masa.

Masa opowiada, dlaczego mafia za jego czasów nie zaangażowała się np. w ustawianie meczów piłkarskich. - Wokół piłki nożnej kręciło się zbyt dużo ludzi, także naprawdę zupełnie niechętnych nam działaczy. Oczywiście byliśmy w stanie ich wszystkich dojechać, narzucić im, że mają robić tak, a nie inaczej. Myśląc jednak biznesowo: nie warto inwestować w coś, co nie da zysków, a wymaga nakładów. Poza tym piłka nożna to jednak na tyle popularna dziedzina życia, że nasze działania bardzo szybko mogłyby znaleźć się na świeczniku. Prokuratura tylko czekała na to, żeby coś na nas uszyć, więc wysypać się z powodu piłki nożnej byłoby bezsensownym działaniem - mówi Sokołowski.

Zapytany o "Fryzjera", czyli Ryszarda F., który uchodził za szefa tzw. piłkarskiej mafii, Sokołowski powiedział: - Piłkarska mafia? Z takiego określenia mogę się tylko pośmiać. Z prawdziwą mafią nie mieli nic wspólnego ani jeśli chodzi o sposób działania, ani o zarobki. Bo w gruncie rzeczy, to jakie oni pieniądze na tym zarobili? - mówi "Masa". W wywiadzie wspomina, że na samych automatach do gier zarabiał miesięcznie milion dolarów.

Sokołowski mówi, że w latach 90. to mafia dbała o spokój na trybunach. Wspomina sytuację z jednego z koszykarskich meczów Mazowszanki Pruszków. - Gdy było trzeba, to i porządek na trybunach się zrobiło. Raz przyjechała grupa kibiców Legii ze wspomnianym "Bosmanem" [ówczesny nieformalny przywódca kibiców Legii - przyp. red.], bo chcieli podymić na naszym meczu. Wystarczyło, że wstałem, a zrobiła się taka cisza i spokój, że Janusz Wierzbowski [prezes klubu - przyp. red.] stwierdził tylko: pierwszy raz w życiu widziałem tak zdyscyplinowaną publiczność - powiedział.

- Nie twierdzę, że kibice byli nam podporządkowani, ale twierdzę, że gdybyśmy nadal istnieli, to kibolstwo pracowałoby dla nas. Stanowiliśmy siłę, która była w stanie ich okiełznać, w tej chwili takiej siły nie ma i oni funkcjonują sami sobie - dodał.

W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Sokołowski opowiada o finansowaniu koszykarskiego klubu w Pruszkowie, który w latach 90. zdobył dwa mistrzowskie tytuły, kontraktach zagranicznych gwiazd czy imprezach po zwycięstwach. Czytaj więcej w "Przeglądzie Sportowym" .

Najlepsze memy po meczu Lecha z Błękitnymi

Więcej o: