Lech i Legia przestały się wygłupiać, trenerzy na "śmieciówkach" przegrywają. Sobota w Ekstraklasie

Wielka Sobota pomieściła aż połowę spotkań 26. kolejki Ekstraklasy i trzeba przyznać, że poza meczem we Wrocławiu wielkie były zarówno urody bramek, jak i emocje czy zaskoczenia. Przebudziła się Cracovia, z zimowego letargu otrząsnęli się też najwyraźniej obaj główni rywale do mistrzowskiego tytułu. A największymi przegranymi są na razie kluby, które zatrudniły ostatnio trenerów na umowy, których w piłkarskim świecie nie można określić inaczej niż "śmieciowymi". Oto nasze podsumowanie ekstraklasowej soboty.

1. Lechia już nie minimalistyczna

W pierwszych sześciu tegorocznych meczach Lechii padł tylko jeden gol więcej niż w sobotnim starciu z Cracovią. Słynąca na wiosnę z zachowawczej, minimalistycznej gry drużyna Jerzego Brzęczka przyjechała do Krakowa z serią trzech kolejnych zwycięstw po 1:0; tym razem bramki zdobyła aż dwie, ale mimo to nie wywiozła z boiska rywala nawet punktu.

Przyczyna? O tym będzie się jeszcze pewnie mówić długo, ale wygląda na to, że przyjezdni zostali zaskoczeni i ofensywną postawą "Pasów", i ich ustawieniem. Przez 25 kolejek Robert Podoliński trwał niewzruszony przy grze trójką środkowych obrońców z dwójką "wahadłowych" pomocników, ale zespołowi szło jak po coraz większej grudzie: średnia minimalnie powyżej punktu na mecz, blamaż w Pucharze Polski, wreszcie stoczenie się tuż nad strefę spadkową. Szkoleniowiec gospodarzy wreszcie zdecydował się więc poświęcić ulubiony system i wyglądało to tak, jakby jego piłkarze mogli głęboko odetchnąć. Błyszczał m.in. młody Wdowiak (wywalczony karny, kapitalne, prostopadłe podanie a la Pirlo), dobrze odnajdywał się krytykowany we wcześniejszej fazie sezonu Rakels. Nie widać było nawet braku pauzującego, a będącego ostatnio w dobrej formie Kapustki (choć sądząc po stanie murawy, nowa kapustka mogła zostać już zasadzona - klub chyba powinien rozważyć złożenie wniosku o dopłaty bezpośrednie).

Murawa CracoviiMurawa Cracovii a

A Lechia? Przez sześć kolejek straciła jednego gola, w dodatku z rzutu karnego. Teraz dała sobie wlepić aż trzy i potwierdziła słowa trenera z konferencji pomeczowej, który sięgnął po znany frazes o piłce nożnej jako grze błędów. Jeśli trzymać by się tego stwierdzenia, lechiści do tej pory w piłkę na wiosnę nie grali. Zdobywali za to dużo punktów. Teraz muszą opracować plan B: jak nie przegrywać, gdy błędy się przytrafiają.

2. Śląsk patrzy w górę, ale leci w dół

- Kazałem drużynie patrzeć do góry - stwierdził przed spotkaniem trener Pawłowski i wydawało się, że taktykę Podbeskidzia ma rozpracowaną. Ale goście nie kwapili się tego dnia ani do piłek górnych, ani dolnych. Zagadkę senności tego spotkania rozwiązał w przerwie Marek Sokołowski. - Moglibyśmy więcej sytuacji stwarzać, ale nie jesteśmy samobójcami - stwierdził zawodnik gości.

Samobójcami nie chcieli się też okazać wrocławianie i może dlatego również postanowili nie stwarzać sytuacji; w ogóle jedyne, co im się udało tego dnia stworzyć, to były pozory meczu. W dziewiątym z kolei spotkaniu Śląsk nie zdołał odnieść zwycięstwa i jest jedyną drużyną, która w 2015 roku nie sięgnęła jeszcze po trzy punkty.

Najlepszym podsumowaniem popisał się jeden z komentatorów, oceniając jedno z boiskowych zdarzeń: - Kuriozalna sytuacja, taka niepiłkarska. Niepiłkarska - jak cały ten mecz.

3. Koniec pozoranctwa w walce o tytuł?

Swoje spotkania zgodnie wygrały dwa pierwsze zespoły. Chciałoby się powiedzieć: wreszcie. Dotąd walka o mistrzostwo wyglądała na walkę o to, by koniecznie go nie wywalczyć. Obrońca tytułu ma już na koncie siedem porażek (!), "Kolejorz" śrubuje za to rekord wyjazdowych remisów, na obcym terenie zwyciężył dopiero trzeci raz. W efekcie Legia zdobyła raptem 61% możliwych do wywalczenia punktów, Lech - 57%. Dla porównania: w poprzednich dwóch sezonach skuteczność lidera po 30 kolejkach wynosiła odpowiednio 70% i 74% .

W sobotę obaj pretendenci zaprezentowali wreszcie przyzwoity poziom. Zespół Macieja Skorży wygrał w Bełchatowie nieznacznie, ale już na boisku miał przewagę wyraźną, potwierdzoną oddaniem aż 18 strzałów, z czego 9 celnych. Również Legia nie pozwoliła na wiele Piastowi, choć dwukrotnie na pokazanie klasy szansę dostał Kuciak, który udowodnił, że umiejętnościami nadal zdecydowanie odstaje od większości ligowych kolegów po fachu.

Goście poza swoimi sytuacjami mieli też sporego pecha - pierwszą bramkę stracili po zagraniu ręką. W wywiadzie po pierwszej połowie winowajca (i jednocześnie strzelec gola) Michał Kucharczyk uderzył się w pierś. - Przyznałem, że była ręka - zaczął, ale nie został dopytany, komu się przyznał, bo na pewno nie arbitrowi. - Gdyby sędzia się uparł, mógłby to odgwizdać - dodał skrzydłowy legionistów. Ale sędzia, na szczęście dla gospodarzy, uparty tego dnia nie był.

- To na pewno boli, że nic nie wywozimy z Warszawy - podsumował ostateczne rozstrzygnięcie Kamil Wilczek. I miał rację: kończyła się Wielka Sobota, następnego dnia wszystkie galerie miały być zamknięte.

Happy end

Poza nabraniem ochoty do walki przez pretendentów do tytułu warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno: zarówno Lech, jak i Legia wygrały z zespołami, które zmieniły ostatnio trenerów. W swoim debiucie przegrał Marek Zub, zaś dla Radoslava Latala była to druga porażka w drugim meczu. Obaj szkoleniowcy podpisali kontrakty do końca sezonu - na trzymiesięcznej umowie trudno budować autorytet wśród zawodników, nie mówiąc już o długofalowej wizji rozwoju klubu. Ale jak tu mówić o wizji, skoro działacze nie uczą się nawet na historii najnowszej: Bełchatów zwolnił Kamila Kieresia, którego jeszcze niedawno wyrzucał i przyjmował do pracy w obrębie... tego samego sezonu. W Piaście podziękowano Perezowi po słabym starcie roku, jakby nie pamiętając, że na początku obecnych rozgrywek po fatalnym, znaczonym wieloma porażkami początku gliwiczanie zanotowali rewelacyjną serię zwycięstw. I rację ma Marcin Baszczyński, który żartem rzucił, że na te trzy miesiące lepiej już zatrudnić "czarodzieja czy szamana".

Bo jak tak dalej pójdzie, prezesi obu klubów będą musieli czarować kibiców tłumaczeniami, dlaczego nowy sezon zaczynają w pierwszej lidze.

Więcej o: