Wielkie porządki w ekstraklasie

- Na boisku musi być ład i organizacja - mówią trenerzy, którzy uczą swoich piłkarzy odpowiedniej postawy w defensywie. Bez tego nie będzie wyników, o czym przekonali się w Bydgoszczy i Gdańsku, gdzie po zimowej pracy nad obroną drużyny masowo punktują.

Arrigo Sacchi zobaczył, że jego piłkarze obrośli w piórka, więc wziął bramkarza, czterech obrońców - Mauro Tassottiego, Paulo Maldiniego, Alessandro Costacurtę i Franco Baresiego i kazał dziesięciu ofensywnym piłkarzom strzelić gola. Atakowały największe wtedy gwiazdy światowego futbolu, m.in. Ruud Gullit, Marco van Basten, Frank Rijkaard czy Carlo Ancelotti. Mieli kwadrans na to, żeby zdobyć bramkę, ale gdy stracili piłkę, to musieli zaczynać od własnej połowy. - Robiłem to ćwiczenie cały czas i ani razu nie strzelili. Ani razu - mówi trener.

Tę anegdotę przytoczoną przez Jonathana Wilsona w książce "Odwrócona piramida. Historia taktyki w piłce nożnej" przytacza się zwykle wtedy, gdy jakaś drużyna, skupiając się tylko na obronie ("parkowaniu autobusu"), pokonuje faworyta. - To dowód na to, że pięciu zorganizowanych piłkarzy wygra z dziesięcioma niezorganizowanymi - twierdzi Sacchi.

Organizacja jest najważniejsza

Gdy jednak coś nie wyjdzie, winę zrzuca się na wykonawców założeń, którzy nie zastosowali się do reguł, nie byli zorganizowani. W teorii, perfekcyjnie zorganizowany zespół nie straci ani jednej bramki. Nie da rywalowi nawet stworzyć sobie sytuacji.

- Dla każdego trenera organizacja gry, w szczególności w defensywie jest najważniejszą rzeczą, jeśli myśli się o skutecznej grze i zdobywaniu punktów - mówi Jerzy Brzęczek, szkoleniowiec Lechii Gdańsk, która w tym roku straciła tylko jedną bramkę i to z rzutu karnego. To daje średnią 0,17 straconego gola na mecz. Jak było w poprzedniej rundzie? 27 bramek w 19 meczach. Niemal półtorej bramki na mecz.

Jeszcze lepszy progres zanotował Zawisza Bydgoszcz. Też w sześciu meczach stracił tylko jedną bramkę, ale w średniej poprawił się aż o dwa gole na mecz! W 19 meczach w tamtym roku rywale do siatki bydgoszczan trafiali aż 42 razy.

Z testów do reprezentacji

Skąd taka nagła odmiana? Mariusz Rumak, trener bydgoskiego zespołu nie chce odsłaniać przed przeciwnikami kart i zdradzać szczegółów swojej taktyki. Fundamenty gry obronnej w swojej wizji wyłożył natomiast w magazynie "Trener". Pisał wtedy, że organizacja defensywy opiera się na umiejętnościach zawodników, skuteczności w pojedynkach, dobrej oceny sytuacji na boisku i właściwego ustawienia piłkarzy.

Punkt pierwszy to jednak wciąż jakość wykonawców gry. Rumak zaraz po przyjściu do klubu poprosił szefostwo o zakupienie piłkarzy defensywnych. Obrońcy Luka Marić i Cristian Pulhac z drużyną trenowali już wcześniej, ale do gry weszli dopiero w tej rundzie. Z kolei Iwan Majewskij, defensywny pomocnik, do klubu przyszedł w zimie. Zaczynał od testów, ale z czasem stał się jednym z lepszych piłkarzy zespołu. Trafił nawet do reprezentacji Białorusi.

Z zimowego okresu przygotowawczego Zawisza wyszedł odmieniony i stał się drużyną, która wie, kiedy należy ruszyć z pressingiem, a kiedy warto się cofnąć. Wcześniej dylematy w defensywie rozstrzygano, zostawiając rywalowi jak najwięcej miejsca. Mówiąc krótko: wróciła w końcu równowaga, bo wcześniej nacisk za bardzo kładziony był na ofensywę. Do tego na jesień trudno było zapanować nad szatnią, bo silna była grupa portugalska, którą w zimie rozbito.

Ukruszony mur tylko raz

Podobny sposób na budowę drużyny od tyłu miał Brzęczek. - Organizacja gry w obronie jest o tyle lepsza i skuteczniejsza, jeśli ma się piłkarzy na wysokim poziomie. To była pierwsza rzecz, którą musieliśmy w zimie poprawić i wzmocnienia na to pozwoliły - twierdzi trener.

Mowa tu o trzech zawodnikach: Brazylijczyku Gérsonie, Grzegorzu Wojtkowiaku i Jakubie Wawrzyniaku. Każdy z nich od razu wskoczył do pierwszej jedenastki i stworzyli z Rafałem Janickim betonowy mur, który ukruszył się tylko raz - gdy Arkadiusz Piech z GKS-u Bełchatów znalazł się sam na sam z Mateuszem Bąkiem.

Zwłaszcza transfery dwóch Polaków pomogły zespołowi. - Można ćwiczyć organizację z młodszymi, ale przez brak doświadczenia i umiejętności nie zawsze to będzie wychodzić - mówi Brzęczek. - Ci, którzy przyszli zimą, dali nam doświadczenie, umiejętności i dobry przykład. Młodzi widzą, jak trzeba pracować, bo mają przed sobą reprezentantów kraju - dodaje.

Przyjście tych piłkarzy ułatwiło trenerowi zadanie. Dzięki temu wszystkie założenia co do gry w obronie - wyczuwanie tego, co robi przeciwnik, szybka reakcja, wybór momentu do pressingu - łatwiej ćwiczyło się na treningu. Piłkarze zwykle łapali to w lot i nie trzeba było na treningach kija. - Poprawa komunikacji między zawodnikami to kwestia rozmowy, ćwiczeń, pobudzania intuicji zawodnika - zdradza szkoleniowiec.

Jak się nie zgubić?

Za plecami Zawiszy i Lechii czai się Lech Poznań, który stracił ledwie cztery bramki i dopiero dwa tygodnie temu z Legią Warszawa pierwszą z gry, nad czym ubolewał trener Maciej Skorża. Z tęsknotą w stronę poukładanych zespołów patrzy też Kazimierz Moskal, który choć wciąż mówi, że jego drużyna ma utrzymywać się przy piłce, to jednak zauważa, że nie zrobi tego, dopóki nie będzie poukładana w obronie. - Na boisku ma panować ład i porządek - mówił.

To właśnie też dzięki sumiennej grze w obronie Legia awansowała z grupy Ligi Europy. Trener Henning Berg szukał też nowinek taktycznych i tak Ivica Vrdoljak w niektórych momentach stawał się trzecim stoperem. - W obronie przechodzimy do systemu 5-2-3 - mówił kapitan warszawskiego zespołu. Wyniki Legii w grupie były niemal takie same jak Zawiszy i Lechii w lidze: w większości były to zwycięstwa 1:0.

Wniosek dla innych drużyn to zachęta do powrotu do podstaw, budowania drużyny od tyłu, zarówno w trakcie okienka transferowego, jak i już na treningu. - Defensywa wymaga dużego nakładu pracy. Drużyna, która nie powtarza gry w obronie, jest zgubiona - powiedział Pep Guardiola, trener Bayernu Monachium. Niezmienne pozostaje więc jeden warunek - trzeba ciężko pracować.

Więcej o: