Nowoczesne stadiony, a zamiast boisk klepiska. Kiedy przestaniemy oszczędzać na murawie?

W Europie ogrodnicy zmieniają kluby i korzystają z najlepszego sprzętu. W Polsce wszyscy muszą kombinować i liczy się pasja. Przygotowanie murawy do meczu to ciężka praca, która zaczyna się na długo przed pierwszym gwizdkiem na wiosnę. - Co wychodzi w zimie, nie zostało zadbane jesienią - mówią eksperci.

Setki komentarzy na Twitterze, narzekania komentatorów i piłkarzy po meczu, a potem konferencje prasowe. Temat muraw na polskich boiskach poruszany w zimie jest niemal co tydzień. Zwłaszcza wtedy, kiedy mecze u siebie grają Lechia Gdańsk i Cracovia. Te dwa kluby mają największe problemy z boiskami - piłka płata piłkarzom figle, a mecze odbiegają od widowiskowych. W ostatnim meczu Cracovia - Lech obaj trenerzy zdecydowali się na grę długimi podaniami od obrońców, więc z boiska wiało nudą.

- Poważnej piłki nie da się grać na nierównej murawie - mówi Bogusław Leśnodorski, prezes Legii Warszawa, który również narzeka na płytę boiska na stadionie swojego klubu. - Jest lepsza niż gdzie indziej, ale nie jest najlepsza - dodaje.

Stołeczny klub, żeby poprawić stan murawy, zainwestował rok temu w dwie lampy doświetlające trawę. Koszt jednej to 100 tys. euro. - Przydałyby się dwie kolejne - twierdzi Leśnodorski.

Walka o greenkeepera

To rozwiązanie bardzo często spotykane w całej Europie, choć z większym rozmachem. Na Allianz Arenie (stadionie Bayernu Monachium i TSV 1960) lampy pokrywają całą powierzchnię boiska. Do tego wciąż działają wielkie dmuchawy. - Trawa potrzebuje słońca, wody i powietrza - mówią ogrodnicy. Architektura stadionu w Monachium tego nie zapewnia, więc trzeba posiłkować się technologią.

Ludzie dbający w klubach o trawę, tzw. greenkeeperzy, to w dzisiejszej piłce osoby prawie tak samo ważne jak dyrektorzy, skauci czy specjaliści w sztabie szkoleniowym. I podobnie rozchwytywane. W 2009 roku z Arsenalu do Realu Madryt przeszedł Paul Burgess. Z kolei dwa lata temu Aston Villę na Paris Saint-Germain zamienił Jonathan Calderwood, dziś jeden z najlepszych greenkeeperów na świecie. Jego paryskie dzieło - murawa na Parc des Princes - zachwyca.

Sprzęt z marketu i rezygnowanie z pensji

W Europie na utrzymanie murawy idą miliony euro. W Polsce budżet na trawę rzadko przekracza milion złotych. Taki jest w największych klubach ekstraklasy. Greenkeeperzy muszą więc szukać tańszych rozwiązań, i je znajdują. - Mamy sprytnych pracowników, którzy kupili sprzęt w markecie ogrodniczym i sami skonstruowali lampy na nasze potrzeby. Przemieszczamy je w najbardziej newralgiczne miejsca - w pole karne, na środek boiska, do pola bramkowego - mówi Adam Burak, rzecznik prasowy spółki Stadion Wrocław. Koszt zbudowania sprzętu to ledwie dziewięć tysięcy złotych. Do tego dochodzą ceny za prąd - 5 zł za godzinę naświetlania 18 m kw. Taką informację na Twitterze zamieścił Robert Pietryszyn, prezes spółki.

Stadion we Wrocławiu potrzebuje wsparcia tylko w niektórych miejscach, bo światło zapewnia przeszklony dach, a dzięki tunelom technicznym przy każdym narożniku nad murawą wciąż wieje. Dlatego też najlepiej wygląda murawa na starych stadionach - w Chorzowie czy Szczecinie. Tam ze wszystkim, co trawie potrzebne, problemu nie ma. Najlepiej boiska mają się tam, gdzie barier żadnych nie ma, czyli np. w ośrodku treningowym Wisły Kraków w Myślenicach. Najgorsze warunki są w Poznaniu i Gdańsku, gdzie dodatkowym problemem jest też położenie na podmokłym terenie.

Żadnych problemów z boiskiem nie mają z kolei prawie 20 km na północ od PGE Areny, na stadionie Arki Gdynia. Tam murawą, wraz z pracownikami i firmą zewnętrzną, zajmuje się Daniel Czuk, jednocześnie występujący w pobliskim, trzecioligowym KS Chwaszczyno. Dzięki temu wie, czego potrzebują piłkarze, i przygotowuje jedną z najlepszych płyt w Polsce. - Bardzo sobie chwalą naszą murawę. Dają mi w podziękowaniu sprzęt, buty. To bardzo miłe - mówi greenkeeper z Gdyni.

Informacje o dobrej ręce Czuka do murawy dotarły nawet do ekstraklasy. Z powrotem napływają oferty od zawodników. Niektórzy piłkarze gotowi są nawet zrezygnować z części swojej pensji, by ogrodnik pojawił się w klubie. - Wolałem zostać - mówi.

Trzeba mieć serce

Z greenkeeperem Arki rozmawiamy w czwartkowe popołudnie. Zaraz na pierwszy trening, po przerwie zimowej na stadionie, wyjdą piłkarze pierwszej drużyny.

Tuż po treningu Czuk kosi całą trawę i pracuje do 17. Najbliższe dwa dni spędzi na stadionie, gdzie będzie pracował po 10 godzin dziennie. - Są lepsze dni. Takie, że posieję tylko trawę i mam spokój, ale po zimie tak nie ma. Trochę za późno włączyliśmy ogrzewanie, murawa nie jest jeszcze dojrzała, ale najważniejsze, że jest równo i nie ma ubytków - mówi.

Czukowi w pielęgnacji murawy pomaga sam stadion. - Były kłótnie o to, że dach jest za krótki i ludzie mokną w pierwszych rzędach. Ale dzięki temu cała murawa jest oświetlona - tłumaczy ogrodnik.

To jednak tylko środki, które służą w uzyskaniu dobrej murawy. Resztę trzeba wypracować samemu. - Na główne boisko mamy 70 tysięcy rocznie, więc muszę dobrze wybierać nawozy. Wciąż słyszę, żebym coś pokombinował - mówi Czuk i wciąż znajduje nowe preparaty, o których nikt jeszcze nie pomyślał.

Wciąż kontaktuje się z greenkeeperami z Polski, m.in. z Wisły Kraków i Legii, żeby dowiedzieć się, jak jeszcze można murawę poprawić. W kontakcie pomagają kursy i szkolenia. Teraz każdy klub już na nie wysyła ogrodnika. Jedno z pierwszych w Polsce odbyło się tuż przed Euro 2012. Pojawili się na nim najlepsi ogrodnicy z Europy. To Czukowi otworzyło oczy na nowe możliwości.

- Dziewięć lat pracuję w tym zawodzie. Dwa boiska już zepsułem, więc wiem, czego nie robić. Wiem, że co wyjdzie po zimie, to nie zostało zadbane na jesień. Do tego trzeba mieć też serce. Większość tylko odbębnia pracę i idzie do domu - mówi.

Niebawem Czuk może przekonać się o tym, jak bardzo piłkarze doceniają jego pracę. W tym roku Polski Związek Piłkarzy planuje bowiem przeprowadzenie ankiety wśród zawodników. - Będzie ona polegała na tym, że pod koniec rundy zawodnicy będą oceniać SMS-ami stan boisk, na jakich mieli okazję grać - usłyszeliśmy w PZP.

Takie ankiety piłkarze wypełniali już m.in. w Austrii i Rosji. Oceniali boiska w skali od 1 do 10. W austriackiej ekstraklasie tylko trzy stadiony na dziesięć uzyskały wynik powyżej siedmiu. W Rosji było jeszcze gorzej - połowa klubów miała wynik gorszy niż 4,5.

- Niesprzyjające warunki pogodowe czy fatalny stan murawy to czynniki, które wpływają na warunki pracy (gry). Z drugiej strony, klubom powinno zależeć na utrzymaniu dobrego stanu murawy, ponieważ zły jej stan nie sprzyja atrakcyjności i poziomowi sportowemu boiska, a bez tego elementu bardzo trudno jest pozyskać sponsorów i partnerów strategicznych - twierdzi PZP.

Jeśli ankiety związku dojdą do skutku, to piłkarze najpewniej nie zostawią suchej nitki na murawach w Gdańsku i Krakowie i kluby będą musiały pomyśleć, jak poprawić warunki dla piłkarzy. Niewykluczone, że będzie to musiało się odbyć kosztem transferów.

Polskie lekkoatletki na HME w Pradze: szybkie, zwinne i śliczne [ZDJĘCIA]

źródło: Okazje.info