Gdzie dojedzie składak Smudy?

Jeśli Wisła nie przegra w piątek z Legią w Warszawie (godz. 20.30), to przyszłość w europejskich pucharach będzie zależała wyłącznie od niej. Relacja na żywo na Sport.pl

Na razie jednak byłaby to kara, nie nagroda. - Jak szczęśliwie skończymy sezon, to nic tylko zdjąć buty i na boso do Częstochowy - mówi trener Franciszek Smuda.

Jeszcze dwa lata temu w Krakowie taką sytuację zaliczono by do czarnego humoru, ale dziś wiele się zmieniło. Wisłę toczy kryzys, ławka zapchana jest zawodnikami z trzecioligowych rezerw, a Smuda nie ma już siły lamentować. A krakowianie ciągle mają szansę na podium.

Wisła długo szła kryzysowi pod prąd. Miała świetną rundę jesienną, ale później wiosną w ośmiu meczach zdobyła zaledwie dwa punkty. Polska liga jednak nie takie rzeczy widziała i wystarczyło jedno zwycięstwo z Pogonią (5:0), by zespół znów liczył się w walce o europejskie puchary. Krakowianie zajmują czwarte miejsce i mają tyle samo punktów co trzeci Ruch, a ta pozycja daje już grę w eliminacjach Ligi Europy.

To oznacza, że jeśli Wisła nie przegra z Legią, to zwycięstwa w czterech ostatnich spotkaniach (z Ruchem, Górnikiem, Zawiszą i Lechią) dadzą jej europejskie puchary. Po świetnym meczu z Pogonią i przebudzeniu Pawła Brożka (trafił do siatki pierwszy raz w tym roku i od razu skompletował hat trick), w Wiśle liczą na mocną końcówkę rozgrywek. - Gdyby tydzień ktoś mnie zapytał: "Kto wygra: Legia czy Wisła?", to nie miałbym wątpliwości. Ale dziś sprawa już nie jest tak oczywista. Legia nadal jest faworytem, ale z wielką pewnością nie da się na nią postawić - mówi Maciej Skorża, były trener obu klubów.

Wisła przed sezonem była skazywana na trudną walkę o wejście do grupy mistrzowskiej, a pojawiały się nawet głosy, że będzie walczyła o utrzymanie. Smuda zdołał jednak poderwać zespół, wzmocnił go paroma zawodnikami po przejściach (Semir Stilić, Dariusz Dudka, Brożek) i tak zmontowany składak - to określenie Smudy - potrafił jechać całkiem szybko. Dokąd dojedzie? - Na razie nie myślę o pucharach, bo przy naszej sytuacji kadrowej wszystko jest bardzo trudne. Człowiek snuje plany, a później one wywracają się do góry nogami - mówi Smuda.

Prawda jest taka, że dziś LE jest Wiśle najmniej potrzebna. Niektórzy zawodnicy nie otrzymali pensji za marzec, klub zalega firmom zewnętrznym, oszczędności szuka gdzie popadnie (z tego powodu zawodnicy m.in. nie pojechali na kilkudniowe zgrupowanie podczas przerwy na reprezentację). Wyjazd na mecz eliminacji LE, np. do Azerbejdżanu, byłby poważnym problemem.

Największy stanowi jednak kadra. Jest w opłakanym stanie. Niedawno Smuda nie mógł znaleźć nawet 18 zawodników, a z przymusu wstawiał do składu żółtodziobów lub piłkarzy, którzy miesiącami leczyli kontuzje. Kadra krakowian jest za wąska nawet na ligę. Co prawda znajduje się w niej kilku zawodników zaliczanych do ligowej czołówki na swoich pozycjach, ale ich zmiennicy muszą się jeszcze sporo nauczyć i nie wiadomo, czy choćby zbliżają się do poziomu podstawowych graczy. W Warszawie nie zagrają Arkadiusz Głowacki i Gordan Bunoza - w obronie prawdopodobnie zastąpią ich Michał Czekaj i Michał Nalepa - ani Łukasz Garguła.

Niewiele wskazuje na to, by sytuacja miała się poprawić. Umowy kończą się ośmiu zawodnikom i pewnie większość z nich zostanie, ale o nowych Smuda na razie nie ma co marzyć. - Europejskie puchary? Z czym? - usłyszeliśmy niedawno przy Reymonta.

W tej sytuacji nadzieja w Telefonice, właścicielu klubu. Ostatnio z siedziby w Myślenicach napływały tylko pesymistyczne wieści, a jeśli problemy ma producent kabli, to Wisła staje się bezbronna, bo innej firmy, która byłaby w stanie zażegnać finansowy kryzys wśród sponsorów, nie ma.

Więcej o: