T-Mobile Ekstraklasa. Lech strzela Legii w plecy

Sensacyjny początek wiosny w T-Mobile Ekstraklasie. Legia, która łupiła rywali na rynku transferowym, przegrała z Koroną. Najgroźniejszy rywal - Lech Poznań - rozniósł Ruch i zbliżył się do warszawskiego faworyta na punkt

WYGRAJ LIGĘ RUSZA NA WIOSNĘ! SKOMPLETUJ DRUŻYNĘ I WALCZ. 10 000 W PULI ?

Wszystkie prognozy sprowadzają się do jednego: jaka będzie kolejność na podium za plecami Legii. Że po siedmiu latach warszawiacy sięgną po tytuł, mało kto wątpi. Nawet nowy prezes z Łazienkowskiej Bogusław Leśnodorski, który mniej niż trzy tytuły w pięć lat uzna za "obciach".

Pięciu nowych piłkarzy, kilka przedłużonych, wiele wyższych kontraktów, perspektywy sięgające nie miesięcy, ale lat, i to z regularnymi występami w europejskich pucharach. To wszystko ma dać Legii przewagę, jaką nad krajową konkurencją miała na początku XXI w. Wisła Kraków zbierająca regularnie mistrzostwa.

Weryfikacją miały być starcia z potęgami. Przez trzech pierwszych rywali - tułających się w ogonie tabeli, w tym Podbeskidzie i GKS Bełchatów - drużyna Jana Urbana miała przejść śpiewająco. Wysypała się już w inauguracji.

Korona, słynąca z gry ostrej, obliczonej głównie na rachowaniu kości rywala, nie tylko zdobyła 3 punkty. Dała też wskazówki innym, jak radzić sobie z warszawskim faworytem. Jeszcze w szatni trener Leszek Ojrzyński powtarzał, że mimo wielu wzmocnień najsłabszą formacją rywala jest defensywa. W sobotę złożona z dwóch reprezentacyjnych bocznych obrońców - Jakuba Wawrzyniaka i Artura Jędrzejczyka - oraz najbardziej doświadczonych stoperów ligi - Michała Żewłakowa i Inakiego Astiza.

Na fatalnym boisku legioniści radzili sobie tylko w ataku (świetnego gola po odbiorze Daniela Łukasika zdobył Jakub Kosecki). Przystępując do obrony, sprawiali wrażenie zagubionych i wolniejszych. Gol na 2:3 był tej niemocy esencją - przy asyście Jorge Salinasa rywal przebiegł nieniepokojony, dośrodkował, a tam bez reakcji i spóźnieni pozostali Żewłakow z Wawrzyniakiem.

- To nie do przyjęcia. Zdobywamy na wyjeździe dwie bramki i tracimy trzy. Z Koroną, która do tej pory strzeliła w sumie 12 goli! - grzmiał trener Urban.

Pieklił się również Leśnodorski, który nie mógł pojąć, jak można stracić trzy gole po stałych fragmentach gry. W telewizyjnych przebitkach widać było, jak klnie po kolejnych błędach, wymieniając pod nosem nazwiska obrońców.

Legia ma pięciu nowych piłkarzy, ale dwóch z nich dołączyło w ostatnich dniach przygotowań. Właśnie dlatego w Kielcach w podstawowym składzie zagrał z tej grupy jedynie Przemysław Bereszyński. Nie olśnił, podobnie jak wchodzący z rezerwy Władimir Dwaliszwili.

Kłopoty ze składem Urban ma już na starcie rundy rewanżowej, bo nie dość, że powinien wymienić słabe punkty (np. Michała Żewłakowa), to jeszcze za żółte kartki na następny mecz z GKS Bełchatów wypadają mu aż trzej zawodnicy: Wawrzyniak, Łukasik i kreujący grę Miroslav Radović.

Najgorsze dla Legii przyszło jednak w niedzielę wieczorem. Siłę zademonstrował w Chorzowie Lech, który rozniósł Ruch 4:0 (jesienią też strzelił mu cztery gole). Poznaniacy wzmocnili się zimą tylko fińskim pomocnikiem Kasperem Hämäläinenem oraz napastnikiem Łukaszem Teodorczykiem, który w dodatku zaczął jako rezerwowy. Obaj przeprowadzili jedną z bramkowych akcji.

Nie tylko Lech, ale także broniący tytułu Śląsk chce wywrócić mistrzowskie prognozy do góry nogami. Kapitan Sebastian Mila po zwycięstwie z Widzewem zapowiedział, że to jego drużyna ma najwięcej szans na zdystansowanie legionistów. Dziś Piasta podejmie Górnik, który zimą stracił Arkadiusza Milika, ale zatrzymał Prejuce'a Nakoulmę i wszystkich innych graczy z żelaznego jesiennego składu (drużyna Adama Nawałki ma niezbyt liczną, ale najstabilniejszą kadrę w ekstraklasie).

Co ciekawe, nie poddaje się również przetrzebiona Polonia. Poza Pawłem Wszołkiem odeszli wszyscy najbardziej liczący się zawodnicy (m.in. Teodorczyk, Dwaliszwili, Baszczyński, Brzyski, Cotra, Cani), a ta i tak urwała punkt zajmującej miejsce w czołówce Lechii.

W łeb biorą również przewidywania dotyczące spadku. Nieuchronną degradację wieszczy się Podbeskidziu oraz GKS-owi Bełchatów, ale ci pierwsi rozstrzelali dziurawą w obronie Jagiellonię (4:0), bełchatowianie urwali 2 punkty Wiśle.

Tak jak jesienią piłkarze rozpoczęli rundę od ostrego strzelania. W siedmiu meczach padło aż 21 goli.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.