T-Mobile Ekstraklasa. Piłkarze muszą grać więcej

- Nie da się zaplanować, by od początku do końca liga była nieprzewidywalna. W poprzednich sezonach walka o utrzymanie i tytuł trwały do ostatniej kolejki - mówi o reformie ekstraklasy Bogdan Basałaj.

Szefowie ligi przygotowali dwie propozycje reform. Obie zakładają rozegranie pełnej, 30-meczowej rundy zasadniczej.

Według pierwszej drużyny zostaną podzielone na pół - na grupę mistrzowską i spadkową - i każda z nich rozegra później po siedem dodatkowych meczów. Te wyżej sklasyfikowane - cztery u siebie, trzy na wyjeździe; sklasyfikowane niżej - odwrotnie. W drugim wariancie o mistrzostwo walczyć będzie sześć drużyn, o utrzymanie - dziesięć. Lepsi zagrają 10 dodatkowych spotkań systemem mecz - rewanż. W niższej grupie - tylko po jednym meczu z każdym z rywali, a więc dziewięć dodatkowych na zasadzie: lepsi pięć u siebie, cztery na wyjeździe.

O tym, czy reforma zostanie wprowadzona od kolejnego sezonu, zdecyduje 18 grudnia rada nadzorcza Ekstraklasy SA.

Piotr Jawor: Jak się panu podoba ten pomysł?

Bogdan Basałaj: Jest oczywiste, że najlepsze systemy to te, z których od lat korzystają najlepsze europejskie ligi. Na nich zawsze się wzorowałem i uważam, że nie ma potrzeby wymyślania polskiego systemu. Jest jednak jedno "ale": w Hiszpanii, Anglii czy Niemczech poziom jest wysoki, a rozgrywki atrakcyjne. Na tym powinno budować się frekwencję i siłę ligi. Taki powinien być strategiczny cel naszej klubowej piłki.

Nasz problem to nie system rozgrywek, lecz nie najwyższy poziom sportowy i szkolenia. Dopóki się nie podniesie, dopuszczalne jest modyfikowanie rozgrywek na pewien czas. Oczywiście pod warunkiem zgody większości, a najlepiej wszystkich klubów oraz partnerów medialnych, biznesowych i PZPN.

Zmiany oznaczają rozegranie więcej niż 30 meczów. Czy kluby, które na organizacji spotkania tracą finansowo, na to stać?

- Jeżeli chcemy porównywać się z innymi europejskimi ligami, zawodnicy powinni grać co najmniej 40-45 spotkań w sezonie. Trzeba się jednak zastanowić, czy spotkania powinny odbywać się w ramach Ekstraklasy. Kilka lat temu organizowaliśmy Puchar Ligi, dzięki któremu piłkarze grali minimum sześć meczów więcej. Problemem był prestiż - PZPN i część klubów nie chciały się zgodzić na przekazanie zwycięzcy tych rozgrywek miejsca w eliminacjach Ligi Europejskiej. Z frekwencją również nie było najlepiej. By stworzyć nowe rozgrywki, potrzeba telewizji i sponsora.

A może ligę uatrakcyjniłoby zmniejszenie jej do 10 zespołów i rozgrywanie czterech rund zamiast dwóch?

- Pewnie w taki sposób łatwiej byłoby o wyższą frekwencję, ale kto się zgodzi na taką rewolucję? To jak ze zmianą konstytucji czy ordynacji wyborczej - nie da się tego zrobić, bo kluby tracą poczucie bezpieczeństwa.

A może pomysłem jest takie ustawienie ligi, by zawodnicy zimą i latem nie mieli po dwa i pół miesiąca przerwy?

- Taka strategię przyjęliśmy kilka lat temu. Wydaje mi się, że Ekstraklasa ją realizuje. Biorąc pod uwagę komfort, jaki dają nowoczesne stadiony, strategia zakłada, by przerwa trwała mniej więcej od 10 grudnia do pierwszego tygodnia lutego. I niczego nie powinien zmieniać nagły atak zimy. Nie jestem w stanie słuchać argumentów, że powinniśmy grać w czerwcu czy w lipcu, bo wtedy jest najlepsza pogoda. To zaklinanie rzeczywistości europejskiego futbolu, do której chcemy należeć.

Przy zwiększeniu liczby meczów bardzo ważne będzie zdanie telewizji, bo koszt produkcji każdej transmisji to ok. 100 tys. zł.

- W imię zwiększenia atrakcyjności i poziomu ligi dla widzów telewizje mogą pójść ustępstwa. Trzeba pamiętać, że również sponsorzy przy większej liczbie kolejek będą częściej eksponowani, więc ich głos też będzie ważny.

Może dzięki reformie liga dłużej będzie trzymała w napięciu?

- Nie da się wszystkiego tak zaplanować, by od początku do końca liga zawsze była nieprzewidywalna. Przecież w poprzednich sezonach walka o utrzymanie i mistrzostwo trwała do ostatniej kolejki.

W takim razie jak zreorganizować ekstraklasę?

- Nie zazdroszczę prezesowi Bogusławowi Biszofowi. Przy moich doświadczeniach i biorąc pod uwagę poziom naszych rozgrywek - choć wbrew wielu opiniom uważam, że liga jest dosyć ciekawa i nieprzewidywalna - rozważałbym wprowadzenie reformy na określony czas. Trzeba się dowiedzieć, czy z innego systemu zadowoleni są np. Belgowie. Ale należy pamiętać, że przy każdej reformie będą niezadowoleni.

*Bogdan Basałaj w latach 2005-10 był dyrektorem zarządzającym Ekstraklasy SA, a w latach 2000-04 i 2010-12 prezesem Wisły Kraków

Reformy po europejsku

W najlepszych ligach Europy (włoskiej, angielskiej, hiszpańskiej) drużyny grają systemem "mecz i rewanż". W kilku państwach postawiono jednak na eksperymenty. Grecy rywalizują tak samo, ale po zakończeniu sezonu zasadniczego zespoły z miejsc 2-5 grają (mecz i rewanż każdy z każdym) o występ w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Jeszcze inaczej jest w Belgii. Tam sześć czołowych zespołów gra o mistrzostwo i miejsce w pucharach (każdy z każdym, ale zalicza im się punkty z sezonu zasadniczego). Z kolei drużyny z miejsc 7-14 dzielą się na dwie grupy, których zwycięzcy grają o awans do eliminacji Ligi Europy. Dwa ostatnie zespoły po sezonie zasadniczym grają ze sobą cztery spotkania o utrzymanie.

Szkoci w sezonie regularnym mają trzy rundy (liga liczy 12 zespołów). Po nich tabela dzielona jest na pół i zespoły grają ze sobą po jednym meczu. O końcowej kolejności decyduje suma punktów z sezonu zasadniczego i fazy grupowej.

Więcej o: