T-Mobile Ekstraklasa. Czy na pewno stać nas na reformę?

- Rewolucja w Ekstraklasie z systemem play-off i 44 kolejkami? Mam wątpliwości - komentuje doniesienia o zmianie systemu rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy Tomasz Smokowski, szef sportu w Canal+.

Najpierw przeanalizujmy, jakie są potencjalne korzyści zmian.

Można przyjąć, że polski piłkarz przez pół roku ma mniejsze szanse, by stanowić wyrównaną konkurencję dla zawodnika z innej, silniejszej ligi, który bierze udział w rozgrywkach przez osiem miesięcy. Wydłużenie rozgrywek pozwoliłoby trenerom i klubom oszczędzić na jednym okresie przygotowawczym - zamiast dwóch byłby jeden. 14 kolejek więcej to siedem dodatkowych gier na własnym stadionie dla każdego klubu. Prezesi mogą sądzić, że przyniosłoby to wzrost wpływów w tzw. dni meczowe. Wreszcie - i wydaje się to chyba dla władz Ekstraklasy najważniejsze - prezesi klubów liczą, że mając produkt składający się od tej pory nie z 240, ale z 352 spotkań, mogliby oczekiwać większych wpływów z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych.

Ale czy ilość oznacza jakość? I tu przechodzimy do zagrożeń.

Czy tak rozdęta liga stanie się ciekawsza? Czy grając aż 44 kolejki (więcej ma tylko angielska Championship!), nie zanudzimy nią kibiców? Czy przychody w dni meczowe nie będą się zmniejszać, bo ludzi przestaną interesować mecze zwłaszcza pierwszej fazy sezonu? W myśl zasady: "Co mnie obchodzi 7. kolejka, skoro jest ich do rozegrania jeszcze 37?".

Obawiam się, że liga upodobniłaby się do fazy zasadniczej sezonu NBA, gdzie przed sezonem właściwym - fazą play-off - trwa de facto "tasowanie". Mam też wrażenie, że w fazie play-off część zespołów - powiedzmy te z miejsc 6-8 w grupie "mistrzowskiej" i 9-11 w grupie "spadkowej" - byłoby już średnio zainteresowanych poważną walką o punkty, bo nie groziłby im ani spadek, ani puchary.

Teraz też tak bywa: "leniwy" środek ligi jest nieodłączną cechą wszystkich rozgrywek, więc czy jest sens wydłużać mniej atrakcyjną część sezonu w nieskończoność? Czy nie oglądalibyśmy mnóstwa spotkań podobnych do mozolnego odrabiania pańszczyzny?

Pomysłodawcy reformy liczą, że będą mieć ciekawszy produkt z większą liczbą spotkań. Tyle że 14 dodatkowych kolejek to 112 meczów. Liga powiększyłaby się niemal o jedną trzecią. Kto miałby zapłacić za pokazanie wszystkich dodatkowych spotkań, których produkcja kosztuje, proszę mi wierzyć, niemałe pieniądze?

Wiadomo: ten ciężar spadłby na telewizje.

Partner telewizyjny Ekstraklasy musiałby zapłacić podwójną cenę za taką organizację - dodatkową produkcję 112 spotkań oraz z tytułu licencji (prawdopodobnie dysponenci praw oczekiwaliby wyższych opłat). Nie dostałby jednak gwarancji, że proporcjonalnie do wydatków wzrósłby poziom rozgrywek.

Kolejna sprawa: kalendarz. Zwolennicy reorganizacji ligi upchnęli 44 kolejki we wszystkie możliwe wolne terminy. Jedna ostra zima jest w stanie zetrzeć w pył cały ligowy kalendarz i de facto uniemożliwić zakończenie sezonu. Liga musiałaby wystartować już na początku lipca. Dla piłkarzy, kibiców ma to swój urok: jest ciepło, trawa jest zielona (co dziś nie jest takie oczywiste na polskich stadionach). Dla telewizji osiem kolejek rozgrywanych w tym czasie to jednak problematyczna sprawa. Ze względu na okres urlopowy oglądalność spada. Mecze odbywające się w tym okresie nie przyniosłyby więc satysfakcjonujących zysków nie tylko telewizji, ale przede wszystkim samej Ekstraklasie.

Trzeba też pamiętać, że liga nie może skończyć się później niż w maju. To obowiązek nałożony przez UEFA. Wyjątkowe nasilenie spotkań ma miejsce właśnie wtedy, gdzie w proponowanym kalendarzu znaleziono miejsce aż na osiem kolejek. To z jednej strony pewna atrakcja - morderczy finisz rozgrywek. Czy przypadkiem jednak nie byłoby tak, że wówczas 36 kolejek wcześniejszych nie miałoby większego znaczenia, bo i tak - jak w kolarstwie - o wszystkim decydowałby ostatni "ośmiokilometrowy podjazd"?

Mistrzem kraju zostawałby zespół, być może nie najlepszy, ale ten, który na końcu miałby najmniej kontuzji, kartek i szybciej regenerował siły przy graniu systemem środa - sobota - środa - sobota.

Czy na pewno tego chcemy?

* autor jest szefem sportu w Canal+

Jaka T-Mobile Ekstraklasa po Euro?

Niedługo po zakończeniu poprzedniego sezonu Ekstraklasa SA wysunęła propozycję reorganizacji ligi. Pierwsza część rozgrywek ma wyglądać jak dotychczas - 30 meczów każdy z każdym systemem "mecz i rewanż". Później liga podzielona zostanie na dwie grupy - mistrzowską i spadkową z zaliczeniem punktów z pierwszej fazy. Tam znów będą grać między sobą po dwa razy, a więc zakończą sezon po 44 spotkaniach.

System ten jest niemal identyczny jak np. w Szkocji, tyle że gra tam tylko 12 drużyn. W Polsce reorganizacja oznaczałaby, że liga będzie miała bardzo krótką przerwę zimową (trwa teraz ponad dwa miesiące). Aura nie powinna stanąć na przeszkodzie, bo większość klubów ma już zadaszony w dużej części stadion, a każdy podgrzewaną murawę.

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.