Reprezentacja. Jacek Bąk o kadrze Smudy: Idzie nieźle, ale powinno lepiej

- Gdyby to był mecz o wyjście z grupy na Euro 2012, Francuzi na pewno graliby lepiej niż w czwartek w Warszawie. Co do naszej kadry, to niestety, takiej pewności nie mam - mówi Sport.pl 96-krotny były reprezentant Polski

Bez adminów. Najmocniejsze poglądy na Facebook.com/Sportpl ?

Robert Błoński: Podobał się panu towarzyski mecz z Francją, który Polska przegrała 0:1?

Jacek Bąk: Byłem na stadionie i porywającego widowiska nie zobaczyłem. Źle jednak nie było. W porównaniu do ubiegłorocznej klęski 0:6 z Hiszpanią jest postęp w grze i zaangażowaniu, ale grający spokojnie Francuzi i tak byli o jedną czy dwie klasy lepsi. Nie ma co się oszukiwać, to zupełnie inni piłkarze, wyszkoleni i nauczeni futbolu w innych klubach i warunkach niż nasi. U nas najlepszy był młody Szczęsny. Jeśli tylko nie odbije mu sodówka, będzie z niego pociecha.

Może być dla reprezentacji Franciszka Smudy taką osobowością jak Artur Boruc w kadrze Pawła Janasa czy Leo Beenhakkera?

- Tak. Arturowi dorównuje charakterem, umiejętności i talent ma ogromne. Poznałem go osobiście trzy lata temu podczas przygotowań do Euro 2008. Trenował z nami, nie miał kompleksów i byłem przekonany, że kwestią czasu jest, kiedy zacznie bronić na najwyższym poziomie. Jak utrzyma formę, do Euro nie odda miejsca w bramce.

Bramkarz meczu nie wygra, może co najwyżej uratować remis.

- Wspierany dobrymi obrońcami...

...a mamy dobrych obrońców?

- Defensywa to nasza najsłabsza formacja.

Przez kilkanaście lat grał pan na środku obrony w zagranicznych klubach, był na trzech wielkich turniejach. Jak pan oceni Grzegorza Wojtkowiaka i Tomasza Jodłowca, którzy w czwartek wystąpili jako stoperzy?

- Obrońca musi umieć odebrać piłkę, dobrze grać głową i celnie podać na kilkadziesiąt metrów. Powinien być kimś więcej niż przecinającym akcje rywali i kopiącym na oślep. Wojtkowiak i Jodłowiec są waleczni i dobrze zbudowani, ale brakuje im doświadczenia z choćby przeciętnego klubu zagranicznego. Dopiero tam mogliby nauczyć się prawdziwego futbolu. W Polsce na co dzień nie rywalizują z lepszymi od siebie i nie robią postępów. Jodłowiec ma też braki w wyszkoleniu technicznym. Widać to po jego ruchach. Wojtkowiak jest szybszy, zwinniejszy, ma lepszą koordynację. Smuda musi ulepić obronę z zawodników, których ma. Wybór nie jest duży. Pan kogo widziałby na środku?

Jacka Bąka i Michała Żewłakowa.

- A może Jerzego Gorgonia i Władysława Żmudę? (śmiech)

Żartuję, ale Smuda nie ma klasowych stoperów. Arkadiusz Głowacki jest wiecznie kontuzjowany.

- Ja bym spróbował na tej pozycji Sebastiana Boenischa, choć selekcjoner widzi w nim pewniaka na lewą stronę. Jest wysoki, szybki, dobrze zbudowany i wyszkolony, ma odbiór piłki, potrafi wyprowadzić akcję z własnej połowy. Jest jak skała, rzadko się zdarza, by zawodnik z takimi parametrami grał na boku obrony.

A 32-letniego Manuela Arboledę z Lecha, który niedługo dostanie polski paszport, wciąż widzi pan w reprezentacji?

- To dobry piłkarz, przy trenerze Smudzie głupoty wywiałoby mu z głowy.

Za sobą ma słabą rundę i konflikty z kadrowiczami grającymi w Ekstraklasie. Koledzy nie chcą go w zespole.

- Nie wiem, czy go zaakceptują. Ale warto zawracać sobie nim głowę. Rok temu mówiłem "bierzmy Arboledę bez zastanowienia". Wtedy zachwycał w europejskich pucharach, nie pękał w konfrontacjach z lepszymi. Może Smuda umiałby wyzwolić z niego tamto zaangażowanie.

Następca Zidane'a: Perquis będzie miał pewne miejsce w kadrze Polski Damien Perquis?

- W konfrontacji z Wojtkowiakiem i Jodłowcem ma przewagę na starcie, bo gra we Francji. Nie ma co w ogóle porównywać Ligue 1 do Ekstraklasy.

W Łukaszu Piszczku widzi pan bocznego obrońcę europejskiej klasy?

- Ma potencjał, ale nie wzdychają do niego kluby z najwyższej półki. Został wybrany do jedenastki sezonu w Bundeslidze, czyli dobrze grał. Ale w kadrze wypada słabiej niż w Dortmundzie.

Może dlatego, że ma słabszych partnerów.

- Gdyby tak było, na ich tle jeszcze bardziej by się wyróżniał.

Kto jeszcze, oprócz Szczęsnego, podobał się panu w meczu z Francją?

- Adrian Mierzejewski. Parę razy poszedł lewą stroną, dorzucił piłkę w pole karne. Roberta Lewandowskiego znam z lepszej strony. Spacerował po boisku, dwa strzały to jak na niego za mało, musi brać więcej na siebie. Szkoda, że Brożek nie wszedł wcześniej. Trener dałby sygnał, że na niego liczy. W ogóle zrobiłbym zmiany wcześniej niż w 78. minucie.

Mierzejewski jest kapitanem Polonii Warszawa i ma oferty z zagranicy...

-... niech wyjeżdża.

Do wicemistrza Turcji, Trabzonsporu?

- Nie zastanawiałbym się ani chwili. Lepsza liga, lepsi piłkarze. Nie widzę jednego argumentu przeciw.

Pan chyba każdemu radzi wyjazd.

- Każdemu, bo to dobra lekcja futbolu.

A co się panu nie podobało w czwartek?

- Za dużo było przestojów. Do utraty gola graliśmy fajnie, potem wszystko oklapło. Błaszczykowski szarpał, Obraniak się starał, piłka fruwała wzdłuż pola karnego, ale pierwszy strzał oddaliśmy w 62. min. Za mało, by zdobywać bramki na Euro.

Smuda to odpowiedni szkoleniowiec?

- Zostanie rozliczony za rok. Trzeba dać mu szansę i spokój. Mam powiedzieć: zatrudnijmy Mourinho? Przestawi nas tak, że będziemy wygrywać po 3:0? Nigdy w to nie uwierzę.

Do Euro został rok...

- I najwyżej dziesięć sparingów. Mało. Mam mieszane uczucia. Idziemy w niezłym kierunku, ale powinno to wyglądać lepiej. Gdyby czwartek decydował o wyjściu z grupy, Francuzi na pewno zagraliby lepiej i więcej biegali. Nie pokazali pasji z meczu o stawkę. Oni mogą być lepsi. Chciałbym to samo powiedzieć o Polsce...

Tomasz Kłos: ? W reprezentacji nie ma tragedii

Więcej o: