Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Robert Lewandowski: Coraz częściej muszę brać na siebie odpowiedzialność

- Żarty Niemców ani mnie obchodzą, ani śmieszą. W ostatniej kolejce zremisowaliśmy z Schalke i doskonałych okazji nie wykorzystali niemieccy piłkarze. Z nich nikt nie kpił. Ale nie przejmuję się, słaby psychicznie nie jestem - mówi 22-letni strzelec jedynego gola w meczu z Norwegią

Robert Błoński: W listopadzie strzelił pan dwa gole w spotkaniu z Wybrzeżem Kości Słoniowej, w środę zapewnił pan kadrze zwycięstwo pięknym strzałem z 25 m. Reprezentacja pozwala panu odetchnąć po ciężkim powietrzu w Zagłębiu Ruhry, gdzie wciąż nie może się pan uwolnić od ławki rezerwowych Borussii?

Robert Lewandowski: Nie, no bez przesady. W Dortmundzie też czuję się dobrze i swobodnie oddycham. Napastnik, który gra od początku, ma więcej okazji do strzelenia gola niż zmiennik. W reprezentacji zaczynam w pierwszym składzie i strzeliłem trzy gole w dwóch ostatnich występach. W klubie przeważnie wchodzę na ostatnie 20-30 minut i w tym roku w Bundeslidze jeszcze nie trafiłem do siatki.

W środowym sparingu widział pan, że drużynie wybitnie nie idzie gra z Norwegią i postanowił działać sam?

- Nie grali finezyjnego futbolu, kopali piłkę spod bramki do napastnika Carewa i to wszystko. Ale przez prawie 20 minut nie mogliśmy dostać się pod ich bramkę. Kiedy nie szło, czułem, że muszę spróbować dać coś od siebie. Odwróciłem się z piłką, minąłem rywala, podbiegłem dwa-trzy kroki i strzeliłem. Pomyślałem: "Kto nie próbuje, ten nie ma". Skupiłem się, żeby było mocno i celnie. Nie chciałem do nikogo podawać, bo wcześniej nie stworzyliśmy żadnej okazji. Później zresztą też. To był jedyny celny strzał w meczu. Fajna akcja, fajna bramka - najważniejsze, że zwycięska. Musimy potrafić wygrywać, grając przeciętnie, i umieć wykorzystać każdą okazję. Właściwie nie stworzyliśmy sobie żadnej sytuacji pod norweską bramką, bo strzeliłem z daleka, ale wygraliśmy.

To się nazywa odpowiedzialność napastnika.

- Dokładnie, choć w środę razem z Ludo Obraniakiem byłem ustawiony za Irkiem Jeleniem. Grający na tej pozycji zawodnik jest dalej od bramki.

Gola i wygraną dedykujemy Robertowi Kubicy. Wszyscy życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia i Formuły 1. Ja w kontrakcie z Borussią mam zapis, że nie wolno mi uprawiać innych sportów wyczynowych.

Strzelił pan dziesiątego gola w 30. występie w kadrze. Niezła średnia.

- W kadrze o gole trudniej niż w klubie. Słabsze jest zrozumienie i zgranie, mało ze sobą trenujemy. W reprezentacji, jak na początku w Lechu, trener Smuda odsuwa mnie od bramki rywala. W Lechu napastnikiem był Rengifo, za Peruwiańczykiem grałem ja i Semir Stilić. Ale też strzelałem bramki. Najlepiej czuję się w ataku, ale nie narzekam, gdy gram w pomocy. Może trener uważa mnie za uniwersalnego ofensywnego gracza, który poradzi sobie na wielu pozycjach? Tak samo jestem ustawiany w Borussii, więc wiem, co robić.

Gdybym w środę zagrał w ataku, może nie miałbym tej sytuacji i nie padłby gol? Raczej nie cofnąłbym się po piłkę tak daleko. Nie muszę cały czas grać tyłem do bramki, nieźle się czuję, atakując nieraz z głębi pola. Kiedy jesteśmy na boisku z Irkiem, mamy wymieniać się pozycjami. Akurat w środę nie zdarzało nam się to często. Irek dopiero niedawno wyleczył kontuzję, nie był w pełni sił. Może jak osiągnie pełną formę, to i ja zagram więcej w ataku?

Czuje się pan ważnym ogniwem drużyny Smudy? Selekcjoner widzi w panu jedno z ogniw, którego do Euro już nie wymieni.

- Pewniaków nie ma, ale pod względem liczby meczów w kadrze jestem trzeci, razem z Rafałem Murawskim. Reprezentacja to młody zespół i musi mieć pożytek z mojego doświadczenia, więc oczekiwania wobec mnie rosną. W środę podobała mi się konsekwencja drużyny, nawet kiedy Norwegowie mieli inicjatywę, nie zdarzyły się nam głupie błędy jak w poprzednich spotkaniach. Do końca kontrolowaliśmy wynik.

Kadra nie przegrała szóstego meczu z kolei. Zapomnieliście o ubiegłorocznej passie ośmiu meczów bez zwycięstwa i spotkaniach bez strzelonego gola.

- Nic tak nie buduje atmosfery jak wygrane. Cieszymy się, że pokonaliśmy jednego z liderów eliminacji Euro 2012. Zbliża się moment, w którym nasz selekcjoner skończy eksperymentowanie ze składem. Coraz wyraźniej widać trzon kadry. Teraz musimy nauczyć się grać ze sobą na pamięć.

Czuje pan coraz większą stabilizację w kadrze?

- Za wcześnie na takie wnioski. Wygraliśmy dwa mecze, sześciu nie przegraliśmy, dopiero nabieramy pewności i uczymy się wygrywać z lepszymi.

W sobotę Borussia gra w Bundeslidze z Kaiserslautern. Zmieni się pana sytuacja w klubie po meczu i golu w kadrze?

- Nie sądzę, choć uważam, że jestem w dobrej formie. I pokazuję to na treningach. Chciałbym to potwierdzić też w lidze i wreszcie strzelić bramkę.

Bolesne było dla pana zderzenie z niemieckimi brukowcami? Po meczu ze Stuttgartem "Bild" przekręcił pana nazwisko na Lewandoofski, gdzie doof to znaczy głupek. Telewizja nakręciła złośliwy reportaż z panem jako nieudacznikiem w roli głównej.

- Ani ich żarty mnie obchodzą, ani śmieszą. W ostatniej kolejce zremisowaliśmy z Schalke i doskonałych okazji nie wykorzystali niemieccy piłkarze. Z nich nikt nie kpił. Ale nie przejmuję się, słaby psychicznie nie jestem.

Na 21 meczów w Bundeslidze od pierwszej do ostatniej minuty grał pan tylko w dwóch. Ze Stuttgartem zszedł w 90. min. 17 razy wchodził pan z ławki.

- Nigdy nie pogodzę się z rolą rezerwowego, ale sezon wciąż trwa. Gdybym więcej grał, czułbym się pewniej i swobodniej. Jak w kadrze. W klubie nie mam takiego zaufania od trenera. Walczę o swoje na treningach, nie gram źle, nie zawsze jednak uda się strzelić gola, będąc na boisku przez 20 minut. Ale nie będę, jak Barrios, latał do mediów i skarżył się, że nie gram [po meczu ze Stuttgartem paragwajski napastnik Borussii powiedział w radiu, że nie rozumie, dlaczego trener nie wystawia go do jedenastki. W następnym meczu grał od pierwszej minuty, kosztem Lewandowskiego - rb]. Nie powiem: "Muszę grać, bo ja to ja". To nie w moim stylu. Nie płaczę, a jak będę chciał coś powiedzieć, to porozmawiam z trenerem. Nie zrobię jednak "kwasu" w drużynie, nie zepsuję atmosfery narzekaniami.

W trzech ostatnich meczach Borussia zdobyła pięć punktów. W roli faworyta trudniej się gra niż jesienią?

- Nie. W porównaniu z poprzednią rundą zdobyliśmy tylko o punkt mniej niż w pierwszych czterech meczach jesieni. Mamy dwanaście punktów przewagi, a do końca jest trzynaście kolejek. O mistrzostwie porozmawiamy jednak dopiero przed meczem, który może nam je zapewnić.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ