Reprezentacja. Nareszcie zwycięstwo!

To najważniejsza wygrana reprezentacji Polski od meczu z Czechami w październiku 2008. Drużynie Smudy da spokój i oddech, a kibicom przywróci słabnącą ostatnio nadzieję.

To był show Roberta Lewandowskiego, który strzelił dwie efektowne bramki. Były król strzelców ekstraklasy potwierdził wczoraj, że na ławce Borussii Dormund nie zatracił instynktu strzelca. Pokazuje to zresztą na co dzień w Bundeslidze, gdzie strzela bramkę, średnio, raz na 70 minut. Na niemieckich boiskach spędził 210 minut, trafił już trzy razy. Patrząc na jego dotychczasowy rozwój i cierpliwość nadzieja, że z każdym miesiącem będzie lepszym piłkarzem jest duża. Za półtora roku może osiągnąć klasę europejską. I, grając bez najmniejszych kompleksów, trafiać dla Polski podczas Euro. O wsparcie pomocników i skrzydłowych, oglądając kolejne mecze Smudy, martwić się nie musi. Polacy grają efektownie do przodu. W poprzednich sparingach stworzyli więcej sytuacji niż w Poznaniu, ale albo ich nie umieli zamienić na gole albo po błędach defensywy uciekało im zwycięstwo. W środę uciec nie miało prawa mimo słabej gry obrońców.

 

Bohater Matuszczyk o zwycięstwie z WKS: to nie był mecz towarzyski!

 

Dysproporcja między tym, jak polska drużyna broni i jak atakuje jest ogromna. Smuda, z konieczności i braku dobrych graczy defensywnych z mozołem buduje drużynę na Euro od...ataku. I już widać tego efekty - w trzech ostatnich spotkaniach kadra strzeliła siedem bramek. Wczoraj po raz pierwszy nie straciła tylu, ile zdobyła. Większość zawodników ofensywnych, którzy wybiegli na murawę w Poznaniu, powinno zagrać na Euro. I rozumieć się jeszcze lepiej niż wczoraj - na naukę mają półtora roku.

 

Smuda tak bardzo chciał wygrać po ośmiu miesiącach, że w pierwszej połowie odszedł od filozofii, którą wpaja reprezentacji, odkąd jest jej selekcjonerem. Kadrze brakuje sukcesu jak wyrzuconej na brzeg rybie wody, więc w Poznaniu zaczęła bardzo spokojnie, wręcz asekuracyjnie. Cofnęła się w okolice środka boiska, oddała inicjatywę przeciwnikowi i czekała na jego błędy. Zespół Smudy zrezygnował z presingu, szaleńczych prób odbioru piłki na połowie rywala. Lepiej było mądrze czekać niż głupio biegać.

 

Na pierwszą nonszalancję i błąd rywala, który nie grał jak 19. zespół rankingu FIFA - ale to jego problem - doczekali się nim minęła minuta. Rajd Jakuba Błaszczykowskiego skończył się strzałem zablokowanym w ostatniej chwili. Kolejną pomyłkę przeciwnika - w 15. minucie - Polacy, którzy wcześniej mieli problemy z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy już wykorzystali. Bramka padła w najmniej spodziewanym momencie. Sygnał dał rozgrywający bardzo dobre spotkanie zastępca kapitana, Rafał Murawski, który zabrał piłkę rywalowi na jego połowie. Takich pełnych determinacji odbiorów i przechwytów zawodnik Rubina Kazań miał wczoraj wiele - był liderem zespołu. Po jego odbiorze Matuszczyk świetnie zagrał po ziemi do wychodzącego na pozycję Lewandowskiego. Drugi gol 22-letniego napastnika był niemal kopią pierwszego - też wykorzystał prostopadłe podanie Matuszyka i strzelił do siatki nie mijając bramkarza. Druga bramka to kapitalnie wykonany rzut wolny przez Obraniaka i fatalny błąd bramkarza Yeboaha. Ale takich goli - niemal z narożnika pola karnego - gracze urodzeni nad Wisłą strzelają rzadko.

 

Ponad 40 tysięcy ludzi na stadionie europejskiej klasy w Poznaniu mocno odetchnęło. Przed przerwą obrońcy robili wszystko, żeby kibice zapomnieli o wywalonym z kadry za picie Arturze Borucu. Łukasz Fabiański musiał pokazać klasę przy dośrodkowaniach, strzałach, wyjściach poza pole bramkowe. Słowem - udowodnić, że radzi sobie w każdej sytuacji. Nie zrobił ani jednej pomyłki, nie miał ani jednego momentu zawahania - kiedy trzeba było łapał piłkę, kiedy indzie piąstkował. Biła z niego wielka pewność, której dodało dziesięć kolejnych występów w Arsenalu. Pokazał europejską klasę. Drużyny nie uratował tylko w ostatniej minucie pierwszej połowy, kiedy wyrównał Gervinho. Koszmarny błąd popełniła trójka defensorów z polskiej ligi. Zaczęło się od lewego Sadloka, skończyło na środkowych Jodłowcu i Wojtkowiaku. Z tej formacji pewniakami na Euro może się czuć tylko Piszczek. Ale po nowym roku polskie obywatelstwo dostanie 31-letni Manuel Arboleda. On powinien zostać dowódcą formacji defensywnej w kadrze Smudy, do której - na lewą stronę - dołączy Boenisch. Sadlok zupełnie sobie nie poradził na tej pozycji i w środę gorszy od niego nie byłby grający ostatnio regularnie w Auxerre i Lidze Mistrzów, a pomijany przez Smudę, Dudka.

 

Błaszczykowski: odmłodzenie kadry wyszło na plus! Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa po aferach

 

Gra obronna i zestawienie defensywy to na razie pięta Achillesowa reprezentacji Franciszka Smudy. Ale wczoraj, wreszcie, więcej radości niż obrońcy smutku dali wszystkim piłkarze odpowiadający za grę ofensywną i strzelanie goli. Pierwszy stadion na Euro - w Poznaniu - już stoi. Drużyna Smuda jeszcze nie prezentuje się tak barwnie jak on, ale rok skończyła zasłużonym zwycięstwem.

Nareszcie zwycięstwo! Polska - WKS 3:1 ?

Więcej o: