Reprezentacja. W obronie Polakom wyrosły skrzydła

Od pół roku reprezentacja Polski dreptała w miejscu. Występy Łukasza Piszczka i Sebastiana Boenischa w sparingach z Ukrainą i Australią dają nadzieję, że rozwiązany został problem bocznych obrońców, który trener Franciszek Smuda uważał za najpoważniejszy.

W dołożeniu zadań piłkarzom występującym na bokach defensywy fachowcy widzą jedną z największych rewolucji taktycznych pierwszej dekady XXI w. Przywiązani wcześniej do własnego pola karnego obrońcy zaczęli uczestniczyć w atakach. Dzięki nim skrzydłowi mogli zbiegać do środka i odciążać otoczonych rywalami napastników.

Prawie jak Niemcy. Najlepszy mecz pod wodzą Smudy

 

Polski futbol ewoluuje w żółwim tempie, więc nie wykreował graczy zdolnych sunąć bokiem boiska od jednego pola karnego do drugiego. Na prawej stronie selekcjonerzy wystawiali walczaków, rzadko wyściubiających nos poza własną połowę (Marcin Baszczyński, Marcin Wasilewski), na lewej obowiązywał permanentny stan wyjątkowy. Trenerzy przesuwali tam piłkarzy z innych, coraz bardziej odległych pozycji - szczytem była końcówka pracy z reprezentacją Polski Leo Beenhakkera, który próbował przekwalifikować Jacka Krzynówka, z zawodu skrzydłowego.

Smuda z największego problemu zdawał sobie sprawę od początku pracy. Powtarzał, że na boki obrony potrzebuje graczy zwrotnych, szybkich i potrafiących odebrać piłkę.

Po kolejnych próbach łapał się za głowę. Nie udało mu się ulepić lewego obrońcy ze stopera Ruchu Chorzów Macieja Sadloka, klęską zakończyły się próby ustawiania na tej pozycji Dariusza Dudki (grzeje ławę we francuskim Auxerre), egzamin oblał ceniony przez trenera Marcin Kowalczyk (grzeje ławę w Dynamie Moskwa).

Nowoczesnej gry bocznych obrońców Smuda doczekał się, dopiero gdy na boisko wybiegli Piszczek i Boenisch. Pierwszy świetnie współpracuje na prawej stronie z Błaszczykowskim, potrafi zacząć akcje pod własną bramką, oddać piłkę klubowemu koledze na połowie rywala i wbiec w pole karne, oczekując zagrania z pierwszej piłki.

Boenisch na lewej flance jest osamotniony. Ustawiony - teoretycznie - blisko skrzydła Robert Lewandowski nie angażuje się w defensywę, dlatego po rajdzie 23-letni obrońca Werderu musi natychmiast wracać. W sparingu z Australią biegał wzdłuż linii bocznej jak opętany, gdy docierał do pola karnego, dośrodkowywał prawą albo lewą nogą. - Sebastian może być mocnym punktem reprezentacji na lata. Rozumie, jak gra się na tej pozycji, świetnie wyskakuje do dośrodkowań, lubi biegać, potrafi dokładnie dośrodkować. Z Australią asystował przy golu. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to tylko do małych błędów w defensywie w meczu z Ukrainą. Łukasz także nie zawiódł, ale oceniam go niżej, bo łatwiej go przepchnąć i często niecelnie wrzuca piłkę w pole karne - mówi Marek Koźmiński, były obrońca kadry.

Sebastian Boenisch zadowolony z debiutu w reprezentacji Polski

Dobre występy bocznych defensorów nie kończą jednak kłopotów selekcjonera. Jego odkrycia w klubach zaczęły sezon na ławce, a Smuda powtarza, że nie będzie powoływał piłkarzy, którzy nie grają regularnie.

- To ważne, ale dziś największym problemem trenera jest znalezienie środkowych obrońców. Grzegorz Wojtkowiak i Michał Żewłakow często się mylili. Pierwszy w klubie występuje na boku obrony, drugi ma już 34 lata i nie wiadomo, czy dotrwa do Euro 2012. Nie widać piłkarzy, którzy mogliby ich zastąpić, nie wiadomo, czy do poziomu reprezentacyjnego dorosną Sadlok i Kamil Glik. Pozostaje nam znalezienie kolejnych Boenischów, czyli piłkarzy z polskimi korzeniami, wychowanych w innych krajach - mówi Koźmiński.

Selekcjoner szuka we Francji. Nie udało się namówić do gry dla Polski stopera Arsenalu Laurenta Koscielnego, chce jeszcze sprawdzić defensora Sochaux Damiena Perquisa. Jeśli uda mu się go przekonać, za dwa lata będzie mógł wystawić jedenastkę z pięcioma piłkarzami (Boenisch, Perquis, Matuszczyk, Obraniak, Smolarek), którzy futbolu uczyli się poza krajem.

Świętują "zmartwychwstanie - Francja uradowana zwycięstwem reprezentacji ?

Więcej o: