Jeleń: do Euro wiele się zmieni

Pierwszy do wykonywania jedenastki był Michał Żewłakow, drugi ja. Ale Robert wziął wcześniej piłkę, czuł się pewnie i chciał strzelać, więc odsunąłem się w bok. Niestety, nie zdobył gola, ale najlepszym zdarza się zmarnować karnego - opowiada Ireneusz Jeleń. W dwóch ostatnich meczach, z Ukrainą i Australią, biało-czerwoni grali nieźle, ale problemem kadry wciąż jest skuteczność.

Z Ireneuszem Jeleniem rozmawia Tomasz Porębski

Po meczu z Australią czułeś zadowolenie czy żal?

- Cieszyć się nie miałem z czego, bo mogliśmy i powinniśmy wygrać. Ale nie byłem też specjalnie podłamany, bo szybko przeanalizowałem naszą grę. I ocena nie wypadła najgorzej, przecież stwarzaliśmy sytuacje i mogliśmy zdobyć gole.

Ale nie zdobyliście i przegraliście.

- Skuteczność szwankowała, ale powtarzam: najważniejsze, że dochodzimy do okazji strzeleckich. Teraz musimy jedynie popracować nad wykończeniem i celnością. Z meczu na mecz będzie lepiej, jestem pewien.

Jak ci się współpracowało z Robertem Lewandowskim?

- Całkiem nieźle. Robert ustawiony był bardziej z lewej strony, ja w środku, ale mieliśmy się wymieniać pozycjami. Staraliśmy się to robić, co na pewno myliło przeciwników, choć wiem, że jest jeszcze sporo do poprawienia.

 

Żewłakow: miałem strzelać karnego, ale...

Dlaczego to Lewandowski podszedł do rzutu karnego?

- Pierwszy do wykonywania jedenastki był Michał Żewłakow, drugi ja. Ale Robert wziął wcześniej piłkę, czuł się pewnie i chciał strzelać, więc odsunąłem się w bok. Niestety, nie zdobył gola, ale najlepszym zdarza się zmarnować karnego.

Nie masz wrażenia, że byłeś odcięty od podań? Znacznie więcej piłek dostałeś w sobotnim meczu z Ukrainą.

- Może Australijczycy oglądali to spotkanie i wiedzieli, że muszą mnie pilnować? Rzeczywiście rzadko otrzymywałem piłki, szczególnie w drugiej połowie, ale te podania dochodziły do innych - do Roberta czy Euzebiusza Smolarka.

Co mówił po meczu trener Smuda?

- Był zadowolony, choć miał trochę zastrzeżeń. Już po pierwszej połowie mówił, że dobrze to wygląda. Wprawdzie przegrywaliśmy wtedy 1:2, ale Smuda wiedział, że bramki dla Australii padły tak naprawdę z niczego - rykoszet i rzut karny. Nie możemy się podłamywać takimi rzeczami, i to się nam udało. Całą drugą połowę próbowaliśmy wyrównać, ale zabrakło szczęścia.

Do kadry po dłuższej przerwie wrócił Artur Boruc, zadebiutował w niej Sebastian Boenisch...

- I pokazał się z bardzo dobrej strony. Grał pewnie w obronie, a do tego lubi atakować, ma ciąg na bramkę. Fajnie, że zdecydował się grać dla Polski. Długo szukaliśmy lewego obrońcy i myślę, że go znaleźliśmy. Podobnie może być z pozycją bramkarza, bo Artur to dla mnie klasa światowa.

Po ostatnim zgrupowaniu i meczach z Ukrainą i Australią humory w kadrze chyba się poprawiły?

- Na pewno. Te mecze były zdecydowanie lepsze od sierpniowego spotkania z Kamerunem. Ale budowa zespołu wciąż trwa, trener wciąż szuka zawodników. Obecny skład na pewno nie będzie podstawowym na Euro. Choć takimi meczami jak z Australią, każdy z nas przybliża się do pierwszej jedenastki.

W październiku kadra leci do Stanów Zjednoczonych, gdzie zagra z USA i Ekwadorem. Z Jeleniem i Lewandowskim w ataku?

- Zobaczymy. Na razie w najbliższy weekend mam mecz ligowy Auxerre we Francji. A wkrótce zaczną się także rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Twój klub trafił do grupy z Realem Madryt, Milanem i Ajaksem Amsterdam.

- Grupa śmierci, prawda? Ale ja się cieszę. Dla mnie to będzie świetna nauka, która powinna zaprocentować także w meczach reprezentacji Polski.

 

Lewandowski: uderzyłem źle karnego, zdarza się

 

Rozwiązany problem Franciszka Smudy? >