To był mecz, który reprezentacja Polski musiała wygrać. Nasza kadra miała na koncie jeden punkt po dwóch spotkaniach Dywizji B Ligi Narodów i nie mogła sobie pozwolić na domową wpadkę z Rumunami, którzy tych punktów nie mieli wcale. Zastanawialiśmy się, czy nasi przeciwnicy faktycznie są w tak słabej formie, ale szybko okazało się, że jak najbardziej. Już w 22. minucie dali nam wielki prezent w postaci rzutu karnego i czerwonej kartki dla Radu Dragusina za faul na Lewandowskim. Jedenastkę wykorzystaliśmy, ale jeszcze w pierwszej połowie nie potwierdziliśmy przewagi.
Za to w drugiej to już była egzekucja. Wyjątkowo brutalna egzekucja, bo Polacy wbili bezradnym Rumunom po przerwie aż pięć goli. Choć właściwie to cztery, gdyż jednego rywale strzelili sobie sami. Selekcjoner gości, legendarny Gheorghe Hagi, był załamany, a rumuńskie media wściekłe. Padały w nich określenia typu "spadamy do śmieci europejskiej piłki". Na trybunach Narodowego pojawiło się trochę kibiców z Rumunii. Mieli oni bardzo niemiły wieczór, ale za to sami zachowali się bardzo elegancko względem naszego kraju.
W przeszłości bywało różnie, bo jeszcze w 2016 roku kibice obu reprezentacji potrafili się w Bukareszcie obrzucać petardami. Dziś jednak jest o wiele spokojniej. Baner, który pojawił się na sektorze gości głosił "Polska Serce Europy". - Jak widać, relacje pomiędzy kibicami obu drużyn znacząco się zmieniły - napisał na portalu X Bartłomiej Banasiewicz.
Ostateczna weryfikacja tych przyjacielskich relacji nadejdzie zapewne w listopadzie, gdy zagramy rewanż w Rumunii. Niemniej na razie kibice oraz piłkarze obu drużyn mają na głowie co innego. Przed Polakami wyjazdowe starcie z Bośnią i Hercegowiną, z którą na start zgrupowania zremisowaliśmy 0:0. Za to Rumunia zmierzy się u siebie ze Szwecją. Oba te mecze rozpoczną się w poniedziałek 5 października o 20:45.