Polacy, co niestety dobrze wiemy, nie polecą na zbliżające się mistrzostwa świata na boiskach Kanady, Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Po porażce 2:3 ze Szwecją w finale baraży kadra Jana Urbana zmierzyła się we Wrocławiu z Ukrainą (0:2), a po trzech dniach od tamtego spotkania jej rywalem jest reprezentacja Nigerii.
W meczu z Ukrainą nasza reprezentacja zawiodła. Po kiepskiej grze zasłużenie przegrała z Ukrainą. W środę po trzech dniach od tej porażki kadra Jana Urbana przeniosła się do Warszawy na mecz z Nigerią, która także nie zdołała zakwalifikować się na mundial.
Od pierwszych minut na boisku pojawił się Roberta Lewandowski. Selekcjoner Urban zdecydował się na kilka zmian m.in. w bramce Marcina Bułkę zastąpił Kamil Grabara, a w obronie pojawił się Kacper Potulski z FSV Mainz.
Mecz od początku nie ułożył się po naszej myśli. W 23. minucie wynik otworzył Terem Moffi, a więc kolega Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora i Oskara Pietuszewskiego z FC Porto.
W 46. minucie gola dla reprezentacji Polski zdobył Kacper Potulski po akcji z rzutu rożnego. Gracz Mainz wykorzystał zamieszanie w polu karnym i z około pięciu metrów zdobył wyrównującą stan meczu bramkę. Asystował mu Nicola Zalewski.
Spotkanie z Nigerią sędziuje Rumun Alexandru Barbu. Starcie na trybunach PGE Narodowego w Warszawie obserwuje ponad 54 tys. kibiców, co dobrze pokazuje, jak wielkim magnesem - mimo słabszej dyspozycji - jest kadra Polski z Robertem Lewandowskim w składzie.
Polacy wcześniej tylko raz grali przeciwko Nigeryjczykom. W meczu towarzyskim w marcu 2018 roku we Wrocławiu jedyną bramkę zdobył Victor Moses. Zespół z Afryki wygrał wówczas 1:0.
We wrześniu rozpocznie się gra w ramach Ligi Narodów. "Biało-czerwoni" będą rywalizować na drugim poziomie, a ich pierwszymi przeciwnikami będzie Bośnia i Hercegowina (25 września) oraz, na wyjeździe, Szwecja (28 września).