Niewytłumaczalne, co zrobili Polacy w meczu z Ukrainą. Zieliński nie wytrzymał

Filip Macuda
To była 82. minuta meczu. Pierwsi kibice nie czekali nawet na końcowy gwizdek. Zaczęli wychodzić z wrocławskiego stadionu zniesmaczeni tym, co robiła reprezentacja Polski. Ci, którzy zostali na trybunach, pożegnali piłkarzy Jana Urbana potężnymi gwizdami. Tego, co Biało-Czerwoni zaprezentowali w drugiej połowie towarzyskiego meczu z Ukrainą, nie da się wytłumaczyć tylko rangą spotkania.
Reprezentacja Polski wygwizdana podczas meczu z Ukrainą
Fot. Filip Macuda/Sport.pl

To było zaraz po meczu. Piłkarze reprezentacji Polski opuścili głowy, złapali się pod boki, a kibice zaczęli gwizdać i wychodzić ze stadionu. Nikt nie był zadowolony, ale trudno żeby był, skoro reprezentacja Jana Urbana - mimo niezłej pierwszej połowy - przegrała w niedzielę we Wrocławiu z Ukraińcami 0:2. Gwizdy pojawiły się już w przerwie.

Bo kiedy sędzia Filip Glova zaprosił piłkarzy na przerwę, Piotr Zieliński, który akurat miał piłkę przy nodze, z całej siły kopnął ją w kierunku ukraińskiej bramki. Był wyraźnie niezadowolony. Trudno mu się dziwić. Przez większość pierwszej połowy reprezentacja Polski dominowała, a i tak przegrywała dwoma golami. Żegnały ją gwizdy. W pełni zasłużone. 

Wrocław czekał cztery lata

Reprezentacja Polski po raz pierwszy od 2022 roku zawitała do Wrocławia. Od tego czasu zdążyło ją poprowadzić czterech selekcjonerów: Czesław Michniewicz (1 czerwca 2022 roku wygrał w stolicy Dolnego Śląska z Walią), Fernando Santos, Michał Probierz i obecny - Jan Urban.

Wydawało się, że mecz towarzyski z Ukrainą, która z powodu wojny większość domowych meczów gra w Polsce, nie wzbudzi wielkiego zainteresowania. Okazało się inaczej. Na Tarczyński Arenie Wrocław zasiadło blisko 38 tysięcy kibiców. To tylko udowodniło, jak wielkim magnesem jest obecność w kadrze Roberta Lewandowskiego. Fani wyraźnie mają świadomość, że kapitan naszej kadry nie będzie mógł oszukiwać biologii w nieskończoność. Chcieli schwytać okazję, by oklaskiwać go z trybun polskiego stadionu. W pierwszej połowie kilka razy poderwali się z miejsc.

Jak choćby wtedy, gdy Lewandowski przyjął piłkę w środku pola z trzema rywalami wokół, obrócił się w kierunku bramki rywala i rozprowadził akcję. Także wtedy, gdy Piotr Zieliński posłał długie, krosowe podanie na skrzydło. Jak wreszcie gdy Oskar Pietuszewski z FC Porto stanął oko w oko z Anatolijem Trubinem, ale tym razem przegrał z nim pojedynek [Trubin na co dzień występuje w Benfice i wyciągał piłkę z siatki po strzale Pietuszewskiego w ligowym meczu - przyp. FM]. Polacy w jednej sytuacji mogli mieć też pretensje do sędziego, bo nie podyktował ewidentnego rzutu karnego za faul na Tomaszu Kędziorze. 

Fakty są jednak takie, że im dłużej trwał mecz, tym bardziej kibice mieli prawo być niezadowoleni. Polacy w ciągu 10 minut stracili dwa gole, wynikające z fatalnych błędów - najpierw straty Jakuba Piotrowskiego, a następnie festiwalu pomyłek, który zakończył Andrij Jarmołenko. Symboliczne, że gwizdy żegnały polskich piłkarzy po golu zawodnika, który Biało-Czerwonym strzelał już... 13 lat temu!

Życie po Lewandowskim

Jeżeli powiemy, że w pierwszej połowie zawiodła skuteczność, bo z nią wynik mógłby być zdecydowanie lepszy, o tyle po przerwie na boisku de facto istniała już tylko jedna drużyna. Żaden z rezerwowych polskiej reprezentacji, który pojawił się na murawie, nie był w stanie zmienić wyniku. Jedyną sytuację - zresztą wypracowaną dzięki błędowi rywali - zmarnował Karol Świderski. 

Kibice byli na tyle zniesmaczeni i zrezygnowani, że w 75. minucie zaczęli nieśmiało skandować nazwisko Roberta Lewandowskiego, którego nie było już na boisku. Kapitan, wraz z czterema innymi zawodnikami, zszedł z boiska po pierwszej połowie. Być może druga jawiła się jako zapowiedź czasów reprezentacji bez niego. Optymizmu w niej nie dostrzegliśmy.

W środę 3 czerwca Polacy rozegrają drugi towarzyski mecz podczas tego zgrupowania. Ich rywalem na Stadionie Narodowym w Warszawie będzie Nigeria, która także nie awansowała na mistrzostwa świata.

Filip Macuda
Więcej o: